Potworna Skrzynia Potworów

Skoro się powiedziało A, wypada powiedzieć B. Przeszedłszy wzdłuż i wszerz podstawkę Harry Potter: Hogwarts Battle i ponarzekawszy na niedociągnięcia, sprawiłem sobie dodatek. Ściślej: pierwszy dodatek, Potworną Skrzynię Potworów – następny, Charms & Potions na razie czeka na polską edycję. Tymczasem możemy udać się z Harrym i jego wesołą kompanią na lekcję Opieki nad Magicznymi Stworzeniami i zapolować na Tylnowybuchowe Sklątki.

Ponownie postaram się nie spoilerować nowych zasad, które pojawiają się w dalszych scenariuszach (aczkolwiek nie ma ich aż tak wiele). Nie widzę jednak sensu ani możliwości opisywania dodatku bez wymieniania szczegółów dotyczących podstawki – jeśli więc jeszcze nie graliście, polecam wrócić do tamtej recenzji.

Porównanie pudełek

Norbert w stanie swawolnym

W Potwornej Skrzyni Potworów znajdują się 4 nowe skrzynie ze scenariuszami, piąta postać – Luna Lovegood (gra nie jest jednak zeskalowana do 5 osób), alternatywne karty postaci i garść zapasowych żetonów. Nad przeciętną jakością (przynajmniej za tę cenę) już się żaliłem przy recenzji podstawki, także tu mogę powiedzieć tylko, że jest tak samo. Jeśli jednak znacie grę i mimo to rozważacie dodatek, to pod względem nowych elementów nie powinniście być szczególnie rozczarowani.

Nowe karty Hogwartu

Nowe scenariusze należy rozgrywać przy użyciu wszystkich elementów gry podstawowej (czyli „po przejściu” siódmej części), jednak cofają nas do pierwszego roku i pozwalają jeszcze raz przeżyć przygody w Hogwarcie. Ponieważ jednak dodatek przeznaczony jest dla zaawansowanych czarodziejów, od razu mierzymy się z podobnymi wyzwaniami, co w ostatnich scenariuszach gry podstawowej. I chociaż może nie jest aż tak trudno, jak w Bitwie o Hogwart, to przejście kolejnych skrzyń jest znacznie bardziej wymagające, niż miało to miejsce w grze podstawowej. Tu już nie ma tutoriala przez finalnym scenariuszem – od razu wrzuceni jesteśmy w wir walki.

Peskipiksi Pesternomi!

Podstawową nowością w grze są tytułowe potwory, które częściowo zastępują nam czarne charaktery z podstawki. Już w pierwszym scenariuszu przyjdzie nam zmierzyć się z trollem, Puszkiem czy chochlikami kornwalijskimi, a każdy kolejny wprowadza więcej znanych z kart książek magicznych stworzeń. Ich działanie jest w gruncie rzeczy podobne do pozostałych wrogów; większa różnorodność przeciwników poprawia jednak regrywalność. Dodatkowym utrudnieniem są tzw. karty spotkań, działające nieco podobnie do horkruksów z podstawki. Oczywiście z pomocą przychodzą nam nowe karty Hogwartu oraz nowe karty postaci, które można wykorzystywać zamiennie z tymi z podstawki – i często warto, np. nowa wersja Hermiony jest o WIELE mocniejsza.

Nowe karty postaci

Nowym utrudnieniem oraz całą mechaniką zbliżającą Harry Potter: Hogwarts Battle do innych deckbuilderów są szlabany i możliwość usuwania kart z talii. Szlabany otrzymujemy oczywiście za karę w ramach kart spotkań i ataków potworów; są to po prostu karty zapychające talię i utrudniające zebranie odpowiedniego combo w jednej turze. Z drugiej strony dzięki nowemu zaklęciu – Tergeo – oraz kilku innym efektom wreszcie można całkowicie usuwać karty z talii, żeby odsiać zbędne zaklęcia i przedmioty. Dość powiedzieć, że dzięki kombinacjom z talią udało mi się w grze z dodatkiem zagrać 18 (sic!) kart w jednej turze – mając ich wówczas w talii 20. W porównaniu do podstawki, gdzie rzadko udawało się zagrać więcej niż 6-7, jest to kolosalna różnica.

