Disney Lorcana: Fabled. Analiza 9 setu
Disney Lorcana, kompetytywna karcianka w formacie CCG (collectible card game) od Ravensburgera, właśnie obchodzi drugie urodziny. Od dzisiaj w sklepach można kupić już 9 set – Fabled – który jednocześnie oznacza pierwszą rotację w Lorcanie.
Pierwsze karty do Lorcany kupiłem jeszcze w 2023 roku, kiedy nie były dostępne na polskim rynku. W styczniu 2024 spisałem swoje pierwsze wrażenia i od tego czasu jestem w miarę na bieżąco. Pisałem wówczas: „(…) Z drugiej jednak ja na pewno nie będę wchodził „na poważnie” w tę grę, bo uważam, że nie jest aż tak rewolucyjna, żeby była tego warta.(…)”. Czas pokazał, że okrutnie się myliłem (a tyle razy słyszałem, że only Sith deals in absolutes!). Po ponad 1,5 roku dalej bawię się doskonale – trochę już pochodziłem na turnieje, ograłem się, i choć nie uważam się bynajmniej za wybitnego gracza, mam na koncie kilkaset rozgrywek. W tym artykule postaram się przeanalizować najnowszy dodatek zarówno z perspektywy doświadczonego gracza, jak i osób dopiero zaczynających zabawę z Lorcaną. Być może część moich przewidywań boleśnie zweryfikuje czas – ale taki urok tego typu analiz!
Najpierw kilka zdań o aktualnej sytuacji Lorcany. Po dwóch latach (w Polsce kilka miesięcy krócej) gra cieszy się wciąż bardzo dużym zainteresowaniem i nie widać po niej znamion wyczerpania formuły. Jak każda gra CCG nie może oczywiście uniknąć porównań do Magic: the Gathering, ale zbudowała się wokół niej wystarczająco duża społeczność, żeby (obok np. Star Wars Unlimited czy niezmiennie popularnych Pokemonów) stanowić ciekawą alternatywę dla karciarzy spragnionych turniejów. W wielu miastach rozgrywane są cotygodniowe ligi, a na większe turnieje zjeżdżają się dziesiątki, jak nie setki osób.
Równo co 3 miesiące ma premierę nowy dodatek, wprowadzający 204 nowe wzory kart. W międzyczasie pojawiły się również dwa warianty kooperacyjne – Deep Trouble i Palace Heist – ale nie ma co ukrywać, Lorcana to przede wszystkim gra kompetytywna. Nadchodzący rozszerzenie Fabled będzie natomiast o tyle inne, że znakomita większość kart to przedruki z pierwszych czterech serii.
Krótki słowniczek pojęć
Zakładam, że ten artykuł mogą czytać zarówno osoby doskonale orientujące się w temacie, jak i turniejowi nowicjusze lub osoby grające po prostu w domu. Tych pierwszych zachęcam do pominięcia tego paragrafu, natomiast pozostałym pokrótce przybliżę, co mam na myśli, pisząc o „mecie” czy „archetypach”.
Archetyp* – rodzaj talii zbudowanej opartej o konkretną strategię, synergię między kartami lub rodzaj interakcji. Przykładowo niezwykle popularnym archetypem w Lorcanie niemal od początku był tzw. Steelsong, czyli żółto-szary deck, zbudowany w oparciu o postaci z umiejętnością „singer” oraz piosenki, takie jak A Whole New World czy Let the Storm Rage On.
*dla osób bardziej doświadczonych karciankowo: nie chcę tu wchodzić w dyskusję o aggro, midrange, rushu, kontrolach itp. Wyszedłby z tego cały osobny artykuł albo i seria – ale w kontekście tego tekstu nie ma to większego znaczenia.
Constructed – format turniejowy, w którym gracze składają własne talie w domu. Na tego typu turniejach często obowiązuję decklisty, czyli spis wszystkich kart, jakimi gramy, do wglądu dla sędziów. W turniejach constructed niedozwolone jest wymienianie kart pomiędzy meczami. Jest to dla większości graczy „podstawowy” tryb gry. Format constructed dzieli się na core (wyłącznie karty niepoddane rotacji, patrz: „Rotacja”) i infinity (wszystkie karty, jakie powstały).
Ban oraz banlista – karty, których nie wolno używać na turniejach, ponieważ na pewnym etapie zdominowały turnieje i okazały się być po prostu za mocne. Obecnie w Lorcanie są tylko dwa bany: Hiram Flaversham – Toymaker oraz Fortisphere. Co jednak istotne, obie karty tak czy inaczej właśnie by wyrotowały (patrz: „Rotacja”) z turniejów.
Limited – format turniejowy, w którym budowanie talii jest w jakiś sposób ograniczone i często odbywa się w dniu turnieju, w ramach konkretnej puli. W Lorcanie najczęściej grane jest sealed (budowanie talii z kart dostępnych w kilku boosterach, które każdy otwiera na początku turnieju) oraz draft (bardzo podobnie, tylko z każdego boostera wybieramy jedną kartę i podajemy dalej, tak jak w 7 Cudach Świata lub dowolnej innej planszówce z draftem).
Meta – metagra, czyli aktualne „środowisko” gry: najczęściej grane karty i talie, popularne strategie, dominujące archetypy. W cyklicznie wychodzących karciankach typu CCG i LCG (takich jak właśnie Lorcana) meta ciągle się zmienia; pojawiają się nowe, potężne karty, z drugiej strony gracze starają się kontrować aktualnie dominujące talie itd.
Playset – komplet 4 sztuk jednej karty, czyli tyle, ile można mieć maksymalnie w jednej talii.
