alt

The best of 2023

Przełom roku to jak zwykle dobry czas na podsumowania. 2023 był u mnie planszówkowo nieregularny – zdarzyły się wybitne miesiące, jak i puste przebiegi. Tym niemniej jak co roku na stół skoczyło sporo nowości i o części z nich warto wspomnieć.

W międzyczasie blog cichaczem skończył 3 lata, jednak zgodnie z przewidywaniami, nie publikuję tu już tak często. Składają się na to różne czynniki, jednak na pewno nie brak planszówek. W 2023 roku po raz kolejny niemal dobiłem do magicznej granicy 200 różnych tytułów – chociaż wliczając prototypy, pewnie przebiłbym i 250. Tym razem nowości stanowiły ok. 2/5 całości, czyli odrobinę mniej niż w zeszłych latach. Na wstępie muszę też przyznać, że w porównaniu do 2021 i 2022 roku mam poczucie, że w tym roku zachwytów było nieco mniej. W zasadzie żadna nowa gra nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia, jak swego czasu np. Clash of Cultures czy Decorum. Nie będę zatem wskazywał jednego najlepszego tytułu, bo takiego po prostu nie było. Wzorem poprzednich lat podzieliłem natomiast topkę na 3 części:

  • najlepsze gry poznane w 2023
  • gry dobre/ciekawe/oryginalne, które jednak z jakiegoś powodu nie mogły się załapać do topki
  • gry, które miałby szansę na ścisły top, ale zagrałem w nie tylko raz

Co ciekawe, do żadnej z kategorii nie załapały się takie głośne tytuły, jak np. Uczta dla OdynaGwiezdna FlotaTurbo czy Władcy Ziemi. Również wiele gier z ostatniego Essen, mimo że niezłych, nie spełniło oczekiwań – ale temu być może poświęcę osobny wpis. Tymczasem już bez przedłużania:

Top 9 gier poznanych w 2023

alt

(w kolejności alfabetycznej:)

Ahoy

Gra dość paradoksalna – reklamowana była jako uproszczona, szybsza gra w stylu Roota i faktycznie tak jest; jednocześnie wydaje mi się, że niekoniecznie trafi ona do fanów Roota. Ja się do nich nie zaliczam, bo musiałbym w niego grać zdecydowanie częściej i w stałej ekipie, żeby przypominanie zasad nie zajmowało wieków. Ahoy tymczasem jest faktycznie grą szybką, wyraźnie asymetryczną, pełną interakcji i po prostu generującą sporo emocji. Bardzo mi się podoba morska oprawa i zgrabnie wkomponowane w nią mechaniki: odkrywanie, wiatry, przemyt itd. Do tego ubrane jest to w dość lubiany przeze mnie dice placement. Zdecydowanie nie jest to gra dla każdego i wiem, że można się od niej odbić, ale mało mam takich sympatycznych nawalanek, które nie są fillerkami na 20 minut, a jednocześnie można sobie w nie grać na luzie.

alt

Beyond the Sun

Zdecydowanie najcięższa pozycja w tym segmencie topki, chociaż – jak się okazało – wciąż lżejsza, niż można by przypuszczać. Beyond the Sun to bardzo eleganckie euro o wynajdowaniu nowych technologii, które odblokowują nam coraz ciekawsze opcje, oraz o eksploracji kosmosu. Dość surowa szata graficzna i wysoka cena mogą nieco odstraszać, ale mimo to warto – gra jest bardzo satysfakcjonująca, a przy tym pozbawiona nadmiernego downtime’u (każda partia jak na razie zamykała się w ~2h z tłumaczeniem zasad). Polecam przede wszystkim fanom euro, choć jeśli ktoś lubi aspekt rozwoju z gier cywilizacyjnych pokroju Clash of Cultures czy Eclipse, to również znajdzie tu coś dla siebie.

Coffee Rush

Jeśli zastanawialiście się kiedyś, jak to jest być baristą, to podpowiem, że bywa stresująco. Coffee Rush jest PRZEPIĘKNIE wydaną grą z ostatniego Essen o przygotowywaniu kawy. Jest to sprytna wariacja na temat set collection, w którym mamy ograniczone „magazyny” w postaci trzech filiżanek, do których ładujemy składniki. Na realizację zamówień mamy też ograniczoną liczbe rund, więc czasem trzeba coś odpuścić, bo przestajemy się wyrabiać. Co jest jednak najciekawsze, za każde zrealizowane przez nas zamówienie inni gracze dostają kolejne, więc nawzajem nakręcamy sobie coraz wyższy poziom trudności. Gra jest szybka, sprytna i angażująca, natomiast dzięki świetnemu wykonaniu samo obcowanie z nią jest po prostu bardzo przyjemne. Liczę na polskie wydanie, choć nie bez obaw, że cena wyjściowa może być nieco zaporowa.

