Holi5

Holi: Festiwal Kolorów. Piasek na zamku

Moda na pięknie wydane, kolorowe gry abstrakcyjne trwa w najlepsze. Niedawno zapowiedziany został już czwarty Azul, w ostatnich miesiącach na stoły wkroczyły Coatl i Kamienna Mandala, a tymczasem dzięki wydawnictwu Muduko możemy cieszyć się kolejnym przedstawicielem tego gatunku. Holi: Festiwal Kolorów wyróżnia jednak trójwymiarowa – i wykorzystująca ów trójwymiar – plansza. Czy jednak to wystarczy, żeby przekonać do siebie coraz wybredniejszych graczy?

Czym jest Holi?

Nie będę udawał mądrego, więc jeśli chcecie wiedzieć czym w zasadzie jest święto Holi, odsyłam przynajmniej do wikipedii. W grze w każdym razie będziemy chodzić po planszy reprezentującymi nas pionkami (bardzo ładnymi i całkiem dużymi, swoją drogą!) i rzucać proszkiem gulaal. Samo pojęcie „rzucania kolorem” pojawia się w grze regularnie i daje namiastkę tematyczności, natomiast nie oszukujmy się – w takie gry nie gra się dla tematu. Jest on dość pretekstowy i niespecjalnie pomaga, ale też w niczym nie przeszkadza.

Rozgrywka w Holi przewidziana jest na ok. 30 minut w od 2 do 4 osób, zatem pod tym względem doskonale wpisuje się w wymogi gatunku. Zaprojektował ją Julio E. Nazario, który zgodnie z BGG może się pochwalić oprócz Holi wyłącznie nieznaną mi grą Ctrl. Przepiękne, kolorowe ilustracje są zaś dziełem Vincenta Dutrait. Osobiście uwielbiam jego styl i Holi mnie nie pod tym względem rozczarowało, bo mimo że już sam temat implikował pstrokatą szatę graficzną, gra nie przytłacza wizualnie i cieszy oko. A nie ma co kryć – jest to gra między innymi do podziwiania; trójpoziomowa plansza ma oczywiście funkcje związane z mechaniką, ale z pewnością miała przykuwać wzrok i czyni to dość skutecznie.

Holi1

Rozgrywka

W Holi naszym celem jest sypanie kolorowym piaskiem (w postaci żetonów) tak, żeby zdobyć jak najwięcej punktów. W tym celu przesuwamy nasz pionek i zagrywamy karty, które w zależności od jego pozycji pozwalają na dołożenie 1, 2 lub nawet 3 żetonów piasku – na każdym polu planszy (i na każdym poziomie) może leżeć maksymalnie jeden żeton. Rozgrywka trwa do momentu wyczerpania się kart lub żetonów w zasobach graczy. Sypanie piaskiem jest obowiązkowe, natomiast przesuwanie pionka opcjonalne; jeżeli natomiast jest on otoczony ze wszystkich stron, można go przenieść na wyższy poziom (nie ma schodzenia w dół).

Holi2

Cała zabawa polega zaś na tym, żeby  swoje żetony umieszczać na jak najwyższym poziomie – im wyżej sypniemy piaskiem, tym więcej punktów zdobędziemy na koniec gry. Trik i cała trudność wynika zaś z tego, że jeżeli dokładnie pod polem, na które wyłożyliśmy nasz żeton znajduje się puste pole, to żeton spada i przyniesie mniej punktów. Sporo można także „zarobić” na zbieraniu przylepionych w rogach na niższych poziomach słodyczy oraz na takim zagrywaniu kart, żeby trafiać swoim piaskiem w pionki przeciwników.

Proszę się sfokusować

Holi, choć ma dość intuicyjne zasady, wcale nie jest takie proste. Ze względu na przemieszczanie pionków w grze występuje zaskakująco spora interakcja, a blokowanie przeciwników zdarza się w prawie każdej rozgrywce. Karty są zaprojektowane w ten sposób, żeby nie dało się prostą metodą wspiąć od razu po zagraniu, co sprawia, że warto czatować na utworzenie się „okienka” do wejścia wyżej. Dzięki zaś temu, że ruch pionków w obrębie płaszczyzny nie jest niczym ograniczony, a każdą karte można zagrać w ciemno jako 1 żeton w dowolnym miejscu, staje przed nami wcale niemało wyborów. Różna punktacja na różnych poziomach oznacza zaś, że szybkie wysypanie się z całego piasku wcale nie musi być optymalną strategią.

