Fog of Love. W oparach miłości
Chociaż mamy dopiero początek stycznia, jestem w stanie stwierdzić, że to jedna z najciekawszych polskich premier 2024 roku. Nakładem Lucrum Games już za kilka tygodni ukaże się W oparach miłości, znane oryginalnie jako Fog of Love. Dwuosobowa gra o związku, czyli planszówkowy odpowiednik komedii romantycznej. Tak się przy tym składa, że posiadam ją od kilku lat, zatem postanowiłem podzielić się z Wami garścią swoich przemyśleń.
Fog of Love zostało pierwotnie wydane już w 2017 roku. Zostało ono ufundowane na Kickstarterze z porządnym, acz niekoniecznie rewelacyjnym wynikiem – ~163000$ przy 3625 wspierających. Autorem jest Jacob Jaskov, a oryginalnym wydawcą Hush Hush Projects i do dziś jest to jedyna gra zarówno tego twórcy, jak i studia. Jaskov wcześniej zajmował się tworzeniem gier szkoleniowych i symulacji, co widać po tym, jak bardzo Fog of Love odbiega od tradycyjnych planszówek. Gra dostała w 2017 roku m.in. nominację do Golden Geeka w kategorii „najbardziej innowacyjna” i choć przegrała z Gloomhaven, sama nominacja z pewnością była zasłużona. Powiem szczerze, że nie spodziewałem się przy tym, że jakiekolwiek polskie wydawnictwo zdecyduje się na lokalizację. Fog of Love jest grą w 100% zależną językowo, a przy tym – mimo teoretycznie bliskiego wszystkim tematu – niszową. Ogromne brawa dla Lucrum Games za decyzję i trzymam kciuki, by okazała się trafiona. Zaznaczę przy tym na wstępie, że niniejsza recenzja robiona jest w całości na podstawie wersji oryginalnej, dlatego mogą się w niej pojawić angielskie nazwy i tytuły.
Szczęście dla początkujących
Elementy gry to plansza, „pokerowe” żetony decyzji, podstawki, garść drewnianych znaczników oraz przede wszystkim karty. Po wyciągnięciu z pudełka są one spakowane w taki sposób, żeby od razu można było rozegrać scenariusz wprowadzający (tutorial) bez czytania instrukcji. I choć widziałem kilka odmiennych opinii na BGG, pozostaję przy stanowisku, że jest to NAJLEPSZY tutorial, jaki widziałem kiedykolwiek w planszówkach. Tak naprawdę ciężko mi właściwie ocenić instrukcję, bo nie zajrzałem do niej podczas startowej rozgrywki ani razu. Zasady są przy tym dość proste i łatwe do zapamiętania; bywało, że między kolejnymi rozgrywkami mijało wiele miesięcy, a nie czułem zagubienia przy kolejnych partiach. Z innych ciekawostek – pudełko nie ma tradycyjnej pokrywki, tylko „szufladkową” obwolutę, a część kart znajdziemy w folijkach przypominających boostery do kolekcjonerskich karcianek. Fog of Love charakteryzują także bardzo specyficzne, minimalistyczne grafiki.
Kocha, lubi, szanuje
Podczas każdej rozgrywki w Fog of Love wcielimy się w dwie osoby na różnych etapach związku. W pudełku znajdziemy kilka scenariuszy:
– Sunday Morning Date (tutorial)
– High School Sweethearts
– We Give it a Year
– I Know What I Want
Każdy scenariusz składa się z kilku rozdziałów, w czasie których nasz związek będzie ewoluował i przechodził kolejne etapy. Co ważne, nie są one jednorazowe – można je przechodzić wielokrotnie, tworząc różne postaci i dążąc do wygranej na różne sposoby. Nie jest to też kampania; każda rozgrywka jest zamkniętą historią. Celem gry jest spełnienie wybranej w trakcie gry karty przeznaczenia (Destiny). Co istotne, dla obojga graczy mogą być one różne (choć zaczynają z identycznym zestawem) i zazwyczaj finalnie dążymy do celu inną drogą. Co ciekawe, w przypadku dużej niekompatybilności najlepszym rozwiązaniem dla obu stron może być rozstanie! W Fog of Love możemy oboje przegrać lub wygrać niezależnie od siebie – ale może być też tak, że tylko jedna osoba spełni swoje przeznaczenie.
