Daj, ać ja poturlam, a ty potasuj. Mój top polskich gier
Podobno każdy prawdziwy blog o planszówkach powinien przed świętami opublikować poradnik prezentowy. Krążą też wieści, że każdy szanujący się recenzent powinien od czasu do czasu publikować jakąś topkę. W związku z powyższym dziś zapraszam na pierwszy artykuł poradnikowo-topkowy, a motywem przewodnim będą gry polskich autorów – bo jest z czego wybierać! Aczkolwiek…
Wzmianki niehonorowe
…na wstępie wypada wspomnieć, że będzie to topka w pewnym sensie wypaczona. Sporo gier – również bardzo znanych – nie było branych w ogóle pod uwagę z prostego powodu: niestety nie miałem okazji w nie (jeszcze) zagrać. Przede wszystkim w zestawieniu brakuje Nemesis, świeżo wybranej Tematycznej Gry Roku i obecnie najwyżej sklasyfikowanej w rankingu BGG gry polskiego autora (Adama Kwapińskiego). Szczerze mówiąc – niespecjalnie mnie do niej ciągnie, ponieważ temat mnie kompletnie nie grzeje; a nie jest to gra na tyle tania, żebym sobie ją kupił mimochodem. Z pewnością jednak kiedy będę miał okazję, nadrobię to karygodne zaniedbanie. Ponadto wiele osób zaskoczy brak gier Michała Oracza – Tezeusza, This War of Mine czy nawet Neuroshimy Hex – ponieważ zupełnie szczerze: podobnie jak Nemesis, żadna z nich nigdy specjalnie nie była na moim radarze z uwagi na temat i/lub mechanikę. Podobnie nie znalazły się w tym wpisie Tainted Grail, Valhalla czy Pan Lodowego Ogrodu.
Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób w tym momencie nie warto czytać dalej, skoro pomijam tak znane tytuły. Jeśli jednak weźmiecie poprawkę na to, że wymienionych w poprzednim akapicie gier nie mogę ocenić, zachęcam do dalszej lektury. Zaznaczę również dla jasności, że po researchu na BGG naliczyłem 42 polskie gry, w które grałem i które brałem pod uwagę. Możecie więc sobie roboczo nazwać tę listę „top polskich gier bez Nemesis i Neuroshimy” 😉
Wzmianki honorowe
Kilka znanych mi tytułów zasługuje również na wzmiankę, mimo, że nie załapały się do finałowej dziesiątki. Zaliczam do nich Hard City Adama Kwapińskiego i Marka Raczyńskiego, Wiek Złodziei Sławomira Stępnia i Magnum Sal Filipa Miłuńskiego i Marcina Krupińskiego. Każda z tych gier mi się całkiem podobała, jednak zagrałem zbyt niewiele razy, żeby je z czystym sercem polecać. Do ścisłej topki nie zakwalifikował się również 51 Stan, który uważam za znakomitą grę, ale przegrywa w starciu z Osadnikami (do których oczywiście jeszcze wrócę). Z przykrością odnotowuję również, że w topce nie znalazła się żadna gra Adama Kałuży, którego K2 bardzo lubię – jednak K2 jest grą z zepsutą końcówką i efektem końca świata, a żadna z pozostałych jego gier mnie aż tak do siebie nie przekonała. I w zasadzie mógłbym tak jeszcze kilka tytułów wspomnieć, ale może przejdźmy do rzeczy. Miejsce 10 to…
10. Kolejka (Karol Madaj, IPN/Trefl)
Tak, na miejscu dziesiątym prawdziwy klasyk polskich gier familijnych – Kolejka. Świetna pozycja rodzinna, w której musimy wykonać prozaiczne zadanie, jakim jest zrealizowanie własnej listy zakupów – w realiach schyłkowego PRL, czyli: puste półki i zażarta walka o każdy artykuł. Kolejka sprawdza się tym lepiej, im więcej mamy graczy; jest w niej zaskakująco dużo (jak na grę rodzinną) negatywnej interakcji, ale tym, co mnie zawsze najbardziej ujmuje w dziele Madaja jest… klimat. W przeciwieństwie do familijnych klasyków pokroju Carcassonne, Osadników z Catanu czy Wsiąść do Pociągu w Kolejce wszystkie akcje mają tematyczny sens, nazwy kart są zabawne i adekwatne do ich efektów, a cel gry jasny i nieabstrakcyjny (żadne PZ, po prostu mamy wyprawić dziecku komunię albo wyjechać na wczasy pod gruszą). Warto zapolować na dodatek Ogonek, który oprócz dodatkowych kart, wprowadza szóstego gracza – a w Kolejce im nas więcej, tym weselej.
