Przestańcie mi Catan prześladować!
W każdym, ale to każdym fandomie w pewnym momencie tworzy się podział na „starych” i „nowych” fanów. Nie inaczej jest w przypadku planszówek – ci z Was, którzy śledzą forum gry-planszowe.pl lub grupy planszówkowe na facebooku, prawdopodobnie zauważyli ten trend w naszym światku.Ostatnio Paweł Kaczmarek, czyli Kaczmar z Geek Factor wrzucił na popularną grupę facebookową następującego mema:
Przeszło 400 reakcji i 200 komentarzy, co potwierdza, że trafił w punkt. Zarówno facebook, jak i forum pełne są świeżaków, którzy wiedzeni entuzjazmem dumnie prezentują swoje #shelfie z Carcassonne i 7 Cudami Świata oraz szukają oczywiście najlepszej gry na 2 osoby. Z drugiej strony zawsze gotowa jest do repliki stara gwardia, która nie omieszka nigdy przypomnieć, że poprawna odpowiedź na każde pytanie brzmi Gloomhaven, a Osadnikami z Catanu to można najwyżej sobie pobrudzić ręce.
Kiedyś to były czasy
Wznowiwszy po przerwie swoją aktywność forumową, stwierdziłem, że świat się zmienia, gry się zmieniają, ale planszówkowicze niespecjalnie. Z jednej strony są wciąż pełni nieco neofickiego zapału gracze, którzy rzucają się na każdego Kickstartera i mierzą jakość gry liczbą figurek, z drugiej tradycyjnie mamy „konserwatystów”, którzy nie widzą świata po Feldzie i Rosenbergu. Wśród jednych i drugich jednak trafiają się po prostu trolle, którzy każde swoje zdanie traktują jak prawdę objawioną, a ludziom o innym guście zarzucają nieznajomość tematu. Zaznaczę przy tym, że jest również kilku doświadczonych forumowiczów, których wypowiedzi zawsze są wyważone i nawet jeśli się z nimi nie zgadzam, to je doceniam (pozdrawiam detrytuska czy Gizmoo).
That being said, forum, choć trafiają się na nim urocze wpisy – moim ulubionym z ostatniego tygodnia było pytanie w wątku o Planszowej Grze Roku, czy Wyprawa do El Dorado i Zamek (czyli laureaci) wyróżniają się na tle innych nominowanych (sic!) – to jeszcze nic. O wiele więcej głupot znajduję na grupach facebookowych, gdzie ludzie (mam wrażenie) dużo częściej piszą, co im ślina na język przyniesie, zamiast się ugryźć w klawiaturę. Szczytem wyrafinowanego żartu bywa zaś kolejny żart z Minerałów w lodówce, żart, którego pojąć nie mogę do dziś. Tytułem wyjaśnienia – w momencie premiery gry było o niej publikowane dużo informacji (szok, nie?) i grupka trolli uznała, że to przesada. Zamiast olać nieinteresujący ich temat, postanowili na każdym kroku przypominać, że uuu, Minerały, strach z domu wyjść, a sama gra to gówno (piekielnie wątpię przy tym, żeby każdy z tych mądrali w nią zagrał). Tym bardziej przykre, że był to planszowy debiut autorki oraz wydawnictwa i zupełnie się nie dziwię, że chcieli grę promować
Teraz to nie ma czasów
Sam zdaję sobie sprawę, że potrafię nieco złośliwie skomentować dyskusję na temat głębi strategii w Talismanie, a na osiemdziesiąte pytanie o „najlepszą grę, ale taką wiecie, niezbyt, hehe, skomplikowaną” odsyłam do lupki. Jednocześnie jeśli jakiś nowicjusz wysili się choć minimalnie i sprecyzuje, czego szuka – choćby w kwestii budżetu, liczby graczy, czasem wymieni co zna i lubi – staram się w miarę możliwości podpowiadać. Tym bardziej, że niezwykle często pojawiają się irytujący mnie ludzie, którzy w dobrej wierze udzielają się w wątkach polecajkowych, ale nie zadają sobie trudu, żeby zrozumieć pytanie. W ten sposób notorycznie na 2 osoby polecane są gry, które po prostu w takim składzie źle działają, z kolei jako druga gra po Splendorze wciskany jest Mage Knight.
