Co chcę zobaczyć na Essen 2022?
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że również w tym roku będę miał okazję odwiedzić targi w Essen. Podczas poprzednich dwóch wizyt nie przygotowałem się do tego należycie i sporo czasu spędziłem na zwykłym krążeniu między stoiskami. W tym roku postanowiłem w związku z tym przygotować wstępną wishlistę do sprawdzenia.
Tak czy inaczej – jeżeli pojadę do Essen, to przede wszystkim służbowo i raczej nie będę miał zbyt dużo czasu na granie. Tym niemniej postaram się oczywiście nie marnować czasu na przerwach i zobaczyć jak najwięcej. Z pewnością obczaję coroczne stoiska wyprzedażowe, jednak jak wiadomo, Essen to przede wszystkim targi premier. Po przejrzeniu aktualnej listy zapowiedzi wytypowałem 27 gier, które chciałbym przynajmniej obejrzeć, a być może nawet kupić. Podzieliłem je na 3 kategorie:
- koniecznie zobaczyć, prawdopodobnie kupić
- dowiedzieć się więcej
- z ciekawości zerknę, ale szansa na zakup jest znikoma
Must see
Deal with the Devil to dopiero druga gra Matúša Kotry po wydanych już 8 lat temu Alchemikach. Z opisu zapowiada się co natomiast co najmniej równie intrygująco. Jest to bowiem asymetryczna (!) eurogra za aplikacją (!!), w którą można będzie grać wyłącznie w 4 (!!!) osoby. Jeden z graczy wcieli się w samego Diabła i będzie starał się kusić śmiertelników obietnicą bogactwa, z kolei wśród nich będzie się czaił m.in. kultysta. Alchemicy mimo pewnych niedoskonałości są z pewnością jednym z najoryginalniejszych euro, jakie znam, więc i po Deal with the Devil obiecuję sobie sporo – tym bardziej, że mam dobre doświadczenia z tytułami od CGE. Polskie wydanie jest już potwierdzone przez Rebel, ale z pewnością z chęcią obejrzę grę w Essen. Jeden z nielicznych niemal obowiązkowych zakupów w tym roku.
Social deduction! Trzy drużyny! Fantastyczny temat! Bardzo dobre oceny na BGG (obecnie 8.1)! Tak naprawdę gdyby nie prawdopodobnie zaporowa cena – 60 euro za podstawową edycję, 100 za deluxe – brałbym Feed the Kraken w ciemno. No ale właśnie – jak na grę z tego samego gatunku, co Avalon czy Secret Hitler, jest prawdopodobnie o WIELE za droga. Tym niemniej koniecznie chcę ją zobaczyć!
Jeśli Friedemann Friese wypuszcza nową grę, to po prostu muszę ją zobaczyć. O Findorff wiem na razie niewiele i sądząc po jego innych premierach z ostatnich lat, wcale niekoniecznie uznam to za grę dla mnie, ale mimo wszystko chętnie przejdę się na stoisko 2F-Spiele. Sama gra natomiast zapowiadana jest jako engine building ze znanym z Wysokiego Napięcia samoregulującym się rynkiem. Może być nieźle, choć jak przypuszczam, z kapci mnie nie wyrwie.
Tutaj sytuacja jest prosta – Fog of Love jest na tyle unikalną, a jednocześnie przyjemną grą, że obecnie jestem na etapie chęci posiadania wszystkich dodatków. Love on lockdown – „Miłość w czasach pandemii” – z pewnością ma duży potencjał na zabawne i ciekawe dylematy. Co tu dużo mówić, kupił mnie już tekst z okładki: „I guess we’ll stay in and watch a movie… again”. Warto podkreślić, że polską wersję podstawki już jakiś czas temu zapowiedziało Lucrum Games.
Gra, którą mam na szczycie wishlisty już od pierwszej zapowiedzi. Duchowy spadkobierca jednego z najlepszych koopów, w jakie grałem – Magic Maze (notabene tego samego autora). Co ciekawe, zgodnie z zapowiedzią – również w Gardeners będziemy grać w ciszy i czasie rzeczywistym, jednak clue gry polegać będzie na wydedukowaniu zasad budowy ogrodu, jakie znają pozostali gracze. Czyli Magic Maze z domieszką Kryptydy. Jaram się pomysłem bardzo, oby to było dobre!
