Kolejka w Sandomierzu

Gry planszowe pojawiają się w serialach i filmach od dawna. Nie tylko jako główny „bohater” – tak jak w Jumanji czy Gambicie Królowej – ale też w tle. Kiedy na ekranie migną mi Osadnicy z Catanu czy Carcassonne, mam poczucie, że nowoczesne planszówki na dobre weszły do mainstreamu. Czasem jednak twórcy mocno eksponują wątek jakiejś gry… z różnym skutkiem.

Chyba najwięcej różnych planszówek pojawiło się w popularnym The Big Bang Theory. W różnych odcinkach pojawiały się na stole lub w tle np. Zakazana Wyspa, Race to the Galaxy czy Osadnicy z Catanu. Wspomniana została również najdłuższa gra świata – The Campaign for North Africa. Powracającym motywem była natomiast karcianka wymyślona na potrzeby serialu. Mystic Warlords of Ka’a jest parodią turniejowych karcianek w stylu Magic: the Gathering i wyśmiewa typowe dla gatunku cechy. Na każdą supermocną kartę o głupkowatej nazwie jest jeszcze mocniejsza, a zasady zrozumiałe są tylko dla geeków. Fikcyjne gry, mające parodowiać prawdziwe, to zresztą nic nowego. Już we Friends (aka Przyjaciele) pojawiły się gry w „kubeczki” czy słynne „Bamboozled”, które odpowiednio – miały zasady wymyślane na bieżąco lub po prostu nie do przyswojenia. Trzeba jednak pamiętać, że od tego czasu minęło 20 lat, a planszówki się bardzo zegalitaryzowały.

Gry w Przyjaciołach służyły jako jeden z dowcipów odcinka. W TBBT, serialu o geekach i w dużej mierze dla geeków, często stanowiły po prostu tło. W różnych innych produkcjach gry pojawiają się w mniejszej lub większej roli, rzadko stanowiąc motyw przewodni. Jest jednak pewien serial, gdzie jednym z „bohaterów” są… szachy. I tym razem nie mam na myśli Gambitu Królowej, a swojskiego Ojca Mateusza. Tytułowy ksiądz grywa w szachy z godną podziwu regularnością, jednak w pewnym odcinku zostają one zastąpione inną grą – i to jej chcę się dzisiaj przyjrzeć.

Zawiązanie akcji

Nie jestem krytykiem filmowym, więc miejcie na uwadze, że piszę z perspektywy laika. Co więcej, nie oglądam regularnie Ojca Mateusza (właściwie wcale nie oglądam, bo nie mam telewizora) – do napisania tego tekstu skłonił mnie fragment odcinka, który przypadkiem mignął mi w święta. Postanowiłem go jednak wyszukać i obejrzeć, żeby zobaczyć, co to była za gra i jaką pełniła funkcję w serialu. O losie…

W odcinku 219 (oryginalnie emitowanym już kilka ładnych lat temu) jeden z policjantów postanawia namówić księdza na nową grę. Zmęczony ciągłym przegrywaniem w szachy, znajduje tytuł łudząco podobny do pewnej znanej mi planszówki i mówi o nim tak:

” (…) jakiej gry? Przecież Ty umiesz grać w szachy.
– Ta, umiem. Nie, do planszowej, przyjęcie towarów, absolutny hit na całym świecie. Stoisz w kolejce do sklepu.
– Jak to, stoisz w kolejce?
– No tak jak kiedyś, są rzucone albo nie, najważniejsze jest nie dać się wypchnąć z ogonka. O, a jak kupisz jakiś towar, możesz sprzedać z zyskiem na bazarku. Albo wymienić. A, i ważne są jeszcze kontakty na zapleczu. No wiesz, bombonierka dla ekspedientki, koniaczek dla lekarza, tak jak pamiętasz.
– Nie… (…)”

Tak, też już pewnie wiecie, z czym mi się skojarzył opis. Uznałem, że nazwanie Kolejki absolutnym hitem na całym świecie jest może lekkim naciągnięciem, ale machnąłem na to ręką. Bardziej mnie zastanowiły te kontakty na zapleczu, których nie pamiętam z samej gry – chyba, że w formie kart kolejki. Moje wątpliwości zostały jednak wkrótce rozwiane, gdyż…

Przyjęcie towaru

…jak się szybko okazało, to wcale nie była Kolejka. To znaczy – wygląd ten sam, opis ten sam, ale to nie była gra Karola Madaja. To było Przyjęcie towaru. W tym momencie poczułem już mocne zdziwienie, bo nie do końca rozumiem, jaka idea przyświecała twórcom. To miała być kryptoreklama? Czy chcieli zareklamować Kolejkę, ale bez zgody wydawcy? Ewidentnie oryginał znali, bo szata graficzna serialowej planszówki jest niemal żywcem zerżnięta – ale właśnie tylko „niemal”. No nic – pomyślałem – zobaczymy, co będzie dalej.