Czego pragną kobiety
Na początku rozgrywki gracze tworzą swoich bohaterów. Wybieramy dla nich imię, zawód oraz cechy charakteru (3 z wylosowanych 5) – już na tym etapie karty określają nam pewne cele, które musimy spełnić, żeby osiągnąć szczęście. Nasze postaci są określone bowiem przez kilka osi określających ich usposobienie. Decyzje podejmowane w czasie gry będą nas przesuwać na tych spektrach i to od nas zależy, jak bardzo będziemy żyć w zgodzie ze swoim charakterem. Na przykład – pracoholik będzie szczęśliwszy, jeżeli na koniec gry będzie miał więcej swoich żetonów na osi „Discipline” po stronie „organized, diligent, hard-working” niż „disorganised, reckless, lazy”. Poziom szczęścia będziemy określać na karcie postaci i wpłynie on na możliwość zrealizowania konkretnego przeznaczenia. Warto tutaj zauważyć, że wiele cech charakteru wymaga, żeby OBIE osoby miały WSPÓLNY balans na tej samej osi. Nasze szczęście w relacji wynika zatem również z decyzji naszego partnera, tak samo jak w prawdziwym życiu. Te współzależności oddane są również w następnym kroku tworzenia postaci. Wówczas bowiem wybieramy sobie nawzajem znaki szczególne (features), które podobnie jak zawód od razu ustawiają nasze postaci na niektórych torach osobowości. Proces kończymy krótkim przedstawieniem się i ćwiczeniem storytellingowym – dla wczucia się w klimat mamy opowiedzieć, jak się poznaliśmy i zeszliśmy.
U ciebie czy u mnie?
Cechy charakteru i karty przeznaczenia trzymamy w tajemnicy przed partnerem i zazwyczaj nie możemy sobie pokazywać; jeśli chcemy oboje wygrać, należy poprawnie wydedukować, do czego zmierza druga osoba. W trakcie gry istotne jest wczuwanie się w rolę i warto zarówno dla klimatu, jak i ułatwienia sobie zadania odgrywać swoją postać jak najlepiej. Fog of Love, choć ubrane w mechaniczne szaty, jest bowiem w istocie doświadczeniem bliższym RPG niż tradycyjnym planszówkom. Jeśli podejdziemy do niego wyłącznie jako optymalizacyjnej łamigłówki, raczej się rozczarujemy. Karty i osie osobowości zostały przy tym tak zaprojektowane, że jeżeli dobrze zrozumiemy, w jaką osobę wciela się nasz współgracz, powinniśmy się w miarę dobrze orientować, do czego dąży.
Rozgrywka w dużym skrócie polega na naprzemiennym zagrywaniu kart scen (w trzech rodzajach: romantyczne, poważne i dramatyczne – w oryginale sweet, serious i drama). Każda karta sceny wymaga odczytania (i, najlepiej, lekkiego ubarwienia) zajawki fabularnej i przedstawienia partnerowi możliwości reakcji w postaci opcji ABCD. Czasem reakcję wybierają także obie strony, a jej rezultat nie jest zerojedynkowy, a zależny od drugiego gracza. Przykładowo: jeśli kupujemy drugiej osobie kwiaty, możemy wybrać, jakie – a ona wybiera, które chciałaby dostać. Jeżeli zdecydowaliśmy się na tę samą opcję, poziom szczęścia wzrośnie nam obojgu bardziej, niż gdybyśmy nie trafili w jej gust. W przypadku, gdy obie osoby mają zagłosować, robi się to w tajemnicy i symultanicznie. Nasze decyzje nie tylko wpływają na poziom szczęścia, ale także przede wszystkim przesuwają nas na osiach osobowości. Oczywiście powinniśmy grać w zgodzie z charakterem własnej postaci i dążyć przy tym do realizacji swojego przeznaczenia.