Expecto patronum!

Warto też dodać, że tym razem oficjalnie w instrukcji jest już podana zasada, że raz na rozgrywkę można wymienić wszystkie karty z rynku. W zasadzie w każdej partii z tego chociaż raz skorzystaliśmy, a powiem szczerze, że gdyby można było zrobić czyszczenie rynku raz na gracza, to gra by w mojej opinii tylko zyskała. Tym niemniej warto podkreślić, że zarzuty, które miałem wobec podstawki, został częściowo zniwelowane.

W trakcie gry

Potworna Skrzynia Potworów jest dodatkiem z gatunku „więcej tego samego”, zatem nie wywraca żadnych podstawowych zasad. Co jednak ciekawe, w kolejnych rozgrywkach wykorzystujemy tylko część puli czarnych charakterów (i potworów), zatem nawet powtarzając scenariusz, możemy spodziewać się częściowo innych przeciwników. W ten sposób można też celowo wywalić tych, którzy nam nie pasują fluffowo (np. Quirrel czy Bazyliszek podczas Turnieju Trójmagicznego) lub mechanicznie. Niestety nie mamy wciąż żadnego wpływu na coraz bardziej puchnącą – i przez to losową – talię Hogwartu. Ewentualnie można np. wprowadzić homerule, żeby zawsze na rynku były minimum 1 zaklęcie, przedmiot i sprzymierzeniec – ale wiadomo, że nie po to kupujemy grę, żeby wymyślać własne zasady.

Potworna Skrzynia Gumochłonów?

Mam pewien problem z oceną Potwornej Skrzyni Potworów. Z jednej strony nie mogę powiedzieć, że dodatek mnie zawiódł – znalazłem w nim dokładnie to, co zapowiadał: więcej kart, więcej przeciwników, odrobinę świeżości w mechanice i lekka poprawę zasad. Z drugiej strony mam poczucie niedosytu, ponieważ nie do końca naprawia on błędy podstawki – a wciąż wierzę, że samą grę dałoby się nieco usprawnić. Cieszy nowa bohaterka w postaci Luny i nowe karty postaci, jednak ponownie – odnoszę wrażenie, że dodając piątą czarodziejkę, można było pokusić się o stworzenie wariantu zasad umożliwiającego rozgrywkę w 5 osób. Doprecyzowując: taki wariant zgodnie z moja wiedzą istnieje już w następnym dodatku (Charms & Potions) i jestem przekonany, że dodając do Potwornej Skrzyni dodatkową planszetkę gracza i znacznik zdrowia dałoby się w 5 osób zagrać (choć pewnie z lekką modyfikacją zasad, bo inaczej byłoby zbyt trudno).

Pomyluna

W związku z powyższym mam teraz poważny dylemat, czy w ogóle nastawiać się na zakup drugiego dodatku, kiedy (jeśli?) wyjdzie po polsku. Na pewno jeszcze trochę się Hogwarts Battle pobawię, zacząłem nawet rozpisywać sobie poprawioną kampanię (#zżyciaprojektanta), ale niewykluczone, że po ograniu wzdłuż i wszerz zniknie z mojej półki. Potworna Skrzynia Potwórów – stety niestety – tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że samą grę lubię raczej nie z powodu, a pomimo mechaniki.

Zalety:

  • Luna Lovegood
  • Mechanika szlabanów i usuwania
  • Znacząco zwiększona regrywalność

Wady

  • Wciąż przeciętna jakość wydania
  • Chciałoby się więcej usprawnień

Końcowa ocena:

Jeśli podstawka Ci się podobała, to jak najbardziej można, a jeśli grasz dużo, to na pewno warto. Nie nastawiaj się jednak na rewolucję – mimo kilku poprawek, to wciąż ta sama gra, z podobnymi wadami i zaletami.