alt

Poradnik prezentowy 2025

Już za niecałe dwa tygodnie Mikołajki, a za miesiąc święta – czyli m.in. czas prezentów. Co roku trochę osób podpytuje mnie o polecajki pod choinkę, zatem tym razem zastosowałem manewr wyprzedzający i przygotowałem cały poradnik. Jeśli zastanawiacie się, co kupić komuś (lub sobie!) na prezent – zapraszam!

Rotacja na rynku planszówek jest na tyle spora, że tego typu poradniki szybko się dezaktualizują. Gry znikają z rynku, pojawiają się z powrotem, wypadają z obiegu na stałe… jedynie evergreeny mają stałe miejsce na sklepowych półkach. Lata temu doświadczyłem tego, pracując w warszawskim Xjoyu – zatowarowanie przed świętami dotyczyło przede wszystkim klasyków jak Catan czy Carcassonne. Jednocześnie nie sposób zawsze polecać te same gry, nawet jeżeli starzeją się z godnością!

Poradnik podzieliłem na podrozdziały zgodnie z tym, dla kogo szukamy prezentu. Zaproponowane tytuły dobrałem według kilku kluczy:

  • dostępności – aktualnie (koniec listopada 2025) da się je kupić, zazwyczaj w więcej niż jednym sklepie
  • popularności – celowo pomijam najbardziej oczywiste tytuły, jak np. Wsiąść do Pociągu. Jeśli trafiliście na tego bloga, to raczej je znacie, to po pierwsze. Po drugie, kupowanie tak popularnych gier na prezent jest zawsze ryzykiem. Po trzecie zaś, chcę po prostu zwrócić uwagę na ciekawe gry, które mogły umknąć w gąszczu nowości
  • roku wydania – starałem się wybierać gry, które w Polsce wyszły maksymalnie w przeciągu ostatnich trzech lat
  • ceny – w większości kategorii starałem się wrzucić kilka różnych opcji, żeby móc dopasować grę do możliwości finansowych każdego. Jeśli jednak szukacie czegoś naprawdę taniego, zapraszam do ostatniego akapitu, gdzie wrzuciłem najbardziej budżetowe propozycje.

Co jednak istotne, nigdzie w tym poradniku nie znajdziecie informacji o tym, co kupić osobom mocno wkręconym w planszówki. Powód jest prosty – jeśli nie wiecie, co dana osoba ma i/lub chce… lepiej kupić jej coś innego. Jeśli nie dostaliście konkretnych wytycznych, bardzo prawdopodobne jest, że daną grę ta osoba już ma lub jej nie interesuje.

A więc, co kupić…

Dla całej rodziny

Jeśli szukamy uniwersalnego tytułu dla wszystkich domowników, dobrze wybrać coś lekkiego i emocjonującego, by nikt się nie zniechęcił. Z mojego doświadczenia świetnie sprawdzają się wszelkie push-your-lucki, choćby znakomity – i pięknie wydany! – MLEM. Gra jest wciąż relatywnie nowa (wyszła w styczniu 2024 roku), prosta, a temat (koty latające w kosmos) jest bezpiecznie neutralny. Zasady tłumaczy się błyskawicznie, można grać od 2 do aż 5 osób (choć polecam co najmniej 3), a pojedyncza partia spokojnie zamyka się w 45 minut. Dobrą alternatywą może być też na przykład Szybka Kawka. Jest to set collection na 2-4 osoby o byciu baristą z absolutnie REWELACYJNYMI komponentami. Przygotowywane przez nas napoje składają się z miniaturowych, plastikowych komponentów reprezentujących kawę, czekoladę, parę, śmietankę itp., a to wszystko w malutkich filiżankach. Gra świetnie prezentuje się na stole, jest prosta do zrozumienia i generuje napięcie, gdyż to my narzucamy tempo innym graczom. Trzecią propozycją niech będzie natomiast klasycznie już Calico, będące moim ulubionym familijnym abstraktem. Szycie kocyków jest bardzo relaksujące, a sama gra nie jest wcale banalna – rzekłbym, że jak na swój wygląd, w praktyce może okazać się zaskakująco trudna. Nie jest to jednak problem, bo dla ułatwienia można wybrać tryb familijny bez dodatkowych kafelków punktacji. Więcej o Calico pisałem tutaj i zdania nie zmieniam.

