alt

The Greatest Show – pierwsze wrażenia

Przeciętnemu graczowi wspieraczki kojarzą się obecnie głównie z bizantyjsko rozdmuchanymi kickstarterami. Tymczasem wśród projektów crowdfundingowych wciąż trafiają się małe, autorskie projekty. Łatwo im niestety przepaść w tłumie – i poniekąd taki los spotkał pierwszą polską grę o cyrku. A czy słusznie?

Kampania The Greatest Show autorstwa Michała Shao Szałucho na wspieram.to kończy się już jutro i prawdopodobnie nie osiągnie 100%. Niestety wydaje się, że zabrakło nieco marketingu w planszówkowym światku – sam usłyszałem o grze zaledwie 10 dni temu. Autor ewidentnie celował w inne środowisko (cyrkowe) i postanowił wydać grę niezależnie od wyniku kampanii. Czy jednak typowy fan planszówek ma tu czego szukać?

alt

Cyrk, jaki jest, każdy widzi

The Greatest Show jest karcianką, w której każdy z uczestników zabawy przygotowuje swój spektakl. Docelowo składa się on z występów siedmiu artystów i jest podzielony na akty. Co ciekawe, wszystkie karty artystów i spektakli odnoszą się do realnych ludzi i przedstawień z polskiego środowiska cyrkowego. Oprawę graficzną stworzył Radosław Jaszczuk i jest całkiem przyjemna dla oka – jedyny drobny minus, jaki zgłaszali współgracze, to drobna czcionka na kartach. Na szczęście po pierwszej partii ich działanie staje się intuicyjne.

The Greatest Show on cards

Każdy z graczy zaczyna z wybranym spektaklem i trzema kartami w ręce. Reszta kart znajduje się w talii oraz na rynku. W swojej turze można wykonać jedną z trzech czynności:

  • kupić kartę z rynku
  • dołożyć artystę do swojego spektaklu
  • zagrać akcję

Koszt kart na rynku zależy od ich umieszczenia względem talii; im bardziej na prawo, tym taniej. Jest to znany i powszechnie stosowany mechanizm (np. w Canvas czy Boardingu). Trik polega zaś na tym, że nie mamy tu żadnej waluty – płacimy innymi kartami z ręki. Oznacza to, że często bierzemy dowolne karty leżące z prawej strony – nawet niekoniecznie po to, żeby je wykorzystać, ale żeby mieć za co kupić lepsze, które dopiero wyjdą.

alt

Kiedy mamy już karty na ręku, możemy je zagrywać. Nasz spektakl składa się z 3 lub 4 aktów (oznaczonych na brzegach karty). W niektórych spektaklach premiowany jest konkretny dobór artystów, z kolei w innych możemy czasem dokładać ich wbrew podstawowym regułom gry. Kiedy dokładamy artystę do spektaklu, odpalamy również jego efekt. Każdy z sześciu typów ma swoje specjalne działanie. Przykładowo akrobaci punktują dodatkowo za występ na początku lub na końcu, z kolei iluzjoniści potrafią zamieniać miejscami cyrkowców w przedstawieniach naszych i przeciwnika. Efekt artysty może się odpalić wyłącznie w momencie dołożenia go do spektaklu.

Trzecią opcją jest zagranie akcji. Każda z nich występuje w kilku kopiach w talii. Pozwalają one np. wyszukać pasujących nam artystów (casting), ale wprowadzają też negatywną interakcję. Można podrzucić komuś świnię (dosłownie!) lub… kontuzją wyeliminować konkurencyjnego cyrkowca z gry.

alt

Jak linoskoczek

The Greatest Show pozwala na bardzo dużo manipulacji miejscem artystów. Grę wywołuje dołożenie siódmej karty do spektaklu, jednak trzeba pogodzić się z tym, że nasze karty zostaną w międzyczasie odrzucone lub pozamieniane miejscami. W momencie wywołania końca gry wszyscy pozostali gracze muszą (bez efektu) dołożyć pozostałe karty do swoich spektakli, natomiast ewentualni nadmiarowi artyści przynoszą ujemne punkty. Sprawia to, że dla dobrego wyniku trzeba dobrze balansować moment dobierania kart i zagrywania ich.

Ogólny flow przypomina mi – w dużym uproszczeniu – Wsiąść do Pociągu. Być może to nieco karkołomne porównanie, ale w The Greatest Show również przez jakiś czas zbieramy kolejne karty, by potem w kilku ruchach zagrać ich jak najwięcej i „wyprzedzić” przeciwników. Można też oczywiście zagrywać artystów na bieżąco, ale utrudnia nam to planowanie strategiczne. Co więcej dość wysoki poziom interakcji sprawia, że zazwyczaj warto przeczekać z wyjątkowo pasującym artystą do momentu, aż przeciwnicy zrzucą się ze swoich kart akcji.

Dla Ciebie Pan Świnia!

No właśnie, karty akcji. Są one bardzo fajne w zamyśle, ale w praktyce mam mieszane uczucia. Zdecydowanie interakcja jest tym, co przynosi najwięcej funu w The Greatest Show – bez niej byłoby to dość proste set collection. Jednocześnie przykładowe podrzucenie świni jest strasznie płaskie. W grze dwuosobowej można w ten sposób oczywiście uderzyć w przeciwnika, jednak zazwyczaj bardziej nam się opłaca zagrywać swoich artystów. Z kolei na więcej osób to typowy leader bashing. Brakuje mi nieco jakiejś dywersyfikacji i zachęty do grania na świnie. Podobnie lekko niewykorzystany potencjał to np. Żonglerzy, którzy pozwalają mieszać kartami w obrębie naszego spektaklu. Zamysł fajny, tylko większość kart i tak od razu umieszczamy na docelowych miejscach. Żonglerzy przydatni są jedynie wtedy, gdy to przeciwnik w jakiś sposób zaingeruje w nasz spektakl i trzeba to naprawić.

alt

Czy ręce składają się do oklasków?

Mimo to w The Greatest Show grało mi się całkiem przyjemnie. Nie miałem jeszcze czasu i okazji przetestować jej na 4 osoby, ale na 2 i 3 działa i to całkiem sensownie. Wbrew pozorom prostych gier z tak wyraźną interakcją nie ma tak wiele, a w The Greatest Show próg wejścia jest bardzo niski. Gdyby poddać ją jeszcze lekkiemu developmentowi w zakresie akcji, mogłaby zostać moim ulubionym fillerkiem. Na uwagę zasługuje również aspekt edukacyjny – jak na tak prosty tytuł, mówi całkiem sporo o współczesnym cyrku; dodatkowo do pudełka dołączona jest tzw. „Galeria Sław”, w której poczytamy o występujących w The Greatest Show postaciach.

alt

Nadszedł czas

Jak wspomniałem we wstępie, jestem fanem tego typu autorskich projektów. The Greatest Show dość daleko do rewelacji, ale po pierwszych partiach jest to dla mnie gra lekka, przyjemna i nadaje się do zagrania od czasu do czasu. Gdybym miał na to wpływ, prawdopodobnie przemyślałbym jeszcze kilka rozwiązań na poszczególnych kartach, ale poza tym został zachowany bardzo dobry balans między prostotą zasad a liczbą decyzji do podjęcia. W przeciwieństwie do omawianego parę miesięcy temu Grand Finale widać, że autor oprócz zapędów popularyzatorskich odrobił lekcję z projektowania i zrobił grę zarówno tematyczną, jak i grywalną. Jeśli to Was przekonało, żeby go wesprzeć, zachęcam oczywiście do dorzucenia się na wspieram.to. Koniec kampanii już jutro!