Dorfromantik

Ostatnia poznana w 2023 roku gra, która załapała się do tej topki. Niezwykle przyjemna kafelkowa kooperacja, w sam raz na odstresowanie po ciężkim dniu. Dorfromantik na poziomie zasad jest bliźniaczo podobne do Carcassonne – weź kafelek, dołóż do mapy, powtórz; jedyna istotna różnica jest taka, że nie rywalizujemy. Celem graczy jest zdobycie punktów, ale też realizacja stopniowo odblokowywanych zadań i ukończenie kampanii. Nie będę ukrywał – obecnie z żoną jesteśmy po 10 rozgrywkach i prawdopodobnie jak dokończymy kampanię, gra pójdzie na bazarek, ale spędziliśmy przy niej sporo miłych grudniowych wieczorów. Zasłużone Spiel des Jahres: właśnie takie tytuły idealnie nadają się na wprowadzanie w gry planszowe i do rodzinnych rozgrywek.

alt

KLASK

Gra, w którą nabiłem najwięcej partii w tym roku, i to nie grając od lipca. ZNAKOMITA i błyskawiczna zręcznościówka w stylu cymbergaja, która nieco wyparła zeszłoroczny hit, czyli Grę w Kotka i Pyszczek. Nie mam nic więcej do dodania, na najbliższym konwencie idźcie na stoisko Rebela, zagrajcie, kupcie.

[kosmopoli:t]

Unikalna i zarazem mocno niedostępna imprezówka; dość powiedzieć, że nie została wydana nawet po angielsku, nie mówiąc o polskim – dostępne są jedynie wersja francuska (oryginalna) i niemiecka. Nie jest to jednak wielki problem, gdyż gra jest o językach właśnie, a dokładnie o rozumieniu bełkoczących obcokrajowców. W [kosmopoli:t] wcielamy się w obsługę luksusowej restauracji, gdzie zagraniczni goście zamawiają swoje ulubione narodowe potrawy, oczywiście po swojemu. Jeden z graczy nasłuchuje klientów (w aplikacji), a następnie przekazuje to, co usłyszy pozostałym. Reszta graczy z kolei musi znaleźć odpowiednie jedzenie, przeglądając stosy kart z nazwami potraw we wszystkich językach świata. Grałem w [kosmopoli:t] kilkukrotnie i za każdym razem bawiłem się świetnie, bo choć pomysł jest absurdalny i ryzykowny, sprawdza się znakomicie. Gra jest ciężko dostępna, wymaga kilku osób (4 minimum) i używania aplikacji, więc nie polecam w ciemno – ale jeżeli mimo to będziecie mieli szansę zagrać, polecam!

Listy z Zaświatów

Świeża i dość wymagająca wariacja na temat słownych kalamburów. Podający hasło musi odpowiadać na częstokroć absurdalne pytania swojej drużyny, pisząc swoją odpowiedź litera po literze. Zgadujący z kolei mogą przerwać w dowolnej chwili, by nie ujawnić zbyt wiele przeciwnikom (hasło jest wspólne dla obu drużyn). Odczucia z gry są nieco podobne do Decrypto, gdyż tutaj też nasze skojarzenia są dość nieoczywiste, a przy tym staramy się nie ujawnić zbyt wielu informacji naraz. Grałem w różnych składach i gra wszędzie została przyjęta dość pozytywnie, co powinno być wystarczającą rekomendacją.

Pradawny Las

Zeszłoroczne Kennerspiel des Jahres, które – odnoszę wrażenie – przeszło w Polsce bez echa. Tymczasem jest to bardzo solidny familijny push-your-luck z deckbuildingiem, który śmiało może konkurować z Szarlatanami z Pasikurowic o miejsce na półce. Jest to też największa wada Pradawnego Lasu, bo czas, ciężkość i przyjemność z rozgrywki są przy obu tytułach porównywalne. Jak na razie jednak chętnie siadam do obu gier i to z lekkim wskazaniem na Pradawny Las, który jeszcze mi się tak nie opatrzył. Jest to też w tym porównaniu gra ładniejsza i o ciekawszych warunkach zwycięstwa (można je osiągnąć na 3 sposoby). Bardzo solidny tytuł.