Dla fanów negatywnej interakcji

W tym akapicie również zaproponuję gry dość proste, ale skierowane zdecydowanie dla fanów gier, w których wchodzimy w interakcję z innymi graczami. Najlżejszym przykładem niech będzie tu dopiero co wydana Nowa Ziemia, będąca doskonałym wstępem do gier z mechaniką area majority. Układamy w niej kafelki na wspólnej planszy, starając się zająć najlepsze miejsca i ustawić swoje zamki kosztem przeciwników. Jednocześnie negatywna interakcja nie jest tu aż tak silna, a swoboda układania pozwala na zmianę strategii w trakcie gry. Nie jest to najlepszy tytuł na dwóch graczy, ale na 3-4 śmiga już bardzo ładnie. Więcej o Nowej Ziemi opowiadałem gościnnie u Planszowych Sucharów tutaj. Jeśli natomiast szukamy czegoś bardziej brutalnego, zwróciłbym uwagę na nasze rodzime Ślimaki. Wbrew być może umiarkowanie ekscytującej nazwie, jest to doskonała naparzanka silnie inspirowana komputerową serią Worms. Jako przywódcy jednej z asymetrycznych frakcji dobieramy cały arsenał śmiercionośnych broni i staramy się wyeliminować ślimaki naszych rywali. Inną propozycją może być natomiast Survive The Island, gra bardzo stara (ma ponad 30 lat!), ale dopiero co po raz pierwszy wydana w Polsce. W tym roku została wyróżniona tytułem Planszowej Gry Roku w kategorii imprezowej i co prawda jestem sceptyczny wobec tej kategorii, ale mogę śmiało potwierdzić, że jest to świetny tytuł. Staramy się jak najszybciej ewakuować z rozpadającej się wyspy… przy okazji zatapiając tratwy naszych rywali. Ostrzegam, jest to jedna z bardziej brutalnych gier, jakie można wyciągnąć na stół – a sytuacja, w której WSZYSCY nasi rozbitkowie toną przed dotarciem do lądu jest jak najbardziej realna!

Dla fanów kooperacji

Jeśli natomiast obdarowana osoba zdecydowanie woli współpracować, niż rywalizować, mamy do wyboru całą masę świetnych kooperacji. W tym roku jednym z największych pozytywnych zaskoczeń był dla mnie Władca Pierścieni: Wciągająca Gra Karciana – Drużyna Pierścienia. Jest to oparta na klasycznym zbieraniu lew scenariuszowa karcianka, w której przez sprytne zagrywanie kart staramy się osiągnąć cele naszej drużyny. Najlepiej działa przypuszczalnie na 4 graczy, ale my gramy we troje i też jesteśmy zachwyceni. Jest to szczególnie warte polecenia osobom, które grają (lub grały) dużo w klasyczne karcianki typu tysiąc lub brydż. Grę najłatwiej porównać do recenzowanej niegdyś tutaj Załogi. Władca Pierścieni ma więcej tematu, jest ładniej wykonany i bardziej przystępny dla mało ogranych osób (choć z drugiej strony zadania w Załodze są dla mnie ciekawsze). Skoro więc o Załodze pisałem w samych superlatywach, nie inaczej jest w przypadku nowego Władcy Pierścieni. Bardzo przyjemną i relaksującą grą, która będzie doskonałym prezentem nawet dla osób nieogranych będzie też dowolny DorfromantikW tym roku premierę miała druga część – Sakura – natomiast przeszliśmy obie i przy obu bawiliśmy się bardzo dobrze. To leciutkie gry kafelkowe, w których nie ma odgórnie narzuconego minimum punktowego do zdobycia, natomiast system odkryć i celów pozwala odkrywać coraz to nowe elementy gry. Sakura jest chyba minimalnie bardziej skomplikowana, ale ponieważ dodatkowe zasady pojawiają się w trakcie kolejnych rozgrywek, sam początek jest bardzo prosty. Ważne – nie polecam tu (bo nie grałem!) wersji Pojedynek, która koopem NIE jest. W Dorfromantik zdecydowanie najwięcej grałem w dwie osoby i na tyle zdecydowanie polecam, ale to jest taka gra, że w zasadzie w dowolnym momencie można do niej dołączyć lub się odłączyć. Jeśli natomiast szukacie czegoś bardziej tematycznego i wymagającego, nie mogę nie polecić Nowego Świtu. Jest to jedna z najnowszych gier twórcy Pandemica; wcielamy się w niej w rządy czterech światowych potęg (np. USA czy Chiny) i wspólnie staramy się powstrzymać efekty kryzysu klimatycznego. Mechanicznie gra oparta jest na rozbudowywaniu swojego tableau kart i generowaniu coraz lepszych combosów oraz radzeniu sobie z wybuchającymi co rundę kryzysami. Gra jest estetycznie bardzo spójna i przyjemnie minimalistyczna, nomen omen klimatyczna i pozwala na dość sporą regulację poziomu trudności.