Do sprawdzenia tej gry zachęciły mnie trzy rzeczy. Po pierwsze, jest to przedstawiciel dość rzadkiej, a znakomitej mechaniki „I split, you choose” lub bardziej swojsko „ja dzielę, Ty wybierasz”. W tej kategorii znam Andromedę, Pizzerię i Awanturę o skarby i każda z tych gier jest dość ciekawa. Drugim argumentem przemawiającym za tym, żeby sprawdzić The Great Split, są nazwiska autorów. Hjalmar Hach i Lorenzo Silva maczali palce w tak różnych i ciekawych tytułach, jak Zamek Smoków, Fotosynteza, Kolejowy Szlak, Wybuchowa Mieszanka czy Dylematy Króla. Po trzecie wreszcie, gra jest na 2-7 graczy i ma w teorii dobrze działać w górnym przedziale osobowym, a takich gier nigdy za wiele.
I ponownie dodatek do bardzo dobrej gry, której… niestety nie mam. Roll Camera poznałem dopiero po zeszłorocznym Essen, więc nie mogłem kupić swojego egzemplarza, ale jeśli tym razem będzie dostępny, to postaram się nadrobić to niedopatrzenie – i od razu wziąć dodatek The B-Movie Expansion. O samej grze pisałem krótko we wpisie o odkryciach 2021 roku, więc w błyskawicznym skrócie – jest to kooperacyjny worker placement o robieniu filmów. Całość okraszona jest świetnym humorem, posiada alternatywny warunek zwycięstwa (zrobienie filmu tak złego, że aż dobrego) i co ciekawe, ma bardzo fajny mechanizm anulujący syndrom lidera (naradę produkcyjną).
Jeżeli kupię Joan of Arc, to jest szansa, że przejmie ona tytuł najbrzydszej gry w mojej kolekcji – ale mimo to pewnie zaryzykuję. Orlean to chyba moje ulubione euro, a i gatunek roll/draw/flip & write darzę dużym sentymentem. W przypadku Joan of Arc nie chcę zapeszać, bo może to być słaba reimplementacja oryginału (Orleans Stories zostały przyjęte bardzo słabo), ale z pewnością gra jest na radarze.
Lubię gry dedukcyjne. Niestety mało mam do nich towarzystwa, ale to nie szkodzi interesować się nowinkami. Turing Machine ma być natomiast o tyle innowacyjne, że na nasze pytania odpowiadać będzie sama gra. Nie będę się wymądrzał na temat działania maszyny Turinga, bo za słabo znam temat, ale brzmi intrygująco. Jak zawsze w przypadku takich tytułów obawiam się, że może on poprzestać na fajnym pomyśle i przeciętnym gameplayu, ale to ocenię samemu. Po samym opisie ciężko stwierdzić, jak wyszło.
You have my curiosity
O ile mi wiadomo, grę w polskiej wersji potwierdziła już Galakta, tym niemniej chętnie zobaczę ją na żywo. Beast to gra z tego samego gatunku, co np. Dracula czy Listy z Whitechapel – czyli jeden ucieka, reszta szuka. Tym razem tytułowa Bestia zmierzy się z polującymi na nią myśliwymi. Na razie ciężko mi powiedzieć, czy będzie to wybitny tytuł, ale bardzo lubię ten gatunek i marzę o grze „jeden przeciwko wszystkim”, która nie będzie de facto dwuosobówką. Jest to też debiut Panów Arona i Elona Midhall – oby udany!
Wydanie deluxe dość ciekawej w zamyśle karcianki, która zbiera całkiem niezłe opinie. W Cat in the Box zbieramy lewy, natomiast trik polega na tym, że nasze karty są w istocie kartami Schrödingera – tzn. nie wiemy, co zagramy, dopóki nie zagramy. Brzmi dość karkołomnie, ale trick-taking zawsze warto sprawdzić. No i ten kot – mnie osobiście przekonuje do zakupu. Btw – jest to gra japońska, czyli z rynku, który jest u nas dość słabo znany. Chętnie sprawdzę, jak wygląda na żywo.
No dobra – w tym wypadku przede wszystkim wpadła mi w oko okładka. Zacząłem czytać opis i powiem szczerze, że Décorum mnie całkiem zaintrygowało. Jest to lekka kooperacja z wzajemną dedukcją przy ograniczonej informacji. Mówiąc zaś prościej, będziemy dekorować dom, a współgracz(e) będą dawać znać, czy im się to podoba bardzo, trochę czy wcale. Pierwsze opinie na BGG też nie są najgorsze (obecnie średnia 7.7), nie zaszkodzi sprawdzić.