The King is Dead

Uwielbiam takie gry: do wytłumaczenia w kilka minut, a jednocześnie gęste od decyzji. The King is Dead ma już swoje lata – pierwsza edycja wyszła w 2015 roku, a nowa (która poznałem) w 2020, ale do tej pory nie miała okazji trafić na mój stół. Jest to proste area control sterowane kartami – każdy z graczy dostaje identyczny zestaw na starcie, przy czym każdą kartę może zagrać tylko raz. Za pomocą kart przesuwamy wojska Anglików, Szkotów i Walijczyków, walcząc o prymat w różnych regionach Wielkiej Brytanii. Co ciekawe, przy czterech graczach gra się drużynowo – i to podobnie jak w brydżu: siedząc parami naprzeciwko siebie i z zakazem bezpośredniej komunikacji. The King is Dead czy El Grande dowodzą, że aby gra była obfita w decyzje i interakcję, nie musi być przeładowana zasadami. Czysta planszowa elegancja.

alt

Wyróżnienia

alt

AI Space Puzzle

Cwana wariacja na temat Masterminda z nieco mniej uściślonymi regułami podpowiadania i różnymi scenariuszami. Zależnie od wybranego poziomu, gracz podający hasło ma do dyzpozycji inne zestawy żetonów, z których układa wskazówki dla zgadujących. Czasami do tego dochodzą też inne specjalne zasady lub zmienna liczba dostępnych ruchów. Nie mam towarzystwa do gier dedukcyjnych, dlatego mimo że uwielbiam Kryptydę, W poszukiwaniu Planety X czy Niepożądanych Gości, wszystkie wyleciały z kolekcji. AI Space Puzzle może się za to utrzymać, bo nie zajmuje wiele miejsca, szybko się rozkłada i tłumaczy oraz działa już od 2 osób. Tylko tyle, że nie ma tu rywalizacji – ale jak dla mnie, nie musi być 😉

Arkham Horror LCG

Imho „obiektywnie” jedna z najlepszych gier wspomnianych w tym wpisie. Bardzo dobra kooperacyjna karcianka wykorzystująca wszystkie dobre doświadczenia FFG w tworzeniu LCGów. Nie załapała się do ścisłej topki z dwóch powodów. Po pierwsze, grałem w nią wyłącznie solo – choć mając sporo doświadczenia z karcianym Władcą Pierścieni, nie wątpię, że i na więcej osób będzie świetnie działać. Drugim powodem jest natomiast właśnie wspomniany Władca Pierścieni – gra, która z dzisiejszej perspektywy jest odrobinkę przestarzała i mechanicznie lekko ustępuje Arkham Horror, ale ma dla mnie zdecydowanie ciekawszy klimat i przede wszystkim mam do niej bardzo dużo dodatków. Gdybym miał na poważnie się zaangażować również w Arkham Horror, mogłyby tego nie wytrzymać moje półki i portfel – a i tak nie znalazłbym czasu na kolejnego kooperacyjnego LCGa. Mimo wszystko gorąco polecam fanom karcianek, zwłaszcza tym, którzy lubią uniwersum Lovecrafta.

Jekyll & Hyde

Nie będę się specjalnie rozpisywał, bo zrobiłem to już w obszerniejszej recenzji. W skrócie – bardzo dobry dwuosobowy trick-taking, w którym niestety jak dla mnie lekko kuleje balans. Sam się już nagrałem i nie mam żadnego bardzo entuzjastycznego współgracza, dlatego niestety nie zmieścił się do topki i chyba w końcu wyleci z kolekcji – ale tak czy inaczej porządna gierka.

alt

Krecia Robota

Gdyby nie fakt, że zagrałem w nią po raz pierwszy pod koniec grudnia, miałaby szansę na ścisły top. Na Krecią Robotę (aka Inside Job) czyhałem już na zeszłorocznym Essen, ale przez brak wersji innych niż niemiecka musiałem poczekać przeszło rok. Jest to kooperacyjny trick-taking ze zdrajcą – lub, jak kto woli, połączenie Załogi i Avalona. W każdej rundzie staramy się tak dokładać karty do lew, żeby realizować misje, ale wśród nas jest jeden kret, który psuje nam szyki. Co więcej, jego celem jest nie tyle sabotaż, co przede wszystkim zebranie odpowiedniej liczby wziątek. Krecia Robota nie siądzie wielu graczom – trzeba lubić zarówno trick-taking, jak i social deduction… a nawet wtedy to połączenie może się nie spodobać. Ja jednak bawiłem się doskonale i akurat w gronie, w którym ją testowaliśmy, siadła idealnie.