Dla fanów dedukcji

W ostatnich latach doczekaliśmy się kilku naprawdę świetnych gier dedukcyjnych, które wydają mi się być dużo ciekawsze, niż klasyczne Cluedo czy Mastermind. Jakiś czas temu pisałem o Kronologic, które w międzyczasie doczekało się polskiego wydania. To sprytna, szybka (pojedyncza partia potrafi się zamknąć w 15-20 minut) gierka od twórców Maszyny Turinga, w której staramy się jak najszybciej zebrać wskazówki wymagane do rozwiązania wspólnej zagadki. Zdobywając informacje, częściowo dzielimy się nimi z innymi graczami, a zabawa polega na tym, żeby wyciągnąć jak najwięcej informacji z tych szczątkowych podpowiedzi. W tym roku grałem też sporo i mogę polecić kooperacyjnych Podwójnych Agentów. W grze staramy się ustalić tożsamość kilku podejrzanych, reprezentowanych przez karty o określonej wartości i kolorze. Nie widzimy jednak kart innych graczy, a żeby je wytypować, trzeba wydedukować, co się na nich znajduje. W tym celu zadajemy pytania i udzielamy informacji za pomocą innych kart, które mogą (ale nie muszą) posiadać pewne cechy wspólnie. Gra zawiera 20 scenariuszy i o ile początkowe są dość proste, o tyle trudność stopniowo rośnie. W Podwójnych Agentów grałem głównie w dwie osoby i niestety kilka scenariuszy nie ma wtedy większego sensu, ale poza tym gra się skaluje bardzo dobrze. Zupełnie innym typem gry – choć również kooperacją – jest escaperoomowy Zamek TajemnicGra jest jednorazowa (całkowicie – nie da się jej oddać/odsprzedać!) i coraz trudniej dostępna, ale to bardzo fajna alternatywa dla np. uwielbianej przeze mnie serii Unlock (która niestety nie wyszła w większości po polsku). Zamek Tajemnic zawiera dużo ciekawych gadżetów i nietypowych elementów oraz księgę odpowiedzi ze zdrapkami, a pokonanie całości może zająć aż 3h. Co jednak bardzo fajne, grę da się „zapisać” w połowie, schować do pudełka i dokończyć innego dnia.

Dla par

Znakomita część wymienionych powyżej gier śmiga dobrze na dwie osoby, ale w tym akapicie skupię się na grach przeznaczonych wyłącznie do grania w parze. Opcją najtańszą, ale bardzo solidną, jest niedoceniona nieco Marabunta – wykreślane area control z mechaniką „ja dzielę, Ty wybierasz”. Można ją zabrać może nie do kieszeni, ale do plecaka podróżnego już tak i zagrać choćby i na lotnisku czy w pociągu. Mechanicznie polega na tym, że rzucamy kostkami, dzielimy je na dwie pule i dajemy je przeciwnikowi do wyboru. W zależności od wyrzuconych ścianek każdy z graczy skreśla potem (zaznaczając swoją kontrolę) odpowiednie pola na planszy, starając się zyskać przewagę w każdym podregionie. Szybkie, sprytne i dość tanie. Inną opcją jest Halo Wieża, która rozbiła niedawno prawdziwy bank nagród. W tej kooperacyjnej grze z ograniczoną komunikację wcielamy się w pilotów, którzy muszą bezpiecznie wylądować na jednym z załączonych do gry lotnisk. Halo Wieża posiada różnorodne scenariusze, jest bardzo tematyczna, nie zajmuje wiele miejsca ani czasu i generuje mocny syndrom „jeszcze jednej partii”. Trzecim, nieco kontrowersyjnym poleceniem będzie recenzowana niegdyś przeze mnie jeszcze jako Fog of Love gra W Oparach MiłościJest to bardzo unikatowy tytuł o tworzeniu związku, w rozgrywce podobny nieco bardziej do gry RPG, niż klasycznej planszówki. Z tego powodu może niekoniecznie przypaść do gustu miłośnikom tradycyjnych gier, ale ma szansę się bardzo spodobać parom szukającym unikalnych doświadczeń. Gra zawiera świetny samouczek zastępujący instrukcję oraz pozwala na stworzenie własnej historii, opartej luźno na jednym z dostępnych scenariuszy. Po więcej szczegółów odsyłam do recenzji oraz relacji z rozgrywki.