Autorzy First in Flight mają już na koncie kilka ciekawych gier – np. W poszukiwaniu planety X czy Pomiędzy dwoma zamkami Szalonego Króla Ludwika. Z opisu wynika, że w grze budujemy sobie talię, z której następnie ciągniemy karty podobnie jak w blackjacku – czyli miks deckbuildingu i push your luck. Wydaje mi się, że może to być fajna, lekka gierka z odpowiednio przyklejonym tematem. Tym niemniej wiadomo o niej na razie bardzo niewiele.
Na Flowar zwróciły mi ostatnio uwagę Planszowe Newsy. Nie ma co się oszukiwać – gra przyciąga przede wszystkim wyglądem, ale mam nadzieję, że to nie jedyne, co oferuje. Jest to ekonomiczne euro wykorzystujące worker placement, czyli niby gra, jakich wiele… ale co to za wishlista z Essen bez kilku euro. Z chęcią zerknę, kupić nie planuję, ale jak będzie dobre, to może później pojawi się w Polsce?
Z opisu na BGG Inside Job brzmi jak Załoga ze zdrajcą. Nie mam specjalnych oczekiwań – coś tak prostego i genialnego jak Załoga nie trafia się zbyt często – tym niemniej lubię trick-taking i lubię gry ze zdrajcą, więc mimo wszystko chętnie sprawdzę tę karciankę od Kosmosu. A ze względu na relatywnie krótki czas rozgrywki, może nawet od razu zagram na miejscu…?
Jedna z cięższych (co nie znaczy ciężka) pozycji na mojej liście. W Lacrimosa będziemy grać w dwóch liniach czasowych: wspierając Mozarta w tworzeniu jego ostatniego dzieła i równolegle już po jego śmierci zbierając brakujące kawałki utworu. Temat brzmi dość oryginalnie, okładka przyciąga oko, ale czy gra będzie warta świeczki? Ciężko stwierdzić. Z wytypowanych przeze mnie gier ma jednak najwięcej kciuków na BGG, czyli budzi zainteresowanie.
Dopiero co Revive wskoczyło na pierwsze miejsce na Hotness BGG, więc wręcz nie wypada się nie zainteresować. Mam też dużo sympatii do gier Aporta Games sygnowanych nazwiskami panów Eilifa Svenssona i Kristiana Amundsena Østby. Gra jest zapowiadana jako cywilizacyjna (!) i mam nadzieję, że nie jest to aż taka ściema, jak w przypadku choćby Tapestry. Moją uwagę zwróciło rozwijanie drzewek technologicznych i odblokowywanie dodatkowych elementów wraz z kolejnymi grami. Ponieważ (na szczęście!) nie jest to jednak gra typu legacy, brzmi na coś dla mnie.
Mieliśmy już gry o zdobywaniu gór, ale nie pamiętam żadnego znanego tytułu o narciarstwie. W Skull Canyon: Ski Fest będziemy starali się zjechać najlepiej punktowaną trasą, a podstawową mechanikę będzie set collection. Być może nie ma co nastawiać się na zbyt wiele, ale mam nadzieję, że gra fajnie powiąże temat z mechaniką.
Zerknę przy okazji
Nie jest to specjalna nowość, bo kościana wersja Fasolek pojawiła się już dekadę temu i nie zrobiła wielkiej furory. Tym niemniej uwielbiam oryginał, jest to najlepsza gra Uwe Rosenberga i nie zapraszam do dyskusji 😛 a tak serio – Bohnanza: Das Würfelspiel nie jest czystym przedrukiem starej kościanki, tylko osobną pozycją na BGG reimplementującą Würfel Bohnanza. Na wiele nie liczę, ale z chęcią się przyjrzę.
Coś z naszego podwórka, bo Eleven wydaje (również po polsku) Portal. Gry sportowe to trudny i niewdzięczny temat, a już piłka nożna wydaje się być nie do przełożenia na planszówkę. Tym razem jednak zamiast próbować odwzorować sam mecz gracze wcielą się w menedżerów piłkarskich. Krótko mówiąc, nie jest to planszowy (a w zasadzie karciany) odpowiednik komputerowej Fify, a raczej Football Managera. Do pomysłu podchodzę ostrożnie, choć chciałbym, żeby Eleven okazało się być dobre. Tak czy inaczej na Essen nie będę na nie polował, ale być może popatrzę, ocenię i sprawię sobie polską wersję po powrocie.