alt

Od Zmierzchu do Świtu

Gra się (chyba) źle przyjęła w Polsce, bo swój egzemplarz kupiłem na wyprzedaży za 50 zł. Poniekąd to rozumiem – potrafi być nieco frustrująca, gdyż jest to dziwny deckbuilder, w którym PSUJEMY (zamiast usprawniać) swoją talię. Wcielamy się w wampiry wyruszające na nocne łowy i polujemy na reprezentowanych przez karty ludzi, którzy nastepnie zasmiecają nam talię i utrudniają powrót do zamku przed świtem. Gra w wielu aspektach przypomina Brzdęk! (również dlatego, że jeżeli nie wrócimy przed końcem, kończymy z okrągłym zerem punktów) i podobnie jak Brzdęk! bardzo fajnie oddaje klimat poprzez mechanikę. W większym gronie ma niestety mocny potencjał na downtime, ale jest to ten typ gier, które zazwyczaj budzą emocje do samego końca – czy uda się wrócić? Mi się podobało, chętnie do niej jeszcze wrócę, aczkolwiek rozumiem, że fanów optymalizacji ten koncept może nieco irytować.

alt

Roll to the top

Mocny „znienacek” na tej liście. Gra, o której nie słyszałem absolutnie nic i zagrałem przypadkiem w drodze w delegację. Tymczasem jest to bardzo sprytny roll&write, idealny na podróż pociągiem. Każdy wpisuje wyrzucone na kościach liczby na swoją prywatną planszę-pocztówkę, ale w taki sposób, że kolejne poziomy muszą zawierać coraz niższe wyniki. Gatunek roll&write nieco mi się zgrał i nie sądziłem, że czymś mnie jeszcze zaskoczy (zwłaszcza wśród prostszych gier), ale Roll to the top jest bardzo solidnym jego przedstawicielem.

alt

Star Wars: The Deckbuilding Game

Byłem dość sceptyczny wobec kolejnego dwuosobowego deckbuildera, bo kolejne klony Star Realms mnie niespecjalnie pociągają. Star Wars: The Deckbuilding Game mnie jednak miło zaskoczył faktem, że jest to gra już od startu asymetryczna. Chociaż startowe talie obu graczy są bliźniaczo podobne, we wspólnej puli są karty Rebelii i Imperium, które może zrekrutować (jeśli są po naszej stronie) lub niszczyć i sabotować (jeśli należą do frakcji przeciwnika). Do tego celem gry jest nie tyle zdobycie określonej liczby punktów, a zniszczenie wszystkich baz przeciwnika. Te zaś wybiera się przed grą z większej puli i również wprowadzają asymetrię oraz zwiększają regrywalność. Na razie nie mam za sobą wielu partii w Star Wars: The Deckbuilding Game, ale chętnie ją poeksploruję – zwłaszcza że pierwsze wrażenia z grania obiema stronami są wystarczająco odmienne.

The Game

Jeśli ktoś nie rozumie fenomenu The Mind, to The Game raczej nie jest dla niego. Jest to również kooperacyjna gra oparta na talii od 1 do 100, którą trzeba „przejść”. Inaczej niż w The Mind, tutaj możemy rozmawiać; kluczowy jest natomiast fakt, że celem jest zagranie CAŁEJ talii w kolejności malejącej lub rosnącej na cztery stosy, podczas gdy w każdym momencie mamy dostęp jedynie do części kart. Z mojej perspektywy jest to błysk projektanckiego geniuszu; z prostych komponentów i dwóch zasad na krzyż autor stworzył całkiem sprytną łamigłówkę. The Game dorwałem na targach za śmieszne pieniądze, a spędziliśmy przy niej kilka wieczorów, dopóki nie udało nam się wymaksować wyniku.

alt

Wiedeński Łącznik

Grę wsparłem w przedsprzedaży na fali zachwytu pierwszym Detektywem. Po dokończeniu tamtej kampanii i rozegraniu Zbrodni L.A. oraz Drugiego Dna mój entuzjazm do serii nieco osłabł, przez co Wiedeński Łącznik musiał swoje odczekać. Jest to jednak bardzo przyjemna reiteracja oryginalnej mechaniki w interesującym, historycznym settingu. W porównaniu do Detektywa jest trochę łatwiej, natomiast zdecydowanie na plus należy zapisać teczkę z aktami, która w dużej mierze (choć nie w 100%) zastępuje aplikację. Dzięki temu gra jest klimatyczna, a i łatwiejsza w obsłudze przy graniu na więcej osób – dowodami można się po prostu podzielić i wymieniać. Kampania nie jest przesadnie długa – jedynie 4 scenariusze – a i po przejściu Detektywa nie wzbudziła u mnie aż takiego zachwytu, ale fanom gier detektywistycznych mimo to polecam. Osobiście kończę przygodę z serią i nie mam ochoty siadać ani do Diuny, ani do Batmana, ale zarówno Detektywa, jak i Wiedeńskiego Łącznika zachowam we wdzięcznej pamięci.