Rarity – poziom rzadkości karty, czyli jak często można ją trafić w boosterze (paczce dodatkowych kart). W Lorcanie mieliśmy do tej pory 6 stopni: common, uncommon, rare, super rare, legendary oraz najrzadsze – enchanted. Ten ostatni typ spotyka się bardzo rzadko (ok. raz na ~100 paczek, czyli 1 karta na 1200!), natomiast są to wyłącznie alternatywne wersje graficzne innych kart. Fabled wprowadzi dodatkowo karty epic oraz iconic, ale podobnie jak enchanted, będą to tylko wersje z innymi grafikami.
Rotacja – występuje w wielu grach CCG i oznacza cykliczne „wypadanie” części kart z puli dozwolonej na turniejach. Ma to służyć ciągłemu rozwojowi gry, zwiększeniu przystępności dla nowych osób oraz odświeżaniu mety. W Lorcanie następuje po raz pierwszy: od początku września w formacie standardowym (core) nie będzie można grać kartami z serii 1-4, czyli The First Chapter, Rise of the Floodborn, Into the Inklands oraz Ursula’s Return. Co jednak ważne, rozgrywane będą także turnieje w formacie infinity (patrz: Constructed).
Fabled – ogólnie o cyklu
Jak już wspomniałem, Fabled to już 9 seria kart do Lorcany i zarazem pierwsza, której dominującą częścią są przedruki starych kart. Ma to służyć temu, by mimo rotacji zachować część archetypów i żeby stali gracze wciąż mieli sporą bazę kart, na podstawie których mogą składać talie.
Na 205 wzorów (nie liczę enchanted/epic/iconic) zaledwie 33 karty są zupełnie nowe. Oznacza to, że zbierając karty regularnie od czasu The First Chapter, w Fabled znajdziemy głównie powtórki. Jest to jednak dobre rozwiązanie dla osób, które dołączyły do gry później lub chcą dopiero zacząć. Jako że kart w Lorcanie są już tysiące, prawdopodobnie większość graczy wciąż ma większe lub mniejsze braki w kolekcji. Aktualnie (przed premierą Fabled) pełen playset wszystkich kart (nie licząc enchanted czy kart promo) to aż 6520 kart – i to nie licząc wyjątków takich jak Dalmatian Puppy – Tail Wagger. Znakomita większość graczy ma większe lub mniejsze braki, które można uzupełnić dzięki kartom z Fabled.
Nie będę się zagłębiał w fabułę Lorcany, bo nie jestem w tej sprawie ekspertem, a i nie ma ona żadnego wpływu na grę. Zaznaczę jednak, że tak jak każdy poprzedni cykl, tak i Fabled wprowadza do tego świata nowe animacje Disneya. Tym razem najmocniej reprezentowanym filmem jest A Goofy Movie (w Polsce wydany jako Goofy na wakacjach), ale po raz pierwszy pojawiają się też postacie z Dumbo.
Tyle słowem wstępu. Aha, mały disclaimer: nie każda z 204 kart zostanie bezpośrednio wymieniona w tekście; te, które pomijam, przeważnie wpadają w kategorię nieekscytujących przeciętniaków. Meta je (i mnie) zweryfikuje 😉
Amber
Amber kojarzony jest w Lorcanie z leczeniem, umiejętnościami singer i bodyguard, a szerzej – z zagrywaniem dużej liczby tanich kart (swarm) i taliami nastawionymi na szybką wygraną (aggro). W dotychczasowej mecie zdecydowanie najczęściej łączony był z kartami Steel oraz (nieco rzadziej) Emerald. Talie żółto-szare, jakkolwiek szybkie, posiadały sporo efektów do zadawania bezpośrednich obrażeń (direct damage) i większej kontroli tempa gry, np. dzięki Pete – Game’s Referee. Z kolei kombinacja żółto-zielona to jedna z najszybszych talii w mecie, jakkolwiek potrafiąca się zaciąć na dociągu, jeśli nie była w stanie szybko zamknąć gry. Nowe karty raczej nie wywrócą pod tym względem mety do góry nogami, chociaż warto zauważyć, że Amber traci jeden z najlepszych dociągów w grze – Rapunzel – Gifted with Healing. Również odcięcie od tzw. „wheela”, czyli A Whole New World w żółto-szarych taliach, oznacza problemy. Amber stara się je omijać poprzez efekty pozwalające odzyskiwać karty z discard pile, aczkolwiek na pewno będzie mu teraz trudniej.
Gwiazdy setu
Niewykluczone, że jedną z najpopularniejszych nowych „twarzy” w mecie okaże się Aurora – Holding Court. Ta niepozorna, niedroga księżniczka pozwoli na zagranie np. Tiana – Restaurant Owner już w drugiej rundzie, a przez to szybkie zabezpieczenie swoich tanich postaci. Szczerze mówiąc, jest to jedna z bardzo niewielu żółtych kart z Fabled, które spodziewam się widzieć regularnie. Na pewno ciekawie zapowiada się nowa piosenka Circle of Life, pozwalająca zagrać postać bezpośrednio z discardu. Co prawda warto odnotować, że kosztuje aż 8, ale dzięki umiejętności „sing together” będzie można ją zagrać wcześnie dzięki tanim żółtym śpiewakom. Trik polega na tym, by mieć również w discardzie postać wartą wrzucenia za taki koszt, ale zarówno Emerald, jak i Steel mają swoje sposoby na zapełnianie discardu. Tak czy inaczej brzmi mi to raczej na ciekawostkę, ale potencjalnie odświeżającą. Warto wspomnieć również o reprincie Stitch – Rock Star, niegdyś kluczowego dociągu w większości żółtych talii. Niestety z powodu wyrotowania Stitch – New Dog znika mu dobry cel do shifta, ale po zniknięciu Roszpunki gracze amberowi będą potrzebowali alternatyw. Być może więc Stitch wróci nieco do łask.
Będą grane?