Love Actually
Każda rozgrywka składa się z określonej liczby rund, czyli właśnie zagranych scen. Nie zawsze jest to ta sama liczba kart – czasem bowiem zagrywamy także sekrety lub specjalne reakcje, a długość scenariusza mierzona jest „standardowymi” scenami. Co jakiś czas przechodzimy też do nowego rozdziału, co zazwyczaj wiąże się z określoną przez scenariusz dodatkową sceną i decyzją do podjęcia. Każdy rozdział określa także, z której talii – sweet, serious czy drama – możemy dobierać nowe karty. Dzięki temu na różnych etapach związku gra będzie przebiegać nieco inaczej. Na początku może to być etap motylków w brzuchu, obsypywania się prezentami i romantycznych randek; z kolei później być może coraz więcej scen będzie dotyczyć poważniejszych tematów, jak wspólne mieszkanie, ślub czy poszerzenie rodziny. Czasem może też być oczywiście odwrotnie – ważne, by dać się ponieść historii! Zazwyczaj na koniec każdego rozdziału będziemy też wyrzucać część naszych kart przeznaczenia, aż pozostanie nam tylko jedna. Po rozegraniu ostatniej sceny gra się kończy. Odsłaniamy wówczas nasze tajne karty i ustawiamy odpowiednio poziom szczęścia. Jeżeli wówczas spełniamy warunki naszego przeznaczenia – gratulacje! Przyznam jednak szczerze, że wcale nie jest tak łatwo sprawić, żeby obie osoby wygrały, zwłaszcza w późniejszych scenariuszach. W moich rozgrywkach widziałem wszystkie możliwe opcje – podwójny tryumf, wspólne klęski, jak i jednostronne zwycięstwo.
Fog of Love – wrażenia
Fog of Love jest całkowicie unikalnym doświadczeniem. Jakkolwiek patrząc na sucho jest tylko prostą grą o suwaczkach i spełnianiu tajnych celów, jej magia polega na wprawnie wplecionym w mechanizmy storytellingu. Żeby dobrze się przy niej bawić, trzeba – podobnie jak w RPG – wczuć się w swojego bohatera i starać się go odgrywać, nie skupiając się wyłącznie na parametrach. Nie muszę przy tym chyba mówić, że jeżeli gramy z faktycznym życiowym partnerem, warto zachować zdrowy dystans i pamiętać, że NIE wcielamy się w siebie samych. Z drugiej strony, jakkolwiek można do Fog of Love usiąść z każdym, przypuszczalnie w 95% przypadków będą w to grały pary. Zdarzyło mi się raz pokazać Fog of Love koledze – żeby było dziwniej, obaj zagraliśmy wtedy kobietami – ale jednak nie trzymałbym jej w kolekcji, gdybyśmy nie grywali z żoną.
500 dni miłości
Bardzo mi się podoba, jak nasze decyzje wpływają na obie postacie. Karty scen są dość różnorodne zarówno na poziomie fabuły, jak i działania, a dzięki temu gra często zaskakuje. W związku z mechaniką wspólnych (ale tajnych) celów oraz przeznaczenia nie wystarczy samo granie „pod siebie” – musimy się dogadywać, a jednocześnie zachowywać charakter stworzonej postaci. Jednocześnie znakomitym rozwiązaniem są rozdzielone warunki zwycięstwa. Przez to Fog of Love nie wpisuje się w tradycyjny podział rywalizacja/kooperacja i jeżeli miałbym określić jakąś grę „semikooperacyjną”, to właśnie tę.
Wspólne tworzenie historii sprawia, że mimo ograniczeń scenariuszowych każda rozgrywka jest unikalna i zapamiętywalna. Już sam proces tworzenia postaci i wspólne wymyślanie, jak się poznaliśmy, buduje nastrój i ustawia narrację dla całej rozgrywki. Nasza przygoda może potoczyć się w bardzo różnych kierunkach – wychodząc z jednego punktu wyjścia, para dzięki różnym decyzjom graczy może równie dobrze np. rozstać się po przyjacielsku, jak i wziąć ślub oraz doczekać się dziecka.
Fog of Love jest ciężkie do zaklasyfikowania ze względu na grupę docelową. Temat znany wszystkim oraz proste (i świetnie wytłumaczone) zasady sprawiają, że nie widzę przeciwwskazań do testowania jej z nieogranym partnerem. Jednocześnie zawahałbym się przed określeniem jej jako gry dla każdego ze względu na konieczność odgrywania ról – nie każdy to umie i lubi. Karty cech, charakteru i zawodu pomagają jednak w stworzeniu charakterystycznej postaci i nie determinując w 100% naszych wyborów, zdecydowanie ułatwiają sprawę. Mechanika Fog of Love nie przeszkadza tematowi i w dość elegancki sposób go wspiera.