Ja chcę jeszcze raz!

alt

Challengers!

Zagrane rzutem na taśmę, bo zaczęliśmy tuż przed 22 w sylwestra. Challengers! to symulator karcianego turnieju z (pozornie) szczątkowym deckbuildingiem. Po samej lekturze instrukcji nie miałem pojęcia, gdzie tu w zasadzie podejmuje się jakieś świadome decyzje, ale jak się okazało, te kilka kart które możemy dokupić czy wyrzucić przed każdą rundą z naszej talii może być kluczowe. Na 8 osób i w dość luźnej atmosferze bawiliśmy się znakomicie i rozumiem, czemu gra została tak dobrze przyjęta – bardzo chętnie jeszcze do niej wrócę. Tym niemniej chociaż sam koncept jest oryginalny i może być trudny do zrozumienia dla kogoś, kto nigdy nie brał udziału w żadnym turnieju, zakwalifikowanie tej gry do Kennerspiel des Jahres (i jej zwycięstwo) jest dla mnie lekko naciągane. Challengers! ma dosłownie 4 strony zasad i to z dużymi obrazkami. Tak czy inaczej – polecam!

alt

Diuna: Imperium

Tak się złożyło, że przed 2023 rokiem ani razu nie siadłem do Diuny, mimo samych znakomitych opinii. W tym roku zdarzyło się to koniec końców po raz pierwszy i jak na razie jedyny – ale już rozumiem, skąd ten hype. Podobnie jak Brzdęk! (zresztą tego samego autora), Diuna: Imperium znakomicie łączy deckbuilding z planszą, w tym wypadku worker placementem. I choć do uniwersum wykreowanego przez Herberta mam całkowicie neutralny stosunek, to temat tutaj w ogóle nie przeszkadza (choć nie jest tak wyraźny, jak w Brzdęku!). Diuna: Imperium nie wskoczyła jednak na moją półkę, bo choć bardzo ją doceniam, osobiście wolę zagrać w nieco lżejsze, ale i szybsze Tyrants of the Underdark. Tym niemniej nie będę się opierał, bo jest to bardzo dobry euras, w którym w zasadzie nie widzę żadnych poważnych wad.

El Grande

Podobnie jak The King is Dead, świetne area control ubrane w niezwykle proste zasady. Nie miałem nigdy wcześniej okazji grać w tego klasyka i cieszę się, że doczekała się reedycji. Nowa plansza może nie jest najbardziej klimatyczna, ale za to wydaje się być dużo czytelniejsza, niż w starym wydaniu. Jeśli lubicie proste zasady i wysoką interakcję, to El Grande po prostu żal nie spróbować.

alt

Fox Experiment

Grą zainteresowałem się już w poprzednim Essen, a po ostatnim w końcu miałem okazję zagrać. Jest to niezbyt ciężkie euro od Elizabeth Hargrave, w którym hodujemy lisy, by osiągnąć u nich pożądane cechy – gra oparta jest na prawdziwych eksperymentach, jakie prowadzono w ZSRR od lat 50. Jest to w dużym stopniu pasjans – interakcji nie uświadczyliśmy niemal wcale – ale całkiem satysfakcjonujący, ponieważ z każdą rundą poszerza się pula kostek, którymi rzucamy. Super jest też nazywanie własnych lisków (podpisywanie ich na kartach). Ogólnie jest to solidne euro, nic ponadto, ale z charakterystycznym tematem. Mam pewne obawy o regrywalność, ale co najmniej raz na pewno jeszcze zagram.

alt

Modern Art

Licytacyjny klasyk Reinera Knizii: kilka różnych typów aukcji i zmienne wartości obrazów, które kupujemy. Jak to u Doktora – sporo rozkmin i decyzji zamknięte w kilku prostych zasadach. Dorwałem eleganckie wydanie od CMON i na pewno będę dążył do kolejnych rozgrywek w 2024 roku.