„(…) Zagrajmy na przykład w słówka, o.
– Nie, nie, mam coś lepszego. O. Gra planszowa o PRLu. Stoi się w kolejce po różne artykuły.
– I co dalej?
– No i się stoi [i tak jeszcze 3 razy „I co dalej?/No i się stoi! – GS]
– No i się stoi! Trzeba się wykazać znajomością najnowszej historii Polski oraz mieć trochę szczęścia. Gra jest planszowa z przygodami. (…)”

Uuu, z przygodami. No dobra, you had my curiosity, now you have my attention. Teraz już na serio byłem ciekaw, jak zostanie poprowadzony wątek „światowego hitu” i właściwie o co tu chodzi. Przewinąłem niezbyt interesujące mnie fragmenty dotyczące głównego wątku serialu aż do pierwszej rozgrywki…

Przepychanka

„(…) [w trakcie gry] Bubel?
– Bubel oznacza, że musi ksiądz zwrócić towary do sklepu. Nie przewiduje się zwrotów gotówki. Dziubak, przepychasz się.
– Przecież stoję spokojnie.
– O jezu, w tej grze każdy ruch nazywa się przepychanką.
[Dziubak dmucha w kostki. KOSTKI. TAK, KOSTKI. – GS] Myślałem, że będzie bardziej kulturalnie.
– To nie operetka. [Dziubak rzuca kostkami] O, i tracisz kolejkę, teraz ja [!!!!!!! – GS]. Zakupy. Kupuję wszystko jak leci, sprzedam potem na bazarku. (…)”

Wow. Czyli twórcy wzięli nowoczesną grę, zrobili jej podróbkę na potrzeby serialu, a następnie – żeby nikt nie miał wątpliwości, że to jest PRAWDZIWA GRA PLANSZOWA – wsadzili do niej kostki. Gra bez kostek jest wszakże jak sernik bez rodzynek! A kostki, jak sama nazwa wskazuje, służą do tego, żeby nimi rzucać i tracić kolejkę. Wiecie, przecież tak właśnie wyglądają gry. Rzucam kostką, tracę kolejkę. Jak mawiał pewien recenzent – proste? Bardzo proste!

Ale teraz pora na danie główne. W następnej scenie z Przyjęciem towaru na stole pojawiają się dwie nowe bohaterki. Gospodyni księdza – Natalia oraz nastoletnia (chyba) Emilka.

To świetna powtórka z historii

„(…) Carmeny niech ksiądz bierze, nie Giewonty.
– Nie Giewonty? To Ty się na papierosach też znasz, Natalio?
– Ja się na rzeczywistości tamtej znam. To jest w ogóle gra dla mnie!
– Tak? No to zapraszamy, siadaj, graj z nami.
[wtrąca się Emilka] Też bym zagrała. To świetna powtórka z historii.
– Zgadzam się z tobą, Emilko. Też możesz zagrać.
[Natalia i Emilka tak po prostu dołączają do gry w trakcie – GS] To moje są, tak? O! [Natalia stawia swój pionek] Czyli ja robię zakupy, kupuję komplet wypoczynkowy dla młodych małżeństw, który zamieniam, wymieniam na części do trabanta, i na kartki na mięso, i na tej podstawie się zapisuję do kolejki społecznej po pralkę, czyli eliminuję z kolejki Dziubaka i Nocula. A ksiądz jaką ma kartę, no no no no?
– O, dziecko na ręku, widziałaś. Czyli mogę kupić…
– Zaraz, zaraz. A ja mam emeryta. A jaką ksiądz ma siłę w przepychance?
– Cztery.
– A ja mam pięć! Czyli emeryt bije dziecko. Czyli ja dopadam do lady i kupuję wszystko jak leci. (…)”

Podsumujmy tę krótką, ale pełną zwrotów akcji scenę.

  1. Trzech facetów gra sobie w planszówkę. Dwie kobiety ich obserwują. Sądząc z dalszego rozwoju wypadków, nikt im nie zaproponował wcześniej udziału w grze.
  2. Nastolatka w wieku szkolnym używa zdania „to świetna powtórka z historii”. Tonem prosto z Trudnych Spraw. Prawdopodobnie dlatego, że jeśli tego nie powie, nikt z czworga dorosłych sam jej nie zaproponuje dołączenia do gry.
  3. Trzech facetów gra sobie w planszówkę, są w połowie partii, po czym dochodzą dwie osoby. Zero tłumaczenia zasad – ok, może załapały przy obserwowaniu. Ale poprzednia partia nie jest w żaden sposób dokończona ani przerwana. Nie, po prostu planszówki tak wyglądają, że można się w dowolny momencie dołączyć. Żadnego przestawiania na planszy, żadnego setupu, null, nic, zero. Siadamy i gramy.
  4. Ksiądz ma dziecko na ręku, ale to mu nie pomogło, bo emeryt bije dziecko. No dobra, tu parsknąłem.

Planszówki a sprawa polska

Z ręką na sercu przyznam, że nie wiem, czy wątek Przyjęcia towaru był kontynuowany w następnych odcinkach. Przypuszczam z dużą dozą pewności, że nie. I oczywiście może bez sensu się wyzłośliwiam, ale obejrzałem ten odcinek i naprawdę zachodzę w głowę, co poeta miał na myśli. Czy to miała być promocja planszówek? Ukryta kryptoreklama Kolejki? Czy po 218 odcinkach reżyser scenarzysta rzygał na myśl o kolejnym pojedynku szachowym? Nie umiem sobie odpowiedzieć na te pytania. Mam jednak poczucie, że skoro ktoś piszący ten odcinek ewidentnie kojarzył Kolejkę, mógł zadać sobie minimum trudu, żeby gra na ekranie była chociaż minimalnie bardziej wiarygodna. Utożsamianie planszówki z rzucaniem kostkami – i to takim w najgorszym stylu, tj. „strać kolejkę” – rani moje geekowskie serduszko. Nie mam żadnych złudzeń, że ktoś czerpie swoją wiedzę o planszówkach z Ojca Mateusza, ale to naprawdę nie wymagało wiele. Jestem jak najbardziej fanem zarówno easter eggów, jak i bardziej rozwiniętych wątków o grach w filmach i serialach. Ale… no… nie tak.

I serio, czy to miała być parodia, czy reklama? Tylko poważne odpowiedzi.

 

Wykorzystane w tekście obrazki to screeny własne z youtube (TBBT), vod.tvp.pl (Ojciec Mateusz) oraz mój ulubiony komiks dema ze strony demland.info.