Top 5… a nie, czekaj.
Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa. Mam poczucie, że ta przepiękna maksyma powinna być bardziej popularna. Również w odniesieniu do tworzenia planszówek.
Projektowanie gier to fajna sprawa. Człowiek budzi się rano, idzie pod prysznic i jak go tak natchnie wena, to może stworzyć grę. Tak, tak, Ty też możesz. Jak się tak człowiek zmobilizuje, to w tydzień prototyp da się machnąć i jazda do wydawcy. Mówię Wam, to nawet bardziej opłacalne niż bycie recenzentem!
Otóż nie.
Projektowanie gier jest trudne. Jest czasochłonne. Wymaga nie tylko pomysłu, ale również pracy, umiejętności, rozeznania w temacie i przede wszystkim – naprawdę, PRZEDE WSZYSTKIM – minimum samokrytyki. Problem w tym, że jak to już opisywali Dunning i Kruger, zazwyczaj wiara we własne umiejętności bywa odwrotnie proporcjonalna do ich skali. W ostatnich latach mamy na to znakomite przykłady w środowisku planszówek. Ja naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć, co kieruje ludźmi, którzy tworzą projekty, które wymienię w tej topce. Sława? Chęć zysku? Trolling?
W sumie to mało ważne.
Szanujmy self-made projektantów
Chciałbym natomiast, żeby takie potworki nie robiły kreciej roboty innym projektom samodzielnym. Bo tak, da się zrobić coś ciekawego samemu, bez wsparcia wydawnictwa. Przykładem takiej autorskiej planszówki jest przecież np. Plażing. Łukasz niewątpliwie włożył mnóstwo energii i środków w marketing, ale gra się przy tym po prostu broni. Na blogu opisywałem nie tak dawno dwa podobne projekty: Grand Finale i The Greatest Show. Zwłaszcza ta pierwsza nie wyszła niestety najlepiej, ale w obu przypadkach autorzy mieli fajne pomysły. Niestety prawda jest natomiast taka, że w naszym światku o tych grach mało kto słyszał. Inny przykład – Głowa do góry!, która mimo ogromnego zaangażowania autora zebrała ledwo połowę wymaganych funduszy. Mam przypuszczenia graniczące z pewnością, że o tej grze słyszało o wiele mniej osób, niż o niektórych kasztanach, które zaprezentuję w „topce”.
…niektórych.
Dla jasności – to nie jest tak, że każda ze wspomnianych wyżej gier powinna moim zdaniem wyjść. Nie oczekuję, że każdy amatorski projekt okaże się strzałem w dziesiątkę. Chciałbym jednak, kiedy myślę o „autorskich projektach”, mieć właśnie przed oczami takie przykłady.
A mi do porzygu wyskakują przed nos reklamy Budowlanki i Prusage. Serio? Ale… serio?
Przestańcie robić gry, które nie mają sensu. Przestańcie robić z graczy idiotów. A my, drodzy gracze, przestańmy się łapać na ten lep. Zacytuję tu inną słynną internetową maksymę: stop making stupid people famous. Bo kretyński projekt jest śmieszny raz, może dwa, ale przy siedemdziesiątym odgrzaniu kotleta już jakby trochę mniej.
No ale obiecałem topkę, zatem zapraszam. Dalej czytacie na własną odpowiedzialność. Za krwawienie oczu nie odpowiadam.
5. Herosi Złamanych Krain
W porównaniu do następnych planszówek na tej liście, to bardzo profesjonalny projekt. Autor wysłał nawet grę niektórym recenzentom. Ba! Gambit ocenił grę niewiele gorzej, niż Gloomhaven! Doprecyzowując – w skali cyferkowej gra otrzymała 3/10. Problem w tym wypadku polega głównie na tym, że autor jest również twórcą cyklu powieściowego, będącego materiałem źródłowym dla gry. W związku z tym Dominik Kielanowicz ewidentnie nie potrafił popatrzyć na swój produkt z zewnątrz. I szczerze mówiąc, nie znęcałbym się nad nią, gdyby nie absolutna, wręcz modelowa odporność twórcy na krytykę. Na stronie (nieudanej oczywiście) kampanii pojawił się swego czasu taki wpis:
„(…) Grę tworzyłem ponad 3 lata. Przez ten czas były tysiące zmian i dopieszczanie tytułu. W ten tytuł gra się naprawdę doskonale. Jeśli tylko lubisz rozwój postaci, żonglować jej zdolnościami, testować różne „buildy” i strategie, to tej gry nie możesz przegapić. Zakochacie się w tej produkcji. (…)”
Nic dodać, nic ująć. Ja przegapiłem.