Mimo wyrotowania wielu znakomitych piosenek, przypuszczam, że z mety nie zniknie Ursula – Vanessa. Singer 4 i przyzwoite statystyki w koszcie 2 to wciąż dobra okazja. Być może zwiększy się również popularność „małej Roszpunki”, czyli Julieta Madrigal – Excellent Cook. Pongo – Determined Father co prawda jest obecny w grze już od 3 setu, ale do tej pory Amber miał lepsze opcje dociągu. Niewykluczone jednak, że teraz nieco zyska na popularności. Prędzej spodziewam się natomiast ujrzeć dwie nowości. Beast – Gracious Prince to co prawda „tylko” globalne wsparcie dla księżniczek, raczej niewystarczające, ale być może zwiastujące jakiś nowy build. Wszystko będzie zależeć od kolejnych setów. Inną – być może najciekawszą – kartą z tej kategorii jest dla mnie Minnie Mouse – Sweetheart Princess, sama w sobie posiadająca przyzwoite statystyki, ale przede wszystkim działająca jako dobry „odstraszacz” na duże postaci przeciwnika. Mam przy tym jednak wrażenie – choć chciałbym się mylić – że w wielu meczach będzie bezużyteczna i jako taka poleci na ink. W dotychczasowej mecie widziałbym ją w teorii jako niezłą kontrę na duże postacie Ruby (np. Sisu czy Maui), z tym że w praktyce kontrolny deck Ruby/Sapphire zdjąłby Minnie jeszcze szybciej. Znacznie większy potencjał widzę mimo wszystko w świeżo zreprintowanym World’s Greatest Criminal Mind. Jest tańszy, da się zaśpiewać, a przede wszystkim nie jest tak telegrafowany.
Solidne średniaki
Przynajmniej w formacie limited (a być może nawet i w constructed) zobaczymy jeszcze kilka przyzwoitych reprintów. Daisy Duck – Musketeer Spy, jak każdy discard, spokojnie wejdzie do talii w drafcie czy sealed. Stitch – Carefree Surfer, choć bardzo drogi, ma szansę być grany w taliach, które będą potrafiły zbudować duży ink lub w jakiś sposób ominąć jego koszt. Lantern jest całkiem przyzwoitą obniżarką, podobnie jak Pluto – Friendly Pooch. Obie karty są bardziej uniwersalne niż nowa Aurora, ale nie wytrzymują porównania z nią w odpowiednio złożonej talii. The Queen – Regal Monarch z kolei musi poczekać, czy pojawi się dla niej jakiś dobry shift, podobny do (wyrotowanej) The Queen – Commanding Presence. W draftach i sealed spodziewam się zobaczyć także np. Mulan – Free Spirit, a także Moana – Of Motunui. Wszystkie te reprinty raczej nie będą jednak miały większego wpływu na metę.
Do zapomnienia
Niestety część żółtych reprintów nie była grywalna do tej pory i nie sądzę, żeby miało się to zmienić. Atlantica – Concert Hall na papierze może i wygląda ciekawie, ale w talii na piosenkach nie ma już miejsca na lokacje… zwłaszcza o tak wysokim koszcie wejścia. Tinker Bell – Generous Fairy niby ciut poprawia dociąg, ale fatalne statystyki i brak możliwości zainkowania sprawiają, że widzę ją ew. wyłącznie w sealed. Z kolei np. Queen of Hearts – Wonderland Empress nie posiada wystarczającego wsparcia, bo decki rushujące (do których teoretycznie pasuje) wcale nie grają dużo villainów. Nie przypuszczam też, żeby w mecie nagle pojawiły się Lost in the Woods, Be Our Guest czy Bruno’s Return.
Werdykt
Amber w moim odczuciu dużo traci w ramach rotacji, jednocześnie niewiele zyskując. Nowe karty są ok, ale tylko tyle – natomiast reprinty to w przeważającej mierze średniaki, które nie odcisnęły większego piętna na grze. Kolor i tak będzie grany – jest najlepszą bazą pod szybkie aggro decki, które nigdy nie wychodzą z mody – ale głównie w oparciu o karty z setów 5-8. Wydaje mi się, że najpopularniejszy dotąd Amber-Steel może nieco stracić kosztem Amber-Emerald, natomiast nie sądzę, aby inne połączenia w ogóle stały się popularniejsze. Być może Amber-Ruby – sam bardzo lubię tę kombinację – ale raczej ze względu na nowości w kolorze czerwonym, a nie żółtym.
Amethyst
Amethyst jest w dość ciekawej pozycji po rotacji. Z jednej strony traci sporo absolutnie kluczowych do tej pory kart – różne wersje Merlina, Madam Mim czy znakomitą piosenkę Friends on the Other Side. I choć to niewątpliwie spora strata, bo były one grane swego czasu w każdym Amethyście, to w zasadzie niemal wszystkie inne kluczowe karty pojawiły się dopiero w 5 secie i później. Co więcej, Amethyst jako kolor o najlepszym dostępie do draw w obecnej chwili stanowi idealne uzupełnienie właściwie każdego decku. Amber stracił Roszpunkę, Emerald Diablo, Steel – A Whole New World… Tymczasem Amethyst wciąż posiada dostęp do np. Genie – Wish Fulfilled, Finders Keepers czy Diablo – Obedient Raven. Do tego dochodzi sporo niezłych kart do zdejmowania postaci przeciwnika, choćby Elsa – The Fifth Spirit. Myślę, że na popularności straci teraz nieco połączenie Amethyst-Steel, ale za to spodziewam się widzieć dużo „blurple” (Amethyst-Sapphire) i niezmiennie Amethyst-Emerald.