9. Plażing: parawany w dłoń! (Łukasz Makuch, Smart Flamingo)
Gra, która miała mi się kompletnie nie spodobać, a podobnie jak Kolejka świetnie spina mechanikę z tematem. Naszym celem w niej jest zajęcie jak największego obszaru plaży naszymi parawanami i zbieranie pamiątek – muszelek, bursztynków i kamyczków. Ponownie bardzo „polski” tytuł, jeśli chodzi o tematykę. Plażing przeznaczony jest raczej dla początkujących, ale w praktyce okazuje się być naprawdę przyjemną grą logiczną ze sporą dozą negatywnej interakcji. Zainteresowanych Plażingiem odsyłam do swojej recenzji, bo od jej publikacji zdania absolutnie nie zmieniam.
8. Dwergar (Jan Madejski, Granna)
Największa świeżynka na liście i lekkie naciągnięcie, ponieważ grałem w Dwergara na razie bardzo mało – ale spodobał mi się na tyle, że postanowiłem go mimo wszystko tutaj umieścić. Rewelacyjne euro z dość intuicyjnymi zasadami, za to naprawdę potężną dawką główkowania i bardzo fajną interakcją: wysyłamy krasnoludy do własnych wózków w kopalni, żeby wydobywać surowce, a potem jeden z graczy wciąga wszystko na powierzchnię. Gra jest na tyle nowa, że nie zdążyłem na razie zagrać w każdym składzie – zastanawia mnie, jak się sprawdzi przede wszystkim na 2 osoby – ale przypuszczalnie tendencja będzie zwyżkowa, ponieważ z pewnością na razie to jedno z największych pozytywnych zaskoczeń tego roku.
7. Boże Igrzysko: Magnaci (Jarosław Andruszkiewicz, Waldemar Gumienny, Phalanx)
Tytuł moim zdaniem nieco niedoceniony, głównie dlatego, że mnóstwo graczy spodziewało się drugiego Bożego Igrzyska – czyli bezpośredniej kontynuacji hitu Martina Wallace’a: ciężkiej, złożonej strategii (3.57/5 w skali BGG). Tymczasem Magnaci są grą w zasadzie familijną, opartą na wręcz prostackiej mechanice wojny (kto zagra najwyższą kartę, wygrywa) – a jednocześnie dającą poczucie zagrania w naprawdę „duży” tytuł. Ponieważ każdy gracz ma symetryczną talię magnatów, których musi wysłać do Senatu, Sejmu i do prowadzenia wojen, dynamika gry jest bardzo ciekawa – zawsze trzeba coś odpuścić, nie da się wygrać wszystkich wojen i jeszcze umacniać pozycji politycznej. Znakomite wprowadzenie do mechaniki przewag (area control), dodatkowo gra, która (przynajmniej mnie) porywa wizualnie (planszą jest mapa nowożytnej Polski). Od lat czekam na dodatek Wolna Elekcja i liczę na to, że w 2021 się w końcu doczekam.