Set & Match

Banalnie prosta, a wspaniała pstrykanka symulująca tenisa. Przebijamy „piłeczkę” z połowy na połowę, a zależnie od obszaru kortu, w który trafimy, przesuwamy znacznik wskazujący trudność przyjęcia w stronę przeciwnika. Jeśli znacznik dojdzie do końca – zdobywamy punkt i jedziemy z kolejnym serwem. Świetna gra, zarówno w singlu, jak i w deblu!

The Same Game

Bardzo dziwna i zarazem trudna imprezówka słowna od Wolfganga Warscha. Jak zwykle u tego autora – wymaga gimnastykowania umysłu, w tym przypadku łączenia ze sobą bardzo różnych przedmiotów według różnych kategorii (waga, wielkość, kształt, etc.) Grę wrzucałem na swoją Essenową wishlistę, nie udało się jej kupić, ale miałem okazję zagrać i było to dość niezwykłe doświadczenie. Na pewno nie jest to tak oczywisty hit jak choćby Listy z Zaświatów czy swego czasu Decrypto, ale ma w sobie coś bardzo oryginalnego.

Trickerion

Mimo wielu lat siedzenia w planszówkach nigdy nie zapałałem szczególną miłością do przesadnie ciężkich i skomplikowanych tytułów. Odbiłem się od Lacerdy, nieco wynudziłem przy Mage Knighcie, do przekombinowanych kickstarterów nawet nie podchodzę – dlatego sam jestem zdziwiony, jak bardzo spodobał mi się Trickerion. Oczywiście jest to „tylko” worker placement, ale mocno osadzony w klimacie, długi, z dość krótką kołderką i oferujący bardzo wiele możliwości. Co więcej, siadłem do niego dośc znienacka, kiedy wysypała mi się ekipa do grania w Eclipse na Zgranym Wawrze – więc podchodziłem do rozgrywki mocno sceptycznie. Grało mi się jednak znakomicie, zasady – mimo że liczne – były dość intuicyjne, a rozkręcony silniczek pozwolił mi na zostanie najlepszym iluzjonistą przy stole. Wypatruję okazji, kiedy będe mógł to powtórzyc i utwierdzić się w swojej opinii.

alt

Twilight Imperium

Wspomniałem, że nie lubię ciężkich i długich gier? No i tak jest, ale zagranie chociaż raz w życiu w Twilight Imperium mogę już odhaczyć 😉 Partia trwała „zaledwie” 9 godzin przy pięciu graczach (nie licząc draftu frakcji i kafli startowych, który zrobiliśmy wcześniej zdalnie). Najdziwniejsze jest jednak to, że byłem jedynym nowicjuszem przy stole i wygrałem. W związku z tym być może już nigdy nie powtórzę rozgrywki, żeby nie psuć sobie statystyk… tym niemniej rozumiem, czemu ludzie tak kochają Twilight Imperium. Ogromna asymetria, liczne zwroty akcji, negocjacje i dyskusje nad stołem – krótko mówiąc, gra dostarczyła mi wszystkich tych wrażeń, których od niej oczekiwałem. Z tej perspektywy tym mocniej też uważam, że Twilight Inscription nie oddało nawet w małym stopniu wrażeń z oryginału. Jeśli nie macie tak jak ja – czyli nie lubicie poznawać dużo gier i gracie zazwyczaj w stałym gronie – to na pewno rozważcie, czy nie chcecie spróbować TI. Ja się cieszę, że tego doświadczyłem… no i jak ktoś zaproponuje, to na pewno rozważę powtórkę!

alt

Podsumowanie

Jak widzicie, poznane przeze mnie nowości należały do bardzo różnych kategorii. Od KLASKA po Twilight Imperium – było dużo gier dobrych i bardzo dobrych, choć tak jak wspomniałem, żadnej bym jednoznacznie nie umieścił w swoim ścisłym topie. Cieszy mnie natomiast, że na stół trafiało wiele gier wspomnianych w poprzednich podsumowaniach (podrzucam jeszcze raz linki: 2021 i 2022). W tym roku grane były np. w Clash of Cultures, Daj namiar, Palec Boży, Destinies, Decorum, Eclipse czy Nidavellir i wszystkie wciąż cenię bardzo wysoko.

A jakie plany na najbliższe rok? Bez zmian – przebić magiczną barierę 200 różnych gier, regularnie czyścić półkę wstydu i przede wszystkim dalej się przy tym doskonale bawić!