Gwiazdy setu
Wraz z Fabled powraca jedna z najbardziej ikonicznych kart w całej Lorcanie: Elsa – Spirit of Winter. Bardzo droga, ale potężna postać, którą blurple jest w stanie zagrać bez większego wysiłku. Z biegiem czasu nieco straciła na znaczeniu – zwłaszcza, że Amethyst był ostatnio grany często w tańszych taliach z Ruby oraz Steel – ale zdecydowanie działająca na wyobraźnię. Cały czas za to grywana jest Belle – Accomplished Mystic. Choć obecnie trudniej będzie ją zagrać z shifta po linii Pawpsicle -> Belle – Apprentice Inventor, to jest to kolejna karta z dobrymi statystykami i bardzo mocnym efektem na wejście. Jeśli natomiast chodzi o zupełnie nowe karty, warto obserwować, jak odnajdzie się w mecie Dumbo – Ninth Wonder of the Universe. Draw, evasive i zbieranie lore w jednym – brzmi na kartę z potencjałem. I mówię to nie tylko ze względu na nieskrywany sentyment do uszatego słonika.
Będą grane?
Na papierze ciekawie się zapowiadają The Magic Feather oraz Ursula – Voice Stealer. Pierwsza z kart daje na stałe Evasive dowolnej postaci i chociaż nie wiem, z czym będzie się łączyć najlepiej, to dostrzegam w niej potencjał. Z kolei Urszula co prawda nie grzeszy wybitnymi statystykami za swój koszt, ale posiadając dobrą piosenkę i pasujący cel na stole w teorii może zrobić kolosalną różnicę. Na pewno nie jest to karta na poziomie najlepszej Elsy, ale na pewno bym jej nie skreślał. Z powracających, starych znajomych spodziewam się zobaczyć w niektórych taliach solidne tanie postacie: Rafiki – Mystical Fighter oraz Kuzco – Wanted Llama. Przyzwoitą, choć do tej pory rzadko używaną piosenką było Second Star to the Right; nie zdziwię się, jeśli na którymś etapie zacznie się częściej pojawiać. W nieco bardziej casualowych (?) taliach spodziewam się, że może się pojawić też Elsa – Snow Queen, choć wbrew nazwie nie jest najlepszą wersją królowej śniegu.
Solidne średniaki
Bardzo fajną kartą, która jednak nigdy dotychczas nie zrobiła wielkiej kariery, jest Bruno Madrigal – Undetected Uncle. W starej mecie bywał grywany w talii na miotłach, ale zawsze czułem, że czegoś jej brakowało do najlepszych. Nienajgorszą kartą jest Belle – Untrained Mystic, będąc zdecydowanie słabszą (ale i tańszą) wersją większej Belli, a przy okazji akceptowalnym celem do shifta. Jej problemem jest koszt – akurat blurple często gra w taki sposób, że pomija całkowicie trzecią turę, starając się w drugiej zagrać dwie karty do inka. Amethyst-Ruby z kolei ma lepsze karty w koszcie 3. Potencjalnie niezłą kartą jest Peter Pan’s Shadow – Not Sewn On, jednak znacznie częściej grana była jej tańsza „odwrotność”: Peter Pan – Shadow Finder. Jeśli natomiast chodzi o nowe karty, nie skreślałbym (przynajmniej w formacie limited) ani Timothy Q. Mouse – Flight Instructor, ani Dumbo – The Flying Elephant. Ewidentnie w tym secie podkreślany jest fakt, że Amethyst lubi postacie z Evasive. Zestaw „solidnych średniaków” uzupełnia The Queen – Wicked and Vain, drogawa, ale prosta w użyciu postać z drawem. Kilka innych kart (np. przedruki Dolores i Camilo Madrigala, Tick-Tock – Ever-Present Pursuer czy Last Ditch Effort) prawdopodobnie będzie śmigać w formacie limited, ale nie wróżę im wielkich sukcesów w constructed.
Do zapomnienia
Niestety wciąż dość niegrywalny jest przepiękny Winnie the Pooh – Hunny Wizard; przyzwoite statystyki to nieco za mało, tym bardziej, że w innych kolorach dostaniemy postaci o identycznym koszcie i sile. Co ciekawe – karta uległa minimalnej modyfikacji, ponieważ Puchatek otrzymał cechę „Hunny”, na razie kompletnie bez znaczenia. Bardzo nieprzyjazny koszt 6 bez możliwości inkowania wyklucza raczej także Mama Odie – Voice of Wisdom. Casa Madrigal – Casita może i nie jest droga, ale jej wpływ na grę jest niemal nieistotny. Bardzo przeciętnie wciąż prezentują się akcje Poor Unfortunate Souls oraz I’m Stuck!, a Elsa – Gloves Off to chyba najmniej grywalna wersja tej postaci.
Werdykt
Daleki jestem od twierdzenia, że Amethyst przechodzi rotację bez szwanku, natomiast wydaje mi się, że w nadchodzącej mecie może być popularnym wyborem. Jak w chyba każdej tego typu karciance dociąg w Lorcanie wygrywa gry, a w tym specjalizują się właśnie fioletowe karty. Nowy set nie przynosi nic wybitnie ekscytującego, ale kilka solidnych (choć nie kluczowych) reprintów i akceptowalne nowe karty są warte sprawdzenia.
Emerald
Jestem dość przekonany o tym, że w ustępującej mecie Emerald miał najbardziej pod górkę ze wszystkich kolorów. Minęły już czasy popularności discardu ze starą wersją Bucky – Squeak Tutor, a talie Emerald-Steel musiały ustąpić popularnością innym kombinacjom. Wciąż nienajgorzej prezentowały się połączenia z Amberem i Amethystem, ale ciut brakowało im do najlepszych. Sytuacji z pewnością nie poprawi fakt, że Emerald traci dwie rewelacyjne karty: Diablo – Devoted Herald oraz Prince John – Greediest of All. Odpada również znakomita Ursula – Deceiver of All czy uniwersalny cel do shifta – Morph – Space Goo. Co prawda w siłę zaczął rosnąć rzadko dotychczas spotykany deck Emerald-Sapphire, ale jest on trudny w rozgrywce i może mieć problemy przeciwko bardziej agresywnym taliom. Problem w tym, że na moje oko Emerald wcale nie dostaje specjalnego wsparcia wraz z wyjściem Fabled.