6. Andromeda (Jan Zalewski, Galakta)
Zwyciężczyni konkursu Galakty sprzed kilku lat i ponownie mocno niedoceniona gra (chyba najbardziej z wymienionych). Wcielamy się w niej w pochodzących z obcych cywilizacji naukowców badających porzucony w kosmosie statek; jednak dość generyczne sci-fi nie jest specjalną zaletą Andromedy. Tym, co mnie zachwyca w tej grze, jest bardzo rzadki, a rewelacyjny system „ja dzielę, Ty wybierasz” – czyli mechanizm, w którym jeden z graczy rzuca kostkami, a następnie przygotowuje „pakiety” dla wszystkich… i musi się zadowolić ostatnim, który nie zostanie zabrany. Dzięki temu w grze, w której w zasadzie notorycznie rzuca się kostkami, ciężko narzekać na losowość – poziom rozkminy, zwłaszcza w grze dwuosobowej, jest niesamowicie duży. Niestety Andromeda jest też najtrudniej dostępną pozycją z tej listy – zdaje się, że miała tylko jeden druk i raczej nie będzie wznawiana, a szkoda. Tak oryginalnymi grami powinniśmy się chwalić.
5. 1944: Wyścig do Renu (Jarosław Andruszkiewicz, Waldemar Gumienny, Phalanx)
Uwaga: to NIE JEST gra wojenna. Tak, tematyką jest rywalizacja amerykańskich generałów (Montgomery’ego, Pattona i Bradleya) o to, kto pierwszy osiągnie linię Renu; aspekt walki zbrojnej jednak nie jest tu specjalnie istotny, ponieważ clue rozgrywki stanowi umiejętne rozplanowanie łańcucha dostaw. Przepiękne wydanie, oryginalna mechanika, duża dbałość o historyczne realia – w Wyścigu do Renu osobiście ciężko mi się do czegokolwiek przyczepić i tylko szkoda, że gra jest na maksymalnie 3 osoby, a tematyka potrafi niektórych odstraszyć (wiem z doświadczenia). Przy okazji tego tekstu przypomniałem sobie, że dawno w nią nie grałem i muszą to zdecydowanie naprawić w najbliższych tygodniach.
4. Capital (Filip Miłuński, Granna)
Świetna, prosta gra o historii Warszawy (przez co szczególnie bliska mojemu sercu). Mechanicznie -w dużym uproszczeniu – jest to skrzyżowanie Carcassonne (lub innej gry kafelkowej) i 7 Cudów Świata; draftujemy kwadratowe kafle, z których następnie każdy układa swoją dzielnicę i za nią punktuje. Zasady na 4 strony (niespecjalnie gęsto zapisane), a frajdy i regrywalności mnóstwo. Nie jest to zresztą jedyna gra o historii Warszawy – cenię sobie również Odbudowę Warszawy 1945-1980 – jednak Capital stawiam co najmniej o półkę wyżej ze względu na przystępność i uniwersalność; początkujący załapią grę w lot, a i ja będę się przy niej świetnie bawił. Na dodatek można ją obecnie kupić w nieprzyzwoicie niskiej cenie. Więcej na temat Capital w mojej recenzji.
3. Robinson Cruzoe: Przygoda na przeklętej wyspie (Ignacy Trzewiczek, Portal)
Cóż, bardzo chciałem, żeby podium było bardziej niejednorodne w kwestii autora i wydawnictwa, ale jednak co tu dużo mówić: Ignacy Trzewiczek zrobił 3 gry wybitne. Na najniższym stopniu stawiam jedną z moich ulubionych kooperacji oraz najwyżej ocenianą na świecie grę z wymienionych w moim topie (obecnie 51 miejsce na BGG, jedynie wspominany we wstępie Nemesis jest wyżej). Robinson to fantastyczna hybryda gry optymalizacyjnej (i to takiej naprawdę na styk; nie bez powodu uchodzi za bardzo trudną do wygrania) i przygodowej i choć znam zarzuty, że klimat jest tu umowny, kompletnie się z nimi nie zgadzam. Jeśli wczujemy się w rolę rozbitków na bezludnej wyspie, będziemy czytać fluff teksty na kartach wydarzeń i analizować nasze ruchy z fabułą z tyłu głowy, Robinson będzie świetną przygodą. Co więcej, różnorodne (NAPRAWDĘ różnorodne) scenariusze przynoszą bardzo różne odczucia i akcentują inne mechanizmy, a nawet jak przejdziemy podstawkę, mamy do dyspozycji dodatki (HMS Beagle i Opowieści Niesamowite), które wymagają kompletnie innego podejścia do gry. Robinsona zdecydowanie nie polecam początkującym – zacznijcie od Pandemii – ale jeśli już trochę poznaliście świat planszówek, to przynajmniej raz warto udać się na przeklętą wyspę.