Gra ostatnio trafiła na Kickstartera w wersji PnP. I tak, ktoś ją wsparł.
4. Budowlanka
Ostatnio mój główny trigger alert. Gra, która ma promować książkę (książki?) Tomasza Markuna o patologiach polskiego budownictwa. Obmierzły klon Monopoly, który wzorem hiszpańskiej inkwizycji postanowił wyskakiwać mi na facebooku jako post sponsorowany i dzielnie opiera się wszelkim blokadom. Już pomijając bezczelne zerżnięcie przedpotopowej mechaniki, niezdrową fascynację wzbudza we mnie strona redakcyjna gry. Jak to jest, że autor napisał KSIĄŻKĘ, a na stronie kampanii prezentuje takie kwiatki?
No ja, najwyraźniej, dałem zwieźć, pozorom. Ale ponad 6000 zł pykło na wspieram.to. W modelu bierzesz, ile zbierzesz.
O dalibóg. Patologia polskich planszówek. A to dopiero miejsce 4.
3. LUDO21
Innowacyjny Chińczyk z patentowanymi® kostkami o CZTERECH ŚCIANKACH! Dodatkowe połączenia na planszy! Matematycznie gwarantowane emocje! Co mogło pójść nie tak?
W zasadzie ciężko stwierdzić. Niestety strona sklepu, który dystrybuował Ludo21, jest już niedostępna, więc nigdy się nie dowiemy. No… chyba że z tego filmu. Reszta niestety została usunięta.
Serio, włączcie ten film. Wiktoria, jeśli Cię do tego zmuszają, to mrugnij dwa razy.
2. Kapitalizm
Oddajmy głos autorowi:
„Zamiast pisać, dla kogo jest ta gra, zrobię coś innego: napiszę dla kogo ona nie jest.
– dla lewaków i mentalnych niewolników ( narracja wolnościowa i podmiotowa ).
– dla ludzi niecierpliwych ( 3-5 godzin wyjęte z życiorysu ).
– dla ludzi z małym stołem ( plansza ma 86cm/62cm ).
– dla ludzi uzależnionych od „smartfona” – nie chcemy ich tutaj.
– dla ludzi obrażalskich i bez powodu wrażliwych na swoim punkcie.
– dla policjantów – bo kostka ma aż 20 ścian.
– dla nauczycielek – bo można się z niej czegoś nauczyć.
– dla Kowidian – bo pudło nie będzie dezynfekowane.”
Jeśli to Was nie przekonało, tutaj macie więcej. Do gry dołączono Kompendium Myśli Wolnościowej.
Na płycie CD.
W 2021 roku.
Masochistom polecam lekturę wątku na forum, chociaż obecnie chyba został nieco ocenzurowany.
W ramach rozluźnienia przed daniem głównym dodam też, że autor gry Kapitalizm nie bawił się w żadne wspieraczki, tylko od razu zamówił 500 sztuk gry. Rynek zweryfikuje.
1. Prusage
Legendarna gra Kuby Prusaka. Ręcznie rysowana karcianka pojedynkowa i zarazem najbardziej nieśmieszny żart w planszówkowym zakątku polskiego internetu. Nie mnie oceniać, czy autor ma zaburzenia, czy jest tylko arcytrollem, ale skala popularności Prusage przebija niejedną porządną, profesjonalnie wydaną grę. O tym, co jest z Prusage i otoczką tego projektu nie tak, dałoby się napisać cały tekst… tylko po co?
Nie świadczy to o nas dobrze. Niech ten temat w końcu przepadnie i zginie śmiercią naturalną.
Bonus: konkurs!
Na koniec tego małego rantu mam taką prośbę, sugestię, poradę do szanownych twórców. Jeżeli nie potraficie powstrzymać weny na wodzy, mam tu coś dla was. Tramwaje Śląskie ogłosiły konkurs na projekt planszówki. Co prawda deadline mija za 3 dni, a inni mieli czas aż od 24.08, ale powinniście dać radę. Pamiętajcie tylko o czerwonych tramwajach.
PS. Róbcie planszówki. Ale miejcie w sobie minimum otwartości na konstruktywną krytykę.
Powyższy tekst ma charakter autoterapeutycznego rantu. Nie traktujcie go zbyt serio.