Holi6

 

Tutaj moim zdaniem tkwi główna siła Holi – nie jest to żaden przytłaczający mózgożer, jednak pozwala na obranie różnych ścieżek do zwycięstwa. Teoretycznie opłaca się jak najszybsza wspinaczka, jednak jeżeli na dolnych poziomach pozostanie mało żetonów, nasz piach i tak będzie spadać na niżej punktowane pola. Co więcej, znajdujące się na dole słodycze potrafią zapewnić solidny zastrzyk punktów (zwłaszcza w grze na więcej niż 2 osoby), co nieco wyrównuje szanse gracza pozostającego w tyle. Na dodatek po kilku partiach można przestawić się na wariant zaawansowany, wykorzystujący dodatkowe karty lekko wpływające na zasady umieszczania żetonów lub punktację. W moim odczuciu Holi jest ok przy pierwszej rozgrywce, ale rozwija skrzydła w kolejnych – zwłaszcza z niezłymi przeciwnikami. Z drugiej zaś strony, grze brakuje syndromu „jeszcze jednej partii” – dodatkowe zasady zmieniają podejście do rozgrywki, ale nie jest ona też aż tak zniuansowana, żebym miał potrzebę grać w nią na okrągło i wciąż odkrywać nowe strategie.

Holi5

Dla każdego coś miłego?

Klasycznym problemem pozostaje też nierówny poziom graczy. Chociaż Holi nie wymaga dziesiątek partii do świadomej rozgrywki, to testując grę z różnymi grupami znajomych widziałem pogłębiające się różnice punktowe między mną a nimi. Nie przeszkadza to w przyjemnej rozgrywce, ale w przypadku tytułu aspirującego do miana gatewaya może być odczuwalne. Gracze otrzaskani z tego typu tytułami prawdopodobnie szybko wypracują lepszą taktykę, niż początkujący.

Największy problem z grą mam jednak paradoksalnie w aspekcie, który wyróżnia ją wśród innych prostych, ładnych i przyjemnych abstraktów. Trójwymiarowa plansza, jakkolwiek śliczna i (w przeciwieństwie do memicznego już drzewa z Everdell) uzasadniona mechanicznie, jest dość wysoka i dość często gracze muszą wstawać od stołu, żeby obejrzeć ją z różnych stron. Nie nastawiajcie się zatem na rozgrywkę na siedząco – oczywiście jest ona możliwa, ale niezbyt komfortowa.

Holi4

Gdzie z tym piaskiem!

Czy zatem Holi: Festiwal Kolorów można nazwać dobrą grą? Cytując klasyka – ależ można, jak najbardziej, jeszcze jak! Czy natomiast jest w niej coś więcej? W mojej opinii – tak, ale też nie aż tyle, żebym stawiał ją wyżej, niż np. Sagradę czy Calico. W przeciwieństwie do tych dwóch gier (które są po prostu moimi ulubionymi abstraktami), ale także np. Azula, Holi: Festiwal Kolorów posiada w moim odczuciu nieco więcej interakcji, ponieważ nie ogranicza się ona tylko do hate-draftingu i podbierania sobie upatrzonych kafelków/płytek/kostek. Temat jest oczywiście mocno pretekstowy, chociaż minimalnie bardziej odczuwalny niż chociażby w Kamiennej Mandali. Gra się dobrze skaluje, daje sporo decyzji, ładnie wygląda, jest prosta do wytłumaczenia – spełnia tym samym wszystkie wymogi gatunku. W inne tytuły mam jednak większą ochotę zagrać nawet kilka razy z rzędu, a Holi raczej wystarczy mi raz na planszówkowy wieczór.

Holi7

Szkoda tylko, że to, co powinno wyróżniać Holi jako produkt – trójwymiarowość układanki – bywa nieco męczące, a przypuszczam, że sa osoby mające pewne problemy z wyobraźnią przestrzenną. Dla nich nie będzie to bardzo przyjemne doświadczenie, natomiast większość graczy powinna mieć frajdę z sypania piaskiem. Jako rozgrzewka przed poważniejszym tytułem, krótki przerywnik przed snem lub po prostu dobra gra dla familijnych graczy – Holi będzie jak znalazł.

Holi8

Zalety

  • Wygląd
  • Zaskakująco sporo wyborów
  • Mniej pasjansowata, niż inne abstrakty
  • Wyrównujące balans między graczami słodycze

Wady

  • Nie do końca wygodna w obsłudze
  • Może sprawiać kłopot osobom z problemami z wyobraźnią przestrzenną
  • Nie jest to tytuł do grania na okrągło

Końcowa ocena:

Holi: Festiwal Kolorów to gra, przy której można się bardzo dobrze bawić. Jeżeli lubicie ten gatunek, nie powinniście się zawieść.

Dziękuję serdecznie wydawnictwu Muduko za przekazanie gry do recenzji.