Gwiazdy setu
Od razu powiem, że określenie „gwiazdy” jest tu mocno na wyrost. Jestem niezwykle ciekaw, jak bardzo wzrośnie popularność Under the Sea w mecie, w której zniknęły inne „globalne” resety. Jest to jednak piosenka droga i wymagająca odpowiedniego przygotowania; kiedyś świetnie działała w połączeniu z Amberem, ale to wymagało grania świeżo wyrotowanej Kida – Protector of Atlantis. Teraz prędzej spodziewam się zobaczyć tę kartę w taliach Emerald-Sapphire, grających Sapphire Coil. Z mety natomiast nie znika (a myślę, że trochę powróci po słabszych miesiącach) Cursed Merfolk – Ursula’s Handiwork, tania, szybka i niewygodna do zbijania postać. Jeśli natomiast chodzi o nowe karty, żadna nie wygląda mi na rewelację, ale w miarę inspirująco wygląda Max Goof – Chart Topper. Granie piosenek z discardu brzmi jak mocny efekt, problem w tym, że Max jest drogawy, musi questować, a i pula dobrych piosenek w odpowiednim koszcie się nieco zmniejszyła.
Będą grane?
Myślę natomiast, że nawet jeśli nie okaże się być gamechangerem, to w różnych deckach pojawi się Genie – Of the Lamp. Podobnie jak Beast w Amberze, globalny boost może nie jest czymś co wygrywa gry, ale na pewno je ułatwia – a Evasive ułatwi dżinowi przeżycie (i questowanie). Nie spodziewam się za to, żeby przestały być nagle grane Ursula – Deceiver oraz Sudden Chill, podstawowe karty w każdym decku z discardem. W Emeraldzie wraca też jedna z niewielu naprawdę dobrych tanich lokacji – Hidden Cove – Tranquil Heaven. Na popularności zacznie moim zdaniem zyskiwać też legenda z pierwszego setu, która nigdy dotąd nie osiągnęła większej popularności – John Silver – Alien Pirate. Dawanie postaciom przeciwnika reckless jest skuteczną metodą kontroli na wiele talii. Także jedna z kluczowych piosenek w archetypie bounce – Mother Knows Best – raczej nie wypadnie całkowicie z mety.
Solidne średniaki
Zielony to kolor z wieloma postaciami evasive, m.in. z bardzo lubianymi przeze mnie Tinker Bell – Most Helpful oraz Wildcat – Mechanic. Solidną „jedynką” niezmiennie pozostaje Pegasus – Gift for Hercules, chociaż brakować mu będzie większej wersji na shift. Dzięki bardzo dobremu poziomowi lore i solidnej obronie grywalne są kolejne dwie powracające karty: Robin – Daydreamer oraz Kuzco – Temperamental Emperor. Nowe karty nie do końca mnie przekonują, ale być może jeśli pojawi się więcej dobrych lokacji, zacznie być bardziej grywalny Goofy – Set for Adventure. W formacie limited dużą presję może nałożyć tania i szybka Enchantress – Unexpected Judge.
Do zapomnienia
Mimo posiadania wersji enchanted, nie widzę szans, by częściej grany był Mickey Mouse – Steamboat Pilot. Równie mało inspirujący są Virana – Fang Chief i Donald Duck – Sleepwalker. Ze względu na ich nieelastyczność, nie jestem fanem ani Signed Contract, ani Make the Potion. Zaskakuje mnie też nieco przedruk Shenzi – Hyena Pack Leader, karty która na papierze brzmi ciekawie, ale jest tak skomplikowana w użyciu, że raczej niewarta zachodu.
Werdykt
Emerald nie był w najlepszym miejscu przed rotacją i jeżeli się to zmieni, to raczej z uwagi na inne kolory, a nie na to, że dostał masę fajnych zabawek. Obie wersje Max Goofa – jak się wydaje, „twarzy” zielonych kart w nowym secie – nie wydają mi się aż tak dobre, jak można by sądzić. Nie zmienia to faktu, że da się zbudować obecnie bardzo szybki i solidny deck „lemon lime” (Amber-Emerald), a także kontrolny Emerald-Sapphire. Połączenie Emeralda z Amethystem też raczej nie jest zagrożone jako solidny wybór dla wielu graczy. Kompletnie zaorany został natomiast dotychczasowy build Emerald-Steel i jeśli pojawi się nowy, to musi zostać stworzony w zasadzie od nowa. Lubię zielone karty i mam nadzieję widzieć je w mecie, ale czasy „zielonego terroru” minęły i raczej na razie nie wrócą.
Ruby
Ruby-Sapphire to zarazem jeden z najmocniejszych (jeśli nie najmocniejszy) decków w dotychczasowej mecie, i to w dwóch wersjach: bardziej „eventowej” (z Maui – Half-Shark oraz A Pirate’s Life) oraz (Tamatoa – Happy as a Clam i Tamatoa – So Shiny!). Nie będę też ukrywał, że jest to najmniej lubiany przeze mnie przeciwnik, bo talie te skupiają się na ułożeniu swojego „pasjansa” filtrując deck i szybko zasypując ink, a następnie grając kilka resetów w postaci Be Prepared oraz Sisu – Empowered Sibling. Obie karty jednak właśnie rotują, a to oznacza, że Ruby traci swoją najgroźniejszą i najmocniej działającą na wyobraźnię broń. W „nagrodę” muszę za to powiedzieć, że w moim odczuciu dostaje najfajniejsze nowe zabawki!