2. Detektyw: Kryminalna gra planszowa (Jakub Łapot, Przemysław Rymer, Ignacy Trzewiczek, Portal)
Drugie obok Dwergara odkrycie tego roku, choć Detektyw przeleżał na półce wstydu prawie 2 lata. ZNAKOMITA gra dedukcyjna, przełomowa ze względu na sięganie po zasoby internetu, ze spójną i wciągającą fabułą. Kiedyś zachwycałem się Sherlockiem Holmesem: Detektywem Doradczym, ale teraz na pierwszym miejscu postawiłbym chyba jednak Detektywa – który czerpie ogólny zarys mechaniki z duchowego poprzednika, ale twórczo ją rozwija i unowocześnia. Całą kampanię przeszliśmy w półtora miesiąca i to w zasadzie wyłącznie dlatego, że po drodze mieliśmy ponad 2 tygodnie przerwy ze względu na kwarantannę. Bardzo chcę poznać dodatki i kolejne sprawy oraz kampanię, a wszystkim miłośnikom kryminalnych zagadek gorąco polecam. Co więcej, nie trzeba być wcale geekiem planszówkowym – choć Detektywa w żadnym stopniu nie nazwałbym tytułem lekkim, to jego „ciężkość” sprowadza się wyłącznie do rozwiązania naprawdę trudnych i nieoczywistych zagadek. Sama struktura mechaniczna jest prosta i dość zrozumiała.
1. Osadnicy: Narodziny Imperium (Ignacy Trzewiczek, Portal)
Nie mogło być inaczej – Osadnicy od ponad 5 lat znajdują się w moim ścisłym topie planszówek w ogóle. Świetna karcianka z budowaniem silniczka punktowego i rozwijaniem swojej cywilizacji, arcydzieło zgrabnego designu i po prostu gra, której NIGDY nie odmawiam. Jest to reimplementacja 51 Stanu (wspomnianego na początku tekstu), jednak zdecydowanie wygrywa bardziej przystępną (dla mnie) tematyką i asymetrycznymi frakcjami. Osadników traktuję jako grę przede wszystkim dwuosobową i chociaż mam sporo zarzutów co do rozwoju gry – głównie chodzi mi o wykluczające się lub po prostu słabe dodatki (Atlantydzi!), to gdybym mógł, grałbym w nich codziennie. Niestety do tej gry trzeba sobie „wychować” partnerów, ponieważ bardzo premiuje doświadczenie – przez kilka pierwszych partii wynik powyżej 30 punktów traktujemy jako sukces, a po kilkudziesięciu mniej niż 100 jako porażkę. Dla wszystkich, którzy mają już za sobą pierwsze nowoczesne planszówki i stałego partnera do gry jest to moim zdaniem must have. Nieco podobne wrażenia mam z rozgrywki w Everdell (który też cenię bardzo wysoko), ale w kategorii tableau building król jest jeden.
W ten sposób dotarliśmy do końca pierwszej topki. 10 gier, które polecam i w które nie odmawiam rozgrywki. A Nemesis i może nawet Neuroshimę kiedyś nadrobię 😉













