Kronologic: Paris 1920. W poszukiwaniu ideału gry dedukcyjnej
Od zawsze lubiłem gry dedukcyjne. Zaczęło się od Masterminda, potem był Scotland Yard, a w bardziej „współczesnych” czasach pojawiły się m.in. P.I., Kryptyda, Mr Jack, Alchemicy, W poszukiwaniu planety X i wiele innych. Wciąż jednak lubię testować nowości i tym sposobem jednym z moich łupów z zeszłorocznego Essen padło Kronologic: Paris 1920.
Była to jedna z kilkunastu gier, które przywiozłem z targów i chyba najintensywniej ograna; w przeciągu niecałego miesiąca rozwiązaliśmy z żoną wszystkie sprawy z pudełka, a do tego wydrukowałem scenariusze promocyjne. Akurat nadarza się dobra okazja, żeby trochę o swoich wrażeniach napisać, bo Kronologic: Paris 1920 właśnie ukazało się na naszym rynku nakładem wydawnictwa Muduko.
Pewnie nietrudno się domyślić, że skoro zagraliśmy w nie wielokrotnie, to musiało mi się podobać. Jak jednak Kronologic wypada na tle konkurencyjnych tytułów i czym się wyróżnia?
Portret psychologiczny
Przede wszystkim warto zacząć od tego, że „gry dedukcyjne” to niezwykle szerokie pojęcie i nawet we wstępie celowo wymieniłem tytuły z bardzo wielu podgatunków. Z jednej strony możemy tu wspomnieć o grach „w kotka i myszkę”, takich jak Mr Jack, Listy z Whitechapel, a z nieco nowszych chociażby Kelp. Są to gry asymetryczne, w których tak naprawdę tylko jedna strona faktycznie dedukuje. Innym podrodzajem są chociażby gry narracyjne, jak Sherlock Holmes Consulting Detective, Kroniki Zbrodni czy Detektyw. Kolejny przykład – oparte na systemie podpowiedzi kooperacje, takie jak Hanabi, Shipwreck Arcana czy (w pewnym sensie) Załoga. Elementy gier dedukcyjnych znajdziemy i w euro (Alchemicy), i w całym szeregu tytułów „mafiopodobnych” (Avalon, Secret Hitler itp.), i nawet w słownych imprezówkach (Tajniacy, Decrypto itd.)
Kronologic: Paris 1920 zaliczyłbym jednak do kategorii, której najbliżej do zgrywalizowanych zagadek logicznych. Protoplastami tego typu gier są Mastermind i Cluedo. Zwłaszcza ten ostatni tytuł przychodzi na myśl, choćby z powodu tematyki. Zarówno w Cluedo, jak i w Kronologic (oraz np. w Niepożądanych gościach) celem graczy jest rozwiązanie zagadki „kto zabił?”, zadając rywalom bądź samej grze jak najmniej pytań. O ile Mastermind de facto jest grą jednoosobową, w której „przeciwnik” spełnia wyłącznie funkcję algorytmu, o tyle w nowszych grach tego podgatunku zazwyczaj mamy wyścig. Oprócz wyżej wymienionych, ten sam typ rozgrywki oferuje nam np. P.I. (aka 07 Zgłoś się), Kryptyda, W poszukiwaniu Planety X czy Maszyna Turinga. Jeśli graliście w którąkolwiek z tych gier – już z grubsza wiecie, czego się spodziewać.
Zbrodniarz w operze
Kronologic: Paris 1920 stworzyli dwaj francuscy autorzy: Fabien Gridel i Yoann Levet. Nie jest to ich pierwsze dedukcyjne rodeo, bo duet ten odpowiada również za wspomnianą już Maszynę Turinga; tę inspirację widać i czuć w mechanice. Tym razem jednak dużo większy nacisk położony jest na fabułę. W Kronologic musimy rozwikłać zagadkę zbrodni w operze; w pudełku znajdują się trzy różne sprawy, każda w pięciu wariantach – razem 15 scenariuszy. Są one sklasyfikowane według trudności od jednej do pięciu gwiazdek, natomiast podstawowy mechanizm rozgrywki pozostaje taki sam. Różnice głównie polegają na mniejszej liczbie informacji dostępnych od ręki i bardzo drobnych twistach w zasadach (których jednak nie chcę spoilować).
Niezależnie, czy badamy sprawę morderstwa czy też kradzieży, podstawowy schemat rozgrywki wygląda tak samo. Każdy z graczy prowadzi swoje śledztwo za zasłonką, po kolei eliminując podejrzanych. By tego dokonać, należy możliwie dokładnie odtworzyć ich schemat poruszania się w trakcie ubiegłego wieczoru. Opera (której schemat jest dostępny na środku stołu, ale każdy ma też za zasłonką) podzielona jest na kilka pomieszczeń, pomiędzy którymi przemieszczają się nasi podejrzani. W trakcie gry należy ustalić, gdzie przebywali oraz – co istotne – w jakim czasie. Wieczór podzielony jest powiem na 6 etapów, a postaci muszą pomiędzy etapami zawsze zmieniać miejsce pobytu – i to jest dla nas głównym źródłem informacji.
Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie
W swojej turze gracz może zadać jedno pytanie, łącząc konkretnego podejrzanego z pomieszczeniem w operze lub etapem wieczoru. By tego dokonać, wybiera jedną z płytek postaci/etapów i nakłada na kartę pomieszczenia, przypisaną do danego scenariusza. Płytki mają specjalne otwory w kilku miejscach (to obiecane nawiązanie mechaniczne do Maszyny Turinga), dzięki czemu gracz „pytający” otrzymuje dwie informacje:
- ile razy dana postać była w danym pomieszczeniu/ile osób było w danym pomieszczeniu na określonym etapie ORAZ
- bardziej szczegółowo – konkretny etap lub konkretna osoba, częściowo uzupełniająca poprzednią informację

Brzmi to nieco zagmatwanie, więc podam przykład. Pytam o to, kiedy i ile razy Detektyw (płytka) był w sali baletowej (karta). Nakładam na siebie komponenty i uzyskuję informację, że Detektyw był 3 razy w sali baletowej, w tym raz na etapie 3. Biorąc pod uwagę, że postaci muszą się przemieszczać, mogę z tego wydedukować, że Detektyw musiał być tam jeszcze na etapie 1 oraz 5 LUB 6 (razem trzy razy i nie na dwóch etapach z rzędu – co wyklucza etapy 2 i 4). Mam nadzieję, że teraz jest to jaśniejsze.
A teraz dochodzimy do kluczowej sprawy: jakkolwiek na moje pytanie odpowiada mi komponentowy algorytm, odpowiedzią muszę się podzielić z innymi graczami… ale tylko częściowo. Zadający pytanie otrzymuje bowiem obie informacje, a pozostali tylko pierwszą. Reszta graczy dowiedziała się zatem wyłącznie tego, że Detektyw odwiedził salę baletową trzykrotnie – ale kiedy dokładnie, to muszą wydedukować sami.
I w tym tkwi urok całego pomysłu.
Wiem, ale nie powiem
Nie ma co się oszukiwać: Kronologic, tak jak wszystkie tego typu gry, nie opiera się na wysokim poziomie interakcji. Inni gracze wywierają na nas presję czasu, natomiast nie mamy wielu opcji, żeby utrudnić im proces decyzyjny. Tym niemniej nie znaczy to, że nie ma tu żadnego pola do manewru. Pokazali to Niepożądani Goście, gdzie jednym z istotnych aspektów gry było podrzucanie „bezwartościowych” informacji rywalom. W drugą stronę z kolei poszła Maszyna Turinga, która w moim odczuciu była już czysto solową łamigłówką, gdzie nie czułem żadnej potrzeby posiadania rywala przy stole. W Kronologic sam poziom zagadek jest nieco mniej skomplikowany, natomiast system dwustopniowych podpowiedzi bardzo mocno zmienia odczucia i dyktuje dynamikę gry.
Z każdego zadanego pytania muszę wycisnąć absolutne maksimum informacji – ale to tylko jedna strona medalu. Za każdym razem też muszę się dobrze zastanowić, co już wiedzą moi rywale? Co podejrzewają? Jakie pytanie padnie za chwilę? I jak sprawić, żeby nie ułatwić im zadania?
Gra jest dość ciasna i wydaje mi się, że grając niemal wszystkie rozgrywki we dwójkę z żoną osiągnęliśmy bilans zwycięstw bardzo zbliżony do 50/50. Z mojej pamięci ok. 30% gier kończyło się rozwiązaniem zagadki w tej samej rundzie, w ~40% jednemu z nas brakowało zaledwie jednej informacji, a w pozostałych ~30% któreś z nas było o co najmniej 2 ruchy z tyłu. Poziom zagadek nie jest bardzo trudny, ale właśnie to buduje napięcie. Nie można sobie pozwolić na „zmarnowane” ruchy, szacować prawdopodobieństwo i przede wszystkim – mądrze korzystać z pytań przeciwnika. Choć to tylko połowiczna wiedza, czasem bywa kluczowa!
