Labirynt Słów

Labirynt Słów. Tabu à rebours

Mogłoby się wydawać, że w dziedzinie gier słownych wymyślono już wszystko. W ostatnich latach jednak najpierw Vlaada Chvátil pokazał światu Tajniaków, a potem Thomas Dagenais-Lespérance zaprezentował Decrypto. W cieniu tych dwóch gigantów natomiast przeszła niemal bez echa gra Labirynt Słów. Jeśli do tej pory o niej nie słyszeliście, zapraszam do lektury.

Za Labirynt Słów (w oryginale Trapwords) odpowiada popularne wydawnictwo Czech Games Edition, natomiast za polską edycję – Rebel. Jest to drużynowa gra słowna z gatunku kalamburowatych, w której dwa zespoły chcą szybciej od rywali przejść przez pięć komnat i pokonać finałowego bossa. Chciałbym tu napisać, że do pokonania jest tytułowy labirynt, jednak czegoś takiego nie ma – to tylko licencia poetica tłumacza. Jedna rozgrywka trwa ok. 30 minut i wymaga co najmniej 4 graczy (choć najlepiej się gra od 6 osób wzwyż, o czym będzie dalej).

Labirynt Słów

O grze

Labirynt Słów nie ma w instrukcji specjalnego wprowadzenia fabularnego. Wcielamy się w nieokreślone drużyny śmiałków, które na zmianę próbują pokonać kolejne komnaty. Im dalej w las, tym trudniej: na naszej drodze staną straszliwe klątwy, a na końcu groźny potwór. Tak czy inaczej „fabuła” jest tu czysto pretekstowa, gdyż kluczowe jest wymyślanie i zgadywanie haseł. Muszę jednak przyznać, że jak na grę tego typu, robi całkiem dobre wrażenie wizualne. W pudełku jest sporo elementów – składane książki na hasła, „standies” z różnymi potworami, karty ze słowami, klepsydra, kafle planszy… Na pierwszy rzut oka naprawdę nie widać, że jest to de facto gra słowna.

Rozgrywka toczy się maksymalnie przez 8 rund. W każdej z nich pionek naszej drużyny przesuwa się do kolejnej komnaty (jeżeli zgadniemy hasło) lub pozostaje w miejscu. Jeżeli żaden z zespołów nie przechodzi dalej, potwór rusza w naszą stronę. W drugiej i czwartej komnacie musimy się również zmierzyć z utrudniającymi życie klątwami. Warto też dodać, że zestawy haseł w grze dzielą się na zwykłe i osadzone w klimacie fantasy (typu goblin, smok, magia, runy itp.)

Labirynt Słów

It’s a trap!

Na początku rundy w każdym zespole wybierana jest osoba zwana odtąd Tym-Który-Daje-Wskazówki. Drużyna przeciwna losuje kartę i za pomocą księgi odczytuje po cichu hasło. Następnie tworzy tzw. listę słów-pułapek, czyli pojęć, których nie może użyć Ten-Który-Daje-Wskazówki. Ich liczba zależy od komnaty, w której się znajdujemy. Jeśli kojarzycie ten mechanizm, nic dziwnego – jest on doskonale znany z klasycznego Tabu. Sztuczka polega na tym, że… Ten-Który-Daje-Wskazówki NIE ZNA zakazanych słów!

I tu tkwi cała zabawa! Jeżeli mam opisać pojęcie „słoń”, nie używając słów „szary”, „trąba” czy „duży”, to oczywiście zadanie jest nieco utrudnione. Mogę powiedzieć „ssak żyjący w Afryce i Azji, znany z rozmiaru; na takich zwierzętach Hannibal przebył Alpy”. Skąd mam jednak wiedzieć, że przeciwnicy nie są sprytniejsi i nie wpisali „ssak” albo „Afryka”? O ile na początku słów-pułapek jest dość mało, wraz z postępem gry Ten-Który-Daje-Wskazówki staje przed coraz trudniejszymi zadaniami. Wyobraźcie sobie, że musicie opisać hasło „amnezja” i wiecie, że przeciwnicy przygotowali aż 7 zakazanych wyrazów. Nawet jeśli poszli w najprostsze – „pamięć”, „zanik”, „umysł”, „brak” czy „wspomnienie”, opisać takie pojęcie w dość krótkim czasie jest ciężko. A jak jeszcze trzeba się domyślić, czego nie wolno? Gwarantuję, że to niezwykła gimnastyka umysłu.

Labirynt Słów

Jakby tego było mało, klątwy w niekiedy bardzo kreatywny sposób utrudniają zadanie. Przykładowo – Ten-Który-Daje-Wskazówki musi opowiadać na jednym wdechu albo nie wolno mu używać słów na literę S. Z drugiej strony klątwa może dotyczyć zgadujących – np. mogą być zmuszeni do zgadywania zaczynając zawsze od słów „zeżrę własną czapkę, jeśli to nie…”. Jeszcze trudniejsze bywają potwory. Wampir sprawia, że słowa-pułapki nie mogą wypowiedzieć nawet zgadujący, z kolei przez Trolla Ten-Który-Daje-Wskazówki może użyć jedynie 5 słów.