Gwiazdy setu
Przede wszystkim bardzo podoba mi się Powerline – World’s Greatest Rock Star. Postać, która potrafi de facto zaśpiewać dwie bardzo drogie piosenki naraz? Z solidnymi statystykami i dwoma akceptowalnymi celami do zshiftowania? Nie wiem, jak będzie się prezentować w praktyce i czy deck z Powerline’m będzie absolutnie topowy, ale myślę, że będzie bardzo satysfakcjonujący do grania. Tym bardziej, że przedrukowane zostaje A Pirate’s Life, które dzięki rekursyjnym efektom potrafi zatrzymać każdego rywala. Choć Ruby traci swoje oba globalne resety, nie traci charakteru cechującego się niszczeniem postaci przeciwnika. W Fabled ponownie pojawia się Maleficent – Monstrous Dragon, najlepszy (choć bardzo drogi) punktowy removal w grze.
Będą grane?
Jakby tego było mało, przedrukowana zostaje kolejna dobra piosenka w postaci Be King Undisputed. Wraz z nowym I2I tworzą wprost wymarzony zestaw dla Powerline’a oraz innych singerów. A skoro już przy tym – Powerline – Musical Superstar to nienajgorszy cel do shiftu dla swojej większej wersji, a potencjalnie także dobry removal, zwłaszcza jeśli pojawi się dobra piosenka o koszcie 2. Do tego kompletu bardzo dobrze dopasowuje się Roxanne – Powerline Fan, która (warunkowo, ale w odpowiednim decku często) będzie posiadać statystyki identyczne z niezwykle dotychczas popularnym Mr Smee – Bumbling Mate. Jeśli natomiast chodzi o godne uwagi przedruki, to jakkolwiek tracimy dużą Sisu, tak obie jej „małe” wersje – Emboldened Warrior i Daring Visitor – to wciąż dobre postacie.
Solidne średniaki
A to jeszcze nie wszystko! Powerline nie jest jedynym singerem w nowym secie, bo dostajemy także kolejną jego małą wersję (i cel do shifta!): Powerline – Taking the Stage. Kolejnym singerem o bardzo dobrych statystykach jest z kolei Max Goof – Rockin’ Teen. Jest to o tyle ciekawe, że do tej pory umiejętność singer była zarezerwowana dla Amberu; tymczasem Fabled wprowadza naraz aż trójkę czerwonych śpiewaków. Przedruku doczekały się za to dwie grywalne wersje Mulan: Injured Soldier i Elite Archer. Ciekaw jestem, czy grany gdziekolwiek będzie Mickey Mouse – Brave Little Prince, karta o sporym potencjale, ale wymagająca dobrego celu do shifta. W niektórych deckach może się tez pojawić LeFou – Instigator, Shere Khan – Menacing Predator, Queen of Hearts – Impulsive Ruler/Sensing Weakness czy Medallion Weights. Ruby nie tylko jako jedyny (?) kolor wprowadza więcej ciekawych nowości, ale też kilka bardzo sensownych przedruków.
Do zapomnienia
Żeby jednak nie było aż tak dobrze, kilka czerwonych kart moim zdaniem nadaje się wyłącznie do klasera. Przede wszystkim nie do końca rozumiem sens grania Rapunzel – Letting Down Her Hair, postaci drogiej, nieinkowalnej i z niewiele znaczącym efektem. Wciąż nie spodziewam się, żeby ktoś zmieścił w swojej talii Dinner Bell, bo mimo potencjalnie mocnego efektu, koszt jest bardzo wysoki, a i niełatwo tę kartę dobrze „ustawić”. Nieekscytująco wyglądają Raya – Headstrong i Sergeant Tibbs – Courageous Cat, chociaż obie nie są tak złe, żeby nie dało się ich zagrać przynajmniej w limited. Nie spodziewam się też często widywać You Can Fly (o ile nie będzie potrzebna tania czerwona piosenka… a nawet wtedy), bardzo generycznie i niezbyt ciekawie wyglądają też Card Soldiers – Full Deck. Zaznaczam jednak, że w porównaniu do innych kolorów nawet ta kategoria nie wygląda najgorzej.
Werdykt
Ruby niezaprzeczalnie traci właśnie dwie wyróżniające karty, ale też jest jedynym kolorem, w którym pojawi się kilka ciekawych nowości + częściowo nowy archetyp. Być może nie będzie to najlepszy deck w nowej mecie, ale przynajmniej będzie jakimś odświeżeniem. W moim odczuciu nowe piosenki i singerzy mogą być grani przede wszystkim w połączeniu z Amberem lub Sapphire, ale nie zaskoczy mnie żadna kombinacja. Tak czy inaczej, Ruby czeka sporo zmian i czas pokaże, jak dobrym wyborem będzie po rotacji.
Sapphire
Sapphire to absolutna podstawa dla archetypów kontrolnych. Wynika to z prostego faktu, że jest to jedyny kolor, który potrafi budować rampę (czyli zagrywać więcej niż jedną kartę do inku w turze) i wokół tego kręci się każda niebieska talia. Chociaż jedną z kluczowych kart dla każdego decku opartego na mielenie itemów był niepozorny, rotujący właśnie Pawpsicle, to Sapphire wciąż ma na podorędziu sporo zabawek. Dalej może grać Sail the Azurite Sea, Tipo – Growing Son czy Kida – Creative Thinker… i być może właśnie dlatego w moim odczuciu został w Fabled potraktowany najbardziej brutalnie ze wszystkich kolorów.
Gwiazdy setu
Co istotne, z mety nie wyrotowuje potężny removal w postaci Hades – Infernal Schemer. Ba, doczekał się nowej wersji enchanted! Droga karta, ale często grana zarówno w blurple, jak i części talii Ruby-Sapphire. Nie przestanie także być z całą pewnością grane Develop Your Brain, niepozorna akcja, pozwalająca szybciej dokopać się do kluczowych elementów niebieskiej kontroli. Bardzo biednie wygląda za to sytuacja Sapphire, jeśli chodzi o nowe karty. Pojawią się zaledwie 3 (!) i choć żadna na papierze nie wygląda tragicznie, wszystkie prezentują się zaledwie poprawnie. Zdecydowałem się wyróżnić tutaj Mulan – Considerate Diplomat, bo w teorii jest to powtarzalny draw w synergicznej talii… która na razie nie istnieje. Nie wykluczam zatem, że to pozostałe dwie karty będą grane zdecydowanie częściej… ale nie zdziwi mnie, jak cała trójka będzie okupować klasery.