Co dwie głowy, to nie jedna
Zazwyczaj pisząc recenzję, staram się ograć planszówkę w każdym składzie osobowym. Kronologic jednak pod tym względem jest wyjątkiem – bez bicia przyznam się, że grałem niemal wyłącznie w 2 osoby, sprawdzając wersję solo i na 3 tylko po razie (a na 4 wcale). Prawda jest taka, że kiedy zaczęliśmy grać z żoną, szybko zdałem sobie sprawę, że to wręcz idealnie wyważona dedukcja na nasze potrzeby. Nie bezpośrednio konfrontacyjna, dość szybka (ok. ~15-20 minut na partię, jak już się wdrożyliśmy), z syndromem „jeszcze jednej partii”. Nie miałem poczucia, że gra zdecydowanie zyska wraz z kolejnymi graczami – przeciwnie, czułem od początku, że 2 osoby to właśnie sweet spot. Wynika to też z faktu, że niemal każda gra tego typu, którą do tej pory poznawałem, skalowała się inaczej. Maszyna Turinga – jak już wspomniałem – była typowo grą solo. W poszukiwaniu planety X najfajniej działało na 3 osoby, Kryptyda rozwijała skrzydła od 4 wzwyż, podobnie Niepożądani Goście, choć najbardziej podobali mi się na 5-6 graczy. Kronologic idealnie wypełnił brakującą niszę. Co prawda niedawno na moją półkę wleciało Awkward Guests 2 (czyli dwuosobowa kontynuacja Niepożądanych Gości), ale dopóki nie zagram, nie widzę powodu, żeby pozbywać się Kronologica.
Kronologic i inni
Kronologic dobrze zatem wypełnia niszę dwuosobową, ale czy jest przy tym na tyle unikalny i świeży, żeby wybić się na bądź co bądź zatłoczonym rynku? Moim zdaniem – tak, choć niekoniecznie z uwagi na swoją oryginalność. „Dekodery” były już z powodzeniem wykorzystane (w bardziej zaawansowany sposób) w Maszynie Turinga, a tematyka nie wybija się specjalnie na tle choćby Cluedo. Z designerskiego punktu widzenia większe wrażenie robi na mnie absolutnie genialna w założeniach Kryptyda, z kolei W poszukiwaniu planety X dzięki aplikacji daje ogromną regrywalność i większe skalowanie poziomu trudności. Żadna z tych gier nie daje też takiego poczucia interakcji, jak Niepożądani Goście.
A jednak, nawet na tle tych wszystkich gier, Kronologic wcale nie stoi na straconej pozycji. Choć bowiem nie grzeszy nadmierną oryginalnością, cechuje się tym, czym powinno w pierwszej kolejności. Rozgrywka jest po prostu bardzo przyjemna, dynamiczna i satysfakcjonująca. Czasem prostota jest największą zaletą – a na pewno w przypadku tej gry. Do tego jest ładna, nie zajmuje wiele miejsca na półce, a setup i składanie są błyskawiczne (co nie jest standardem w gatunku).
Jeszcze jedna sprawa dzisiaj
Jeśli nie było to do tej pory oczywiste, Kronologic: Paris 1920 mi się spodobało i mam o nim bardzo dobrą opinię. Co prawda po przejściu wszystkich scenariuszy teoretycznie nie ma już do czego wracać, ale gra została w mojej kolekcji. Raz, że w Essen załapałem się na promocyjne scenariusze (w formie PnP) – ba, wydrukowałem je i powycinałem! – ale dwa, że tak naprawdę nie widzę przeszkód, by raz „rozwiązane” scenariusze za jakiś czas przechodzić od nowa. Nie da się zapamiętać wszystkiego, ba, raczej dzień po rozgrywce już i tak większość informacji już nam się pomiesza, zatem spokojnie można podchodzić do każdej sprawy ponownie. Nie czuję co prawda silnej potrzeby wracania do łatwiejszych scenariuszy, ale już te z 4-5 gwiazdkami – jak najbardziej.
Ale tak zupełnie szczerze, myślę, że będę się po prostu czaił na kolejne pudełko z serii. Tak tak, właśnie serii, podtytuł Paris 1920 nie został tu dodany li tylko dla ozdoby. Już w tym roku pojawiła się (choć jeszcze nie u nas) druga część – Cuzco 1450, a na horyzoncie czeka Babylon 2500 w bardziej futurystycznym settingu. Biorąc pod uwagę, jak bardzo Kronologic „siadł” u mnie w domu, raczej obie części prędzej czy później do mnie trafią. Być może – jeśli będę cierpliwy, a polska wersja Paryża 1920 dobrze się przyjmie – już w ojczystym języku. Czego życzę Muduko, bo to fajna gra jest!
Zalety:
- sprytny system udzielania informacji
- szybka rozgrywka
- rosnący poziom trudności
- estetycznie przyjemne
Wady:
- relatywnie proste zagadki (ale czy to wada? To cecha!)
- Mało użyteczna plansza
- notesik kiedyś może się zużyć. Kiedyś.
- chyba przepłaciłem za angielską wersję
Końcowa ocena:
Kronologic: Paris 1920 nie sprawi, że pokochacie gry dedukcyjne, jeśli wcześniej było Wam z nimi nie po drodze. Jest to za to znakomity, prosty przedstawiciel tego gatunku, w który warto zagrać. Widziałem już bardziej unikalne i nieoczywiste gry – ale ostatecznie liczy się fun, a tego w Kronologic nie brakuje.