Miejsce, gdzie się łatwo zgubić + to, co wypowiadamy

Grałem w Labirynt słów w różnych okolicznościach, zarówno z nowicjuszami, jak i z doświadczonymi graczami. Jak mało która gra – bardzo spodobał się w zasadzie wszystkim ekipom. Choć liczba elementów zdaje się wskazywać na bardziej skomplikowany tytuł, zasady tłumaczy się błyskawicznie. W samej rozgrywce natomiast Labirynt Słów przypomina inne gry kalamburowe, chociaż moim zdaniem jest od nich ciekawszy. Do samej zabawy w wymyślanie haseł dochodzi cała warstwa rozkminy „czy oni myślą tak jak ja?”. Tworzenie i pilnowanie listy pułapek jest świetnym rozwiązaniem, ponieważ angażuje oba zespoły w każdą z zagadek. Pod tym względem gra przypomina mi nieco również uwielbiane przeze mnie Decrypto.

Labirynt Słów

Tak jak w innych grach z tej kategorii, tak i w Labiryncie Słów minimalna liczba graczy to 4 osoby (po 2 na zespół). Ponieważ jednak jedna osoba z drużyny zostaje Tym-Który-Daje-Wskazówki, dużo fajniej się gra z minimum trójką graczy po jednej stronie (czyli łącznie 6). Możliwość przedyskutowania swojej odpowiedzi lub listy pułapek z partnerami jest o wiele ciekawsza, niż samodzielne zgadywanie. Powyżej 6 osób natomiast liczba graczy jest dość dowolna – grałem i w 10, nie było z tym żadnego problemu.

Łyżeczka dziegciu

Nie ma gier bez wad, jednak w Labiryncie Słów znalazłem ich stosunkowo niewiele. Tak jak w każdym tego typu projekcie pewne słowa są łatwiejsze, a inne trudniejsze od innych. Podział na kategorię „zwykłą” i „fantasy” jest ok, chociaż osobiście wolałbym zróżnicowanie pod kątem skomplikowania haseł. Jest to jednak z mojej strony czepialstwo, bo też nie do końca wiem, jakie przyjąć kryteria. Po kilku rozgrywkach za to lekko rozczarowuje dość mała liczba klątw i potworów – po początkowym zachwycie przychodzi pewna wtórność. Mam wrażenie, że można było dodać ich nieco więcej, nie zwiększając jednocześnie specjalnie kosztów produkcji. Nie wzgardziłbym również jakąś wypraską w pudełku – elementów jest sporo i wszystko w środku lata. Jako że gra często jeździ na wyjazdy, przynajmniej woreczki strunowe to obowiązek. Tak czy inaczej – wspominam to z kronikarskiego obowiązku.

Labirynt Słów

Jest jeszcze natomiast zauważona przeze mnie prawidłowość, która może niektórym lekko przeszkadzać. W pewnym momencie można lekko wpaść w schemat opisywania. Jak odnotowałem, w pewnym momencie praktycznie każda wskazówka zaczynała się od słów „to jest taki przedmiot/miejsce/pojęcie, które…”. Podobny problem pojawia się w związku z pewnym przechytrzeniem zasad. Jeśli bowiem opisujemy przykładowego słonia i nie chcemy użyć słowa „duży”, to bardzo wiele osób stosuje przeczenie – „niemały” (oraz synonimy, ale to już na własne ryzyko). Stworzenie tylu pułapek, żeby uwzględnić takie triki, jest wręcz niemożliwe. Nie do końca jednak są to wady, a raczej cechy – i tak chodzi o to, żeby domyślić się, co też wymyślili przeciwnicy, żeby nam utrudnić życie.

Najlepsza gra słowna?

Kiedy wszyscy zachwycali się Tajniakami, byłem stosunkowo sceptyczny. Jest to oczywiście świetna gra, ale nie generowała tyle śmiechu i radości z rozgrywki, ile oczekiwałem. Później trafiłem na Decrypto i do dziś jestem pod wrażeniem stojącego za nią genialnego pomysłu. Mam jednak przy tym silne poczucie, że nie jest to gra imprezowa – wymaga zbyt dużo myślenia i analizy. Rozgrywki w Decrypto dość często przebiegają we względnej ciszy i zdecydowanie nie traktuję tej gry jako fillerka. Z kolei w kategoriach czysto kalamburowych dotychczas niekwestionowanym królem było Time’s Up. Wciąż jest to jedna z najlepszych gier w swojej kategorii, ale imho Labirynt Słów ją przebija. Umiejętnie łączy specyficzną „interakcję” z Decrypto z czystą, prostą rozgrywką, jakiej dostarczają Tabu czy właśnie Time’s Up. Co więcej, Labirynt Słów pod każdym pozorem podoba mi się bardziej, niż Jednym Słowem – gdzie też trzeba wymyślać słowa, na które nie wpadł nikt inny, ale emocje są dużo mniejsze.

Labirynt Słów

Gra się na naszym rynku przyjęła chyba umiarkowanie, bo było o niej dość cicho, a i widziałem ją już kiedyś na wyprzedaży. Szczerze mówiąc – nie rozumiem tego do końca i polecam Labirynt Słów z czystym sercem. U mnie wyparł całą konkurencję z wyjątkiem Decrypto, które trzymam na nieco inne okazje. Gorąco polecam!

Zalety

  • Śliczne grafiki
  • Znakomity pomysł
  • Kreatywne klątwy
  • Dostarcza mnóstwo śmiechu
  • Ciągłe zaangażowanie uczestników

Wady

  • Za mała różnorodność klątw i potworów
  • Czasem można wpaść w schematy
  • Nie ma jak grać w pandemii 🙁

Końcowa ocena:

Labirynt słów to po prostu świetna imprezówka dla każdego. W związku z tym zdecydowanie warto. Jeśli natomiast lubicie Tajniaków, kalambury, Tabu itp. – to tak wybitnego przedstawiciela gatunku po prostu poznać trzeba.