Boarding. Przyjemnego lotu!
Są gry, na które hype rośnie miesiącami i które od ogłoszenia informacji o premierze wskakują na moją listę must have. Lubię też jednak być zaskoczony znienacka przez jakiś mały, a sprytny tytuł, który okazuje się perełką w swojej kategorii.
Boarding (polska nazwa, oryginalny tytuł Overbooked) wypuściła w tym roku Nasza Księgarnia i dopóki nie trafiłem na recenzję na Board Times, kompletnie nie zauważałem tego tytułu. Łukasz jednak był z gry na tyle zadowolony, że zacząłem przeglądać inne opinie w internecie i postanowiłem spróbować – zwłaszcza, że gra jest dość niewielka i relatywnie tania. „Dopchnąłem” więc Boardingiem zamówienie na większe tytuły i tak gra autorstwa Daryla Chow trafiła na moją półkę.
Awaria systemu!
Zadanie graczy w Boardingu jest proste: z uwagi na awarię, która skasowała dane o przydziale miejsc pasażerom w samolocie, to właśnie do uczestników zabawy należy rozsadzenie ludzi. Tematycznie lekko naciągane, ale w trakcie gry zupełnie przestaje nam to przeszkadzać, bowiem wkręcamy się w logiczną łamigłówkę, jaką jest optymalne rozmieszczenie pionków na siedzeniach. Każdy z pasażerów posiada swoje preferencje i zapunktuje tylko w określonych okolicznościach: czerwoni (zakochani) muszą siedzieć parami, biali (dzieci) tylko w otoczeniu dorosłych, a żółci, zieloni i niebiescy (odpowiednio turyści, ekologowie i biznesmeni… chyba że coś pomieszałem) chcą po prostu siedzieć jak największą grupą. Każdy gracz ma swoją planszę samolotu i to na niej rozmieszcza żetony. Co jednak kluczowe, nie układamy ich jak chcemy – w każdej turze należy najpierw dobrać kartę z określonym układem i kolorami pasażerów, który to układ należy przenieść na swoją planszę 1 do 1.
Brzmi w sumie na proste zadanie i faktycznie z początku takie się wydaje. W pustym samolocie mamy pełną swobodę usadzania ludzi, jednak gdzieś tak po 5-6 rundkach zaczyna się robić naprawdę ciasno i czasem trzeba wyprosić poprzednio usadzonego pasażera. Jak się nietrudno domyślić, ten nie będzie zadowolony – za każdego wyproszonego z samolotu dostaniemy karne punkty na koniec gry. Z drugiej strony, puste miejsca też odejmujemy od wyniku… a szansa, że dojdzie nam akurat karta z idealnym układem jest skrajnie mała.
Proszę zająć miejsca
Nie wiem jak Wam, ale mi po takim opisie gra brzmiała na potwornie losową z uwagi na zróżnicowane karty wychodzące z talii. Na szczęście autor gry zawarł w niej jeden prościutki twist, który zdecydowanie zwiększa głębię strategiczną (no, taktyczną), a redukuje losowość. Każdy z graczy bowiem dostaje na wstępie zestaw voucherów, którymi czasem trzeba płacić za dobierane karty. Na „rynku” wyłożone są zaś zawsze 4 karty z talii, jednak tylko jedną z nich można wziąć bezkosztowo, każda następna kosztuje o jeden voucher więcej. Z drugiej strony zabierając kartę, na której ktoś już wcześniej wyłożył vouchery, bierzemy je do swojej puli i zyskujemy większą elastyczność. Zarządzanie pulą swoich voucherów jest bardzo istotne – niedoświadczeni gracze potrafią się ich szybko pozbyć i później mogą być przez jakiś czas skazani na pierwszą kartę z brzegu.
Gra ma swego rodzaju stopniowanie trudności, bowiem w talii znajduje się kilkanaście kart z bardziej skomplikowanymi układami, które można wyjąć przy pierwszych partiach. Osobiście zrobiłem to wyłącznie w pierwszej grze, po czym zacząłem wtasowywać wszystkie karty nawet grając z nowicjuszami, ale zakładam, że być może przy graniu z dzieckiem jest to rozsądny pomysł. Chociaż… nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że dzieci wymiatają w Boarding bardziej od rodziców.