Brzydka prawda
Warto przy tym zauważyć, że zarówno scenariusz, jak i dociąg kart narzuca nam pewno ograniczenia. Nie mamy nigdy do wyboru więcej niż 5 scen naraz, a w ciągu gry zagramy ich zaledwie kilkanaście. Do pewnego stopnia zatem sami tworzymy historię, ale jednak w określonych przez grę ramach. W skrajnych przypadkach zdarza się, że karty scen wyjątkowo nam nie podejdą i musimy zmierzyć się z sytuacjami, które nie przybliżają nas do zwycięstwa. Jest to nawet realistyczne – w końcu w prawdziwym życiu też nie wszystko toczy się po naszej myśli – ale w grze planszowej może rodzić frustrację.
Pewną nieprzyjemną bezsilność odczuwa się także czasem pod koniec rozgrywki, kiedy widzimy, że jesteśmy już praktycznie bez szans na zrealizowanie swojego przeznaczenia. Jeśli partner nie współpracuje, a nam nie dochodzą karty pozwalające zmodyfikować określone osie osobowości, można nieco stracić motywację. Ważne, żeby do Fog of Love podchodzić z pewnym dystansem i nie traktować potencjalnej przegranej zbyt osobiście. To zdecydowanie planszówka do grania, a nie wygrywania.
Ostatni zarzut to pewna powtarzalność. Być może to moje osobiste doświadczenie, ale przez pierwsze kilka rozgrywek talię „sweet” przemieliliśmy w całości i sceny zaczęły się powtarzać między grami. Co prawda „serious” i „drama” są ciekawsze, ale też bardziej ryzykowne, zatem nie zawsze chcemy (lub możemy) w nie iść. Również scenariusze nie są aż tak zróżnicowane, jak bym chciał. W obu tych przypadkach problem rozwiązują dodatki (a jest ich kilka) – do Fog of Love kupiliśmy wszystkie i nie żałuję tej decyzji. Zdecydowanie wydłużają one żywotność gry, jeśli lubimy do niej często wracać. Nie powiedziałbym, że są „must have”, ale formuła w samej podstawce po pewnym czasie może się wyczerpać.
Miłość i inne używki
Fog of Love czy też W oparach miłości to dla mnie bardziej doświadczenie, niż planszówka. Jeśli chodzi o wrażenia, nie przypomina mi żadnej innej gry, może poza Decorum – ale Decorum „działa” również bezproblemowo w warstwie mechanicznej, nawet jeśli odpuścimy storytelling (czego jednak nie polecam). Fog of Love tematem i wykonaniem skutecznie maskuje pewne uproszczenia i niedostatki. Przy dobrym nastawieniu zapewnia jednak doskonałą zabawę i pozostaje w pamięci na długo. Może się też bardzo dobrze sprawdzić u osób mniej ogranych, co jest zasługą m.in. WYBITNEGO tutorialu. No i last but not least – Fog of Love jest też idealnym rozwiązaniem na prezent dla pary – czyli świetną odpowiedzią na najpopularniejsze pytanie na planszówowych forach 😉
Sweet:
- nieoczywisty, a przystępnie podany temat
- wysoki poziom interakcji
- możliwość wspólnego zwycięstwa
- budowanie historii
- REWELACYJNY tutorial
- inkluzywność
- jest piękna!
Serious:
- wymaga kreatywności i wyobraźni…
- …ale nie jest to w 100% sandbox
- każda rozgrywka to jednorazowe doświadczenie
- przede wszystkim dla par
Drama:
- trochę za mało scen…
- …i jeszcze dochodzą losowo
- poczucie bezsilności
Końcowa ocena:
Fog of Love absolutnie nie jest grą dla każdego. Jeżeli nie czujecie się mocni w odgrywaniu ról, a RPG was w ogóle nie bawią, lepiej gry unikać. Moim zdaniem jednak temat jest na tyle przystępnie podany, a zarazem niewyeksploatowany w planszówkach, że jeśli nie macie takich obaw – warto. A jeżeli lubicie odkrywanie nowości w planszówkach, to zdecydowanie trzeba. Jeśli dobrze do niej podejdziecie, to prawdziwa perełka.