Dla dzieci

Nie będę ukrywał, że nie czuję się specjalistą od gier dla dzieci, bo rzadko mam okazję z nimi grać. To powiedziawszy, tak czy inaczej chcę zwrócić uwagę na trzy tytuły, które moim zdaniem świetnie się sprawdzą dla dzieciaków w wieku podstawówkowym. Przede wszystkim – tu jestem mocno nieobiektywny, przyznaję – polecam Toriki, które miałem przyjemność developować, ale które też zdobyło w tym roku m.in. laur Planszowej Gry Roku dla dzieci oraz Planszowe Gram Prix w analogicznej kategorii. Jest to przygodowa gra z wykorzystaniem aplikacji, w której jako grupa młodych rozbitków staramy się wydostać z bezludnej wyspy. W jej trakcie będziemy odkrywać nowe lokacje, wytwarzać nowe narzędzia i poznawać faunę i florę tytułowej Toriki. Nieco inny klimat oferują recenzowane przez mnie kiedyś Zwierzęta z Baker Street, aka „Mój Pierwszy Sherlock”. Również świetnie napisana, scenariuszowa gra detektywistyczna z genialnym mechanizmem parowania lupek, który pozwala odkrywać sprawy krok po kroku. Wreszcie nie sposób wspomnieć o Mieście Tańczącego Karpia, absolutnym forumowym hicie tego roku. Nie jest to w zasadzie gra planszowa, a książka z minigierkami i zagadkami, nieco zbliżona jeśli chodzi o stawiane przed graczami wyzwania do MikroMakro. Sami kupiliśmy Miasto ośmioletniemu siostrzeńcowi mojej żony i mam nadzieję, że mu się spodoba, bo szczerze mówiąc aż żałowaliśmy, że sami nie możemy się tym dłużej pobawić. Nie jest to rekomendacja w 100% ode mnie – za mało miałem styczności z książką, wspólnie z rzeczonym ośmiolatkiem rozwiązaliśmy tylko 2 paragrafy – ale tutaj wyjątkowo zaufam forumowego vox populi, że będzie świetnym wyborem dla dzieciaków.

Do luźnego pogrania

W ostatnich latach sam mam nieco mniej okazji do wyciągania na stół imprezówek, ale też poczucie, że mało wychodzi naprawdę rewelacyjnych gier tego typu. Niezmiennie jednak polecam absurdalnie proste, a genialne w tej prostocie To nie kapelusz!, czyli pozornie banalne memory, w którym dorośli ludzie nie są w stanie zapamiętać pięciu kart. Jest to jedna z tych gier, które na papierze nie mają sensu, a w praktyce gwarantują mnóstwo śmiechu i emocji.  Bardzo fajnym odkryciem z końcówki zeszłego roku był też Inkling, w którym układamy słowa z różnokształtnych kleksów. Grałem w niego z rodziną w różnych konfiguracjach i za każdym razem trafiało, również do rodziców, którzy często sceptycznie podchodzą do wszelkich moich wynalazków. Trzecią imprezową polecajką będzie natomiast gra, która dostępna jest u nas już nieco dłużej, ale wciąż moim zdaniem mówi się o niej za mało. Chodzi mi tutaj o Top Ten, czyli grę, w której próbujemy ustawić się na skali od 1 do 10 w różnych, często absurdalnych czy po prostu zabawnych sytuacjach. Przykładowa runda wygląda tak, że jedna osoba czyta zajawkę typu: Złapała Cię policja za przekroczenie prędkości. Jak się tłumaczysz, by uniknąć mandatu? Jeśli mamy kartę z numerem 2, musimy wymyślić odpowiedź, która będzie beznadziejna, ale NIE najgorsza: z kolei numery 8-10 muszą brzmieć wiarygodnie i skutecznie. Mam już na koncie mnóstwo partii w Top Ten i jeszcze nie spotkałem towarzystwa, w którym gra by nie siadła.