Proszę zapiąć pasy
Boarding rozkłada się w minutę. Dodatkowe 5 minut trwa tłumaczenie zasad i można od razu w pełni świadomie grać. Błyskawiczne wprowadzenie w połączeniu z całkiem ciekawą mechaniką dają w wyniku naprawdę niezłą grę, która może nie ma syndromu jeszcze jednej partii, ale – wiem z doświadczenia – ma syndrom „kupmy to sobie!”. Zagrałem w przeciągu ostatnich miesięcy z różnymi osobami i skądinąd wiem, że większość z nich kupiła egzemplarze dla siebie, a niektórzy również innym na prezent. Nie wiem, czy może istnieć lepsza rekomendacja dla planszówki.
Żeby jednak nie było tak kolorowo, jak na planszy, Boarding ma też parę wad czy też cech, które nie każdemu przypadną do gustu. Po pierwsze – wykonanie, drobnostka, ale istotna. Widziałem oryginalną wersję Overbooked na zdjęciach i stanowczo mam wrażenie, że jest nie tylko Overbooked, ale również overproduced. Boarding wydany jest schludnie, kolorystyka jest umiarkowana i choć mnie absolutnie nie razi, to też nie przykuwa uwagi. Wkurzają mnie natomiast malutkie żetony pasażerów, które niewygodnie się rozkłada, a co gorsza – są bardzo podatne na przesuwanie się, jeśli ktoś niechcący poruszy stołem. Wiem, czemu wydawca postanowił pójść w tę stronę, ale nie zmienia to faktu, że wolałbym większą planszę i żetony.
Po drugie, gra ma w zasadzie zerową interakcję. Tak, punktacja końcowa odrobinę zależy od tego, co inni gracze mają na swoich planszach; tak, można sobie też trochę podbierać karty. W praktyce jednak naszym priorytetem zawsze jest wybranie najlepszej karty pod siebie, więc każdy sobie rzepkę skrobie. Dzięki temu całkiem grywalny jest wariant solo – w końcu cała gra to de facto łamigłówka przestrzenna – ale dla niektórych zerowa interakcja może być mało atrakcyjna.
I ostatni zarzut, trochę czepialstwo, ale sam doszedłem już do tego etapu – zbyt intensywnie ogrywany Boarding może się po prostu przejeść. Regrywalność nieco poprawiają tzw. wydarzenia, czyli dodatkowe karty ze specjalnymi zadaniami na każdą rozgrywkę, ale summa summarum zawsze chodzi o to samo. I choć uważam go za jeden z najlepszych fillerków, jakie ostatnio poznałem, chwilowo osiągnąłem przesyt rozgrywek i nie wykluczam, że swój egzemplarz puszczę dalej. Na szczęście, jak zatęsknię, całkiem sporo znajomych posiada już Boarding w swojej kolekcji.
Miłego lotu!
Boarding nie jest grą wybitną, ale jest grą bardzo dobrą. Szybką, prostą w zasadach, przyjemnie stymulującą umysł i dobrze zaprojektowaną. To jest jeden z tych tytułów, przy których ciężko mi sobie wyobrazić, że komuś rozgrywka się totalnie nie spodoba – wiadomo, że bardziej docenią ją fani łamigłówek, ale też nie jest na tyle przekombinowana, żeby nie zagrać w zasadzie z kimkolwiek. Jeśli szukacie małego prezentu last minute – czy to dla dziecka czy dorosłego, dla laika czy geeka – Boarding będzie dobrym wyborem.
Zalety:
- Świetny pomysł
- Dodatkowe wyzwania
- Dynamiczna rozgrywka
- Błyskawiczny setup i tłumaczenie zasad
- System voucherów poskramia losowość dociągu
- Przyjemnie rozgrzewa umysł
Wady
- Mikroskopijni pasażerowie
- Brak interakcji (o ile to wada)
- Zaledwie poprawna wizualnie
- W końcu może się znudzić
Końcowa ocena:
Warto. Znakomity fillerek, można śmiało pokazywać planszówkowym laikom, nie zajmie wiele miejsca na półce. Po pewnym czasie może się trochę ograć, ale można po prostu komuś oddać grę i rozprzestrzeniać planszówkowego bakcyla.