Monopoly i Talisman są oczywiście najbardziej skrajnymi przykładami, ale trzecią najczęściej wyśmiewaną przez „weteranów” pozycją są tytułowi Osadnicy z Catanu. I ja doskonale rozumiem, dlaczego dla wielu osób jest to głupia losowa gra i odbijają się od niej ludzie, którzy wcześniej liznęli nieco ambitniejszych tytułów w stylu Terraformacji Marsa. Osobiście Catan uwielbiam i nie spotkałem się jeszcze z sytuacją, żeby się komuś początkującemu nie spodobał – za to naprawdę mnóstwo znajomych graczy od niego zaczynało i nawet teraz, kiedy czasem pytają mnie o poradę, odnoszą się do Osadników. Pomijam już, że oprócz Fasolek czy Genui po prostu mało gier oferuje działającą mechanikę handlu podobną do Catanu; zgadzam się mimo to, że obecnie są na rynku lepsze tytuły na start. Ba, przyjmuję argumenty o głupiej losowości Catanu; tylko właśnie argumenty, a nie obrazowe porównania do papieru toaletowego. Gwarantuję, że w ten sposób nie propagujemy najlepiej swojego hobby.
Nie znam się, ale się wypowiem
Na całą refleksję o starych i nowych hobbystach nałożył się pewien komentarz pod poprzednim moim tekstem (o najlepszych polskich grach), który wprawił mnie w zadumę. Pewien znany i szanowany popularyzator planszówek, choć w miły jak na niego sposób, zasugerował, że mając ograne lekko ponad 40 pozycji z danej kategorii, zabawne jest robienie swojej topki, ponieważ „w zasadzie w te gry nie gram”. Grzecznie sobie wyjaśniliśmy, że nie ma między nami żadnych niesnasek, ale rzucona na podatny grunt myśl zakiełkowała i siedzi mi w głowie oraz irytuje jak bolący ząb. Od kiedy w takim razie w ogóle można powiedzieć, że ktoś się zna na planszówkach?
Statystyki z BGG prowadzę regularnie stosunkowo od niedawna (zacząłem jakoś w 2017), ale uzupełniając o gry poznane dawniej, wychodzi mi niemal 3000 zarejestrowanych rozgrywek. Oceniłem 413 tytułów, w kolekcji mam 191 gier i dodatki, 199 ma status „previously owned”. Od 2015 roku regularnie piszę recenzje, w międzyczasie pracowałem ponad pół roku w sklepie z planszówkami, byłem w Essen, obecnie projektuję gry. Zdając sobie sprawę, że pod kątem poznanych gier jestem małym ptysiem w porównaniu do Wojtka Chuchli, Gambita czy np. chłopaków z Gradania, tym niemniej wydaje mi się, że pewne rozeznanie w branży posiadam. Z perspektywy „starych hobbystów” być może wciąż jestem świeżakiem (choć raczej pod kątem zagłębienia w hobby, niż stażu), ale jak tak sobie myślę, ile znajomych osób w ogóle posiada 40 gier (uwzględniając fanów planszówek oczywiście), to wydaje mi się, że jest to już pewna skala porównawcza. Uwzględniając, że w zeszłotygodniowej topce zamieszczałem tytuły, które dość dobrze znam (Dwergar był wyjątkiem, co zresztą zaznaczyłem – obecnie jestem po 4 partiach), mam poczucie, że mimo wszystko wiem, co piszę.
Ceterum censeo graj, nie marudź
Wszystkim forumowym i facebookowym pieniaczom szczerze radzę – następnym razem, zanim coś napiszecie, przeczytajcie sobie to na głos i zastanówcie, czy sami chcielibyście taką odpowiedź uzyskać. Mniej trollowania, a więcej grania w planszówki dobrze wpływa na cerę i cebulki włosów. A jeśli szukacie opinii innych, przypomnę mądrą rzecz, którą zawsze powtarza na koniec swojej recenzji Gambit: czytajcie i słuchajcie różnych opinii, bo warto poznawać gry z różnych perspektyw. I nie dajcie sobie wmówić, że Osadnicy z Catanu to wstyd – świetna gra, polecam, 8/10!
PS. Przypominam, że do piątku trwa konkurs z Patchworkiem świątecznym do wygrania!