Dla fanów „większych” gier

Jak już wspominałem na początku, kupowanie gier dla hobbystów jest bardzo ryzykowne. Jeśli jednak wiemy o tym, że osoba obdarowywana szuka bardziej skomplikowanych lub po prostu dłuższych gier, podrzucam kilka niezłych propozycji – z zastrzeżeniem, że lepiej wcześniej wybadać grunt. Efektownie prezentującą się i bardzo emocjonującą grą jest na przykład Wojna w Krainie Czarów. Jako jedna z postaci z utworów Lewisa Carrolla walczymy o władzę nad Krainą Czarów; gra jest mocno asymetryczna, oparta w dużej mierze o bag building i push-your-luck (nasze „oddziały” losujemy z woreczka, który również rozbudowujemy wraz z postępem gry) i wysoce konfrontacyjna. Do polecenia osobom, które mają z kim grać (najlepiej w 4-5 osób) i lubią trochę chaosu nad stołem. Z kolei na mniejsze grono (idealnie 2-3 osoby) polecam obsypany nagrodami Endeavor: Deep Sea, średniej ciężkości euro o badaniu głębin morskich. Nie jest to gra tak prosta mechanicznie jak oryginalny (również świetny) Endeavor, ale nadrabia różnorodnymi scenariuszami i modułową planszą, którą eksplorujemy na nowo w każdej rozgrywce. Dla osób, które są głęboko przekonane, że szukają naprawdę złożonego tytułu, polecę natomiast TrickerionaJest to zdecydowanie najtrudniejsza gra wymieniona w tym poradniku i STANOWCZO odradzam kupowanie jej osobom mało wkręconym w planszówki, bo po prostu się od niej odbiją. Jeśli jednak szukamy czegoś długiego i angażującego, to jest to bardzo tematyczne i regrywalne euro o byciu iluzjonistą. Przygotowujemy triki, werbujemy asystentów i prezentujemy spektakle, żeby stać się najbardziej poważanym magikiem. Gra nie dla każdego, ale warta uwagi dla koneserów.

Na każdą kieszeń

Zgodnie z obietnicą na koniec zostawiam garść polecajek przyjemnych gier mieszczących się w granicach 40-50 zł. Przede wszystkim gorąco polecam świetny fillerek, jakim jest Niezły Numer. Gra doczekała się polskiej edycji po wieeelu latach od oryginalnego wydania, za to dostępna jest u nas z pakietem dodatkowych wariantów opisanych w instrukcji i trybem solo w postaci szeregu łamigłówek. Umieszczamy w niej numerowane żetony na naszej planszetce tak, żeby w każdym rzędzie i każdej kolumnie zachować kolejność rosnącą. Brzmi banalnie, ale wciąga! W dobrej cenie dostaniemy też np. Bale i Skandale, wydane już niegdyś u nas jako Milionerzy i Bankruci. To prosta, ale bardzo emocjonująca gierka licytacyjna, w której startując z identyczna suma pieniędzy, chcemy zdobyć jak najwięcej płytek skarbów. Trik polega jednak na tym, że gracz, który wyda najwięcej, zostaje wyeliminowany i w ogóle nie jest rozpatrywany jako potencjalny zwycięzca. Bardzo tanio (nawet za ~20 zł) dostaniemy też Gluty, czyli z kolei zeszłorocznego laureata imprezowej Planszowej Gry Roku. W Glutach dobieramy karty ze środka stołu i od innych graczy (!), ale nie możemy być zbyt chciwi – jeśli mamy już co najmniej 3 karty i odkryjemy inną, która będzie identyczna z jedna z naszych, tracimy wszystko. Gra jest wydana dość „biednie”, ale jest to wybaczalne z uwag na naprawdę niską cenę.

I to by było na tyle. Mam nadzieję, że ten artykuł pomoże komuś wybrać odpowiednią grę pod choinkę i nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć udanych zakupów i rozgrywek!

Artykułu nie sponsorowało Planszeo, ale po prostu je polecam – stąd linki do wszystkich gier.

Również żadne wydawnictwo mnie o to nie prosiło. Gwoli tradycyjnego przypomnienia, zaznaczam, że w przypadku gier wydananych przez Lucky Duck Games mogę nie być obiektywny, ale się staram.