I jeszcze jeden Friedemann, niestety dwuosobowy i na dodatek z okładką wyjątkowo szpetną (nawet jak na gry Friedemanna). W zasadzie nie mam nic więcej do dodania, jak pójdę zobaczyć Findorff, to zerknę też na Fancy Feathers, ale raczej nie jest to zakup pierwszej potrzeby 😉
Maui sprawdzę z dwóch powodów. Po pierwsze, jest to kolejna gra logiczna z tego samego studia, co Azul. Być może jest to odcinanie kuponów, a może kolejny świetny abstrakt? Po drugie ciekawi mnie, czym gra się będzie różnić od Plażingu. Ale czy potrzebuję kolejnego abstraktu w kolekcji? Pewnie nie. Fun fact – na razie Maui ma zgodnie z BGG ciężkość 4/5 (!). Wynika on jednak z dopiero JEDNEJ oceny, więc zakładam, że nie będzie to nic dużo cięższego niż Azul.
Resist interesowałoby mnie o wiele bardziej, gdyby… nie było grą wyłącznie solo. Stoją jednak za nim uznani autorzy m.in. War Chesta, a z opisu gra brzmi na dość ciekawą. Fabularnie opowiada o tzn. Maquis, partyzantach walczących z reżimem frankistowskim. Mechanicznie zaś będziemy korzystać z karcianego oddziału, z którego w odpowiednim momencie należy „poświęcić” karty. Zamiast deckbuildingu jest tu więc… hm… deck-destruction. Brzmi oryginalnie!
Polski akcent na liście. Terracotta Army to nowe euro autorstwa Adama Kwapińskiego i Przeysława Fornala, wydawane przez Board & Dice. Szczerze – większość eurosków od nich zupełnie nie budzi moich emocji, dlatego np. nie umieściłem na tej liście Tiletum. Jeśli jednak za terakotową armią stoi Adam Kwapiński, to chyba warto zerknąć. Tym bardziej, że aktualna ciężkość – 3.17 – nie brzmi wyjątkowo przerażająco.
Największym odkryciem 2021 roku było dla mnie Clash of Cultures. Zacząłem więc bardziej interesować się grami cywilizacyjnymi i 4X, a tak się składa, że Voidfall wpisuje się w ten gatunek. Poprzednia gra duetu Buckle & Turczi – Imperium: Antyk/Legendy – dość mocno mi nie siadła, ale nie będę się zrażał. Voidfall ma być konkretnym kosmicznym 4x dla eurograczy (!) i z tego powodu będę śledził losy gry. Aczkolwiek na nawet chwilę rozgrywki w Essen nie liczę.
Wojna o Pierścień jest grą kolosalną i o niebywałym rozmachu, zatem czy jest sens przerabiać ją na karciankę? War of the Ring: The Card Game brzmi na karkołomny pomysł, ale może w tym szaleństwie jest metoda. Bardzo mnie ciekawi, jak blisko będzie grze bez mapy do pierwowzoru.
Lubię gry słowne, a ściślej – lubię poznawać nowe sposoby na wymieszanie gier słownych z innymi mechanikami. W Potędze Słowa były elementy area control, z kolei Paperback opierał się na deckbuildingu. Na poprzednim Essen kupiłem też (i czeka na półce wstydu…) mała karciankę Dreamscapes, która jakoby łączy budowanie słów z blefem. Wordcraft ponoć też opiera się na area control i jak każda gra tego typu jest całkowicie zależne językowo, ale z chęcią je obejrzę.
…a rzeczywistość to drugie.
Choć powyższa lista jest całkiem pokaźna, godzę się z myślą, że nawet jeśli pojadę, to być może wrócę z zestawem kompletnie innych tytułów. Tym niemniej cieszę się, że tym razem postanowiłem chociaż minimalnie odrobić zadanie domowe i wiem, czego będę szukał w pierwszej kolejności. Czy któryś z powyższych tytułów wydał Wam się ciekawy? Macie jakieś inne pozycje na wishliście?
EDIT: już po opublikowaniu listy zobaczyłem, że z rzeczy „must see” w Essen będzie tez można zobaczyć Horizons of Spirit Island, a wciąż liczę na potwierdzenie obecności Leder Games z Ahoy. Targi nie zapowiadają się wcale tak biednie, jak się obawiałem 😉






