Będą grane?
Cruella de Vil – Style Icon ma dość ciekawe efekty, ale widzę z nią dwa problemy. Raz, że niebieskie talie zazwyczaj chcą „przeskoczyć” trzecią turę, jeśli ich celem jest szybkie zbudowanie inkwella; w tej sytuacji nie ma kiedy zagrać Cruelli, a nawet nie da się jej zainkować. Dwa, globalne obniżanie ataku u przeciwnika miałoby więcej sensu, gdyby dotyczyło większych postaci i potencjalnie wrzucało je w zasięg Under the Sea. Zobaczymy jednak, czy Cruella nie stanie się istotnym elementem jakiegoś całkiem nowego buildu. Z kolei Alice – Accidentally Adrift to przyzwoita „czwórka” z dwoma potencjalnie przydatnymi umiejętnościami, ale wyobrażam sobie granie jej jedynie w sytuacji, jeśli powróci meta pełna kluczowych itemów. W innym wypadku raczej nie wytrzyma konkurencji z innymi niebiskimi „czwórkami”. Również przedruki starych kart Sapphire wcale nie są wyjątkowo ekscytujące. Już nie jako legenda, ale wciąż ciekawa karta (zwłaszcza w limited) powraca Alice – Growing Girl. Osiągnięcie u niej 10 ataku jest bardzo rzadkie, ale już sam fakt, że daje wszystkim postaciom support, jest wart odnotowania. Przyzwoitą akcją jest One Jump Ahead, aczkolwiek nie wytrzymuje starcia z wspomnianymi wcześniej Tipo i Sailem. Nieco naciągając, dorzucę do tej kategorii Anna – Braving the Storm (niezłe statystyki i potencjalny cel do shifta większych Ann) oraz Aurora – Dreaming Guardian (ward jest bardzo mocnym słowem kluczowym, problem w tym, że sama sobie go nie przyznaje).
Solidne średniaki
Tak naprawdę już w poprzednim akapicie były średniawe karty, dlatego tutaj będzie jeszcze gorzej. Judy Hopps – Optimistic Officer to „biedna wersja” starego Hirama Flavershama, ale bez Pawpsicle wydaje się być już w ogóle kiepska. Dość podobnie widzę los Belle – Inventive Engineer. Talie „itemowe” mogą rozważyć Heart of Te Fiti i Aurelian Gyrosensor, ale raczej bez przesadnej ekscytacji. Zarówno jako przyzwoita tania postać, jak i cel dla większej Aurory może być grana Aurora – Legal Princess, przy czym prędzej w formacie limited. Cały czas czekam też na talię, która w jakiś sposób odkryje, jak dobrze wykorzystać Grand Pabbie – Oldest and Wisest.
Do zapomnienia
Jako że Sapphire dostaje mnóstwo średniaków, dla równowagi nie zostały przynajmniej przedrukowane najgorsze karty w tym kolorze. Tym niemniej niespecjalnie widzę miejsce na granie The Queen – Mirror Seeker, Maid Marian – Delightful Dreamer czy Mama Odie – Mystical Maven. Motunui – Island Paradise jest dość beznadziejną lokacją, Coconut Basket testowałem w pierwszym secie i już wtedy nie robił wiele, a Four Dozen Eggs jest po prostu… dziwne. Może miałoby sens w decku Ruby/Steel, ale nie widzę buildu Sapphire, który by dobrze wykorzystał taką piosenkę.
Werdykt
Sapphire nie traci wcale tak wiele wraz z rotacją, ale moim zdaniem bardzo niewiele zyskuje z premierą Fabled. Na pewno wciąż będzie granym kolorem i pewnie przynajmniej Hades pozostanie stałym punktem wielu talii, ale nowości nie inspirują mnie specjalnie do składania czegoś nowego. Ciekaw jestem, czy i w jaki sposób utrzyma się w mecie połączenie Ruby/Sapphire, które do tej pory opierało się na niebieskich kartach z domieszką czerwonych resetów. Strzelam, że większość fanów niebieskich kart skręci w stronę Amethystu i Emeraldu jako nowych, lepszych kolorów partnerskich.
Steel
Steel to w moim odczuciu najlepszy kolor „wspierający” w grze. Jego cechami szczególnymi jest umiejętność resist oraz zadawania bezpośrednich obrażeń (direct damage) i dzięki nim często łączony był z właściwie każdym innym kolorem. Jedyne połączenie, które do tej pory nie miało swoich pięciu minut, to Ruby/Steel, głównie dlatego, że oba kolory mają problem z dociągiem i oba spełniają nieco podobną funkcję (czyszczenie stołu przeciwnika). Rotacja zabiera Steelowi wiele mocnych zabawek: A Whole New World, Beast – Tragic Hero, And Then Along Came Zeus czy przede wszystkim Let the Storm Rage On. Jednocześnie uważam, że Steel dostaje najlepsze reprinty ze wszystkich kolorów – a to oznacza, że prawdopodobnie wciąż pozostanie dobrym wyborem.
Gwiazdy setu
Przede wszystkim Steel traci trzy dobre piosenki do zadawania obrażeń, ale wciąż pozostaje mu Strength of a Raging Fire. Znakomita akcja potrafiąca zdjąć prawie każdą mniejszą postać (a czasem i większą) bez specjalnych utrudnień, a może ją zaśpiewać dowolna postać o koszcie 3. Na dodatek inkowalna, co otwiera więcej opcji budowania talii. Nie wątpię też, że w większym wymiarze powróci do stalowych talii Tinker Bell – Giant Fairy, absolutnie podstawowa karta w pierwszym roku istnienia Lorcany. Świetną i niezwykle popularną kartą jest też przedrukowany Robin Hood – Champion of Sherwood, chociaż w tym wypadku mam wątpliwości, czy nie straci na znaczeniu. Wynika to z faktu, że traci swój najlepszy cel do shifta: Robin Hood – Beloved Outlaw. Jeśli nie będzie mógł zostać zagrany w trzeciej rundzie (a i nie będzie takiej potrzeby, skoro wypadły piosenki o koszcie 4 i 5), to raczej straci miejsce na rzecz innych kart. Tym niemniej to wciąż postać o dobrych statystykach i dwóch niezłych efektach.
Będą grane?
Wyjątkowo w poprzednim punkcie nie znalazła się żadna nowa karta, bo uznałem, że to przedruki będą świadczyć o sile Steela w mecie Fabled. Jeśli jednak w ogóle któraś nowość wywoła większe poruszenie w mecie, to najpewniej będzie to Nala – Undaunted Lioness albo Lilo – Best Explorer Ever. Pierwsza z nich może być szybką, trudną do zdjęcia postacią w taliach aggro, natomiast Lilo wydaje się być solidną „trójką” działającą jako pomoc w zdejmowaniu postaci przeciwnika. Wracając natomiast do przedruków, z gry nie wylatują nawet na chwilę dwie akcje z pierwszego setu: Fire the Cannons! oraz Smash. Z uwagi na brak starych piosenek, myślę, że przynajmniej tymczasowo wrócą do łask. Chociaż nie będzie już tak samo mocny bez Roszpunki, wciąż bardzo solidne statystyki w stosunku do kosztu ma Lawrence – Jealous Manservant. Nie wykluczam również, że choć nie ma idealnego celu do shifta, wciąż grana będzie Ariel – Sonic Warrior.
Solidne średniaki
Swego czasu często grywaną kartą w Steelu był Benja – Guardian of the Dragon Gem. Jego popularność zależeć będzie jednak od tego, ile itemów wartych zniszczenia będzie pojawiać się w mecie. Zastanawiam się również, na ile ma szansę powrócić (chociaż do pewnego stopnia) John Silver – Greedy Treasure Seeker, który stracił idealną lokację w swoim koronnym decku Ruby/Steel. Nieco niedocenianą, ale mocna i znakomitą zwłaszcza w formacie limited postacią jest Hercules – Beloved Hero. Jeśli chodzi o nowości, będę śledził, na ile grywalne okażą się Scar – Finally King oraz Jasmine – Fearless Princess. Obie karty ewidentnie podsuwane są do talii Sapphire/Steel, jednak to połączenie – swego czasu często grane – bardzo straciło na popularności po banach. Zastanawiam się również, czy znajdzie się jakaś talia, która wykorzysta Philoctetes – Non-Nonsense Instructor. Jego efekt jest dość unikalny i ciekawy, ale też nie na tyle mocny, by kiedykolwiek stanowił o mecie.
Do zapomnienia
Najmniej interesującą kartą Steel w Fabled jest przedruk Prince Naveen – Penniless Royal, ale kilka innych, generycznych kart również nie budzi specjalnej ekscytacji. Zaliczam do nich Eeyore – Overstuffed Donkey, Li Shang – Imperial Captain oraz Prince Eric – Dashing and Brave. Zbyt drogie i sytuacyjne zawsze wydawało mi się Beast’s Mirror (choć myślę o wykorzystaniu go w jednej talii, ale raczej mocno niemetowej). Kiepską lokacją jest też według mnie Maui’s Place of Exile – Hidden Island.
Werdykt
Steel traci z rotacją sporo, ale nie wszystko. Tak jak wcześniej, tak i teraz będzie wykorzystywany jako dodatkowy kolor z opcjami na removal i wsparcie głównej strategii. Nie powiedziałbym, żeby nowe karty były najgorsze ze wszystkich, ale nie wydaje mi się, żeby miały potencjał na wywrócenie mety. Steel był i będzie grany w połączeniu z każdym kolorem, natomiast na obecną chwilę ciężko mi stwierdzić, które połączenie będzie najmocniejsze – wydaje się, że już niekoniecznie Amber/Steel.
Podsumowanie
Ciężko porównać Fabled do poprzednich setów pod kątem nowości, ponieważ jest ich wyjątkowo mało. Poza (do pewnego stopnia) Ruby wszystkie uzupełniają tylko istniejące wcześniej archetypy, jednocześnie nie zastępując w pełni wyrotowanych kart. Najbliższe miesiące pokażą, w którą stronę skręci meta i czy dotychczasowi dominatorzy – Amber/Steel i Ruby/Sapphire – ustąpią miejsca innym kombinacjom kolorystycznym. Na pewno rotacja wprowadzi wiele świeżości i zachęci do eksperymentów, a już niedługo prawdopodobnie zaczną się pojawiać pierwsze spoilery 10 cyklu (Whispers in the Well).
Fabled jako całość powinno być natomiast bardzo fajnym setem do drafta i sealed, bo wydaje się być dość zbalansowany wewnętrznie, nawet jeśli niebieskie karty na pierwszy rzut oka lekko niedomagają. Osobiście na pewno kupię nieco mniej paczek z kartami, niż z wcześniejszych serii, ale wynika to z faktu, że mam dość kompletną kolekcję (zwłaszcza z pierwszych 4 rozszerzeń). Osoby, które dołączyły do gry później – lub dopiero zaczynają przygode z Lorcaną – znajdą tu mnóstwo dobrych, często używanych kart.














































































































