Severton. Chvátil w zaułkach dawnej Pragi
Swego czasu Vlaada Chvátil był jednym z najmocniejszych, jeśli nie po prostu najmocniejszym nazwiskiem w świecie planszówek. Na jego dorobek składają się bardzo zróżnicowane, ale w wielu wypadkach absolutnie kultowe tytuły. Cywilizacja: Poprzez Wieki, Mage Knight, Pictomania, Ciężarówką przez Galaktykę – to wszystko wielkie hity, ale nieco już posunięte w latach. W 2015 roku natomiast na rynku pojawił się tytuł, który przebił popularnością wszystkich poprzedników – mowa oczywiście o Tajniakach. Vlaada Chvátil był wówczas na absolutnym topie…
…po czym praktycznie zniknął z projektanckiego rynku. Przez następną dekadę, nie licząc drobnego i dość letnio przyjętego Oto jest pytanie! nie została wydana żadna nowa gra z warsztatu genialnego Czecha. Jasne, pojawiały się liczne spin-offy i reimplementacje – głównie Tajniaków – ale nic całkowicie nowego. Chvátil przypomniał o sobie jednak niedawno wraz z zapowiedzią monumentalnego Kingdom Come: Deliverance, które tworzy w duecie z Tomášem Holkiem. A w zasadzie – już w zeszłym roku, kiedy to na targach w Essen pojawiła się pierwsza od lat prawdziwa nowość od pana Vlaady, czyli Severton. Odpowiada za nią wydawnictwo Albi. Szatę graficzną stworzył natomiast Miguel Coimbra, znany choćby z 7 Cudów Świata czy Cyklad.

Tytułem wstępu
Samo słowo Severton nie mówi Wam prawdopodobnie nic, a co więcej, niewiele na jego temat znajdziecie też w internecie. Jest to bowiem luźne tłumaczenie na angielski fikcyjnej nazwy Stínadla. Określa ona nieistniejącą dzielnicę Pragi, na terenie której rozgrywa się akcja serii powieści dla młodzieży autorstwa Jaroslava Foglara. Żeby rozwiać wątpliwości – ja też w życiu wcześniej nie słyszałem ani o tym autorze, ani o jego książkach. Z tego co jednak zrozumiałem, cieszył się on w Czechach podobną popularnością jak u nas np. Zbigniew Nienacki, Adam Bahdaj czy Edmund Niziurski. Znajomy Czech również potwierdza, że czytał za dzieciaka 😉 Krótko mówiąc, Severton to gra oparta na czeskiej literaturze młodzieżowej, raczej nieznanej poza granicami kraju… ale jak przypuszczam, dobrze znanej i lubianej za naszą południową granicą. Sama gra nosi wszystkie znamiona „passion project” Chvátila i przeszła całkowicie bez echa, jak na tak uznane niegdyś nazwisko. Na końcu instrukcji padają też podziękowania dla Skautowej Fundacji Jaroslava Foglara; nie wiem natomiast, czy bardziej służyli poradą, czy byli pomysłodawcami.

Kupiłem Severton na zeszłorocznych targach, upewniwszy się wcześniej na stoisku Albi, że polska wersja raczej nie jest planowana. Albo jednak sprzedawca ze zbyt dużą pewnością wypowiedział się na temat, którego nie był świadom, albo po prostu plany się zmieniły. W każdym razie Severton właśnie zadebiutował na naszym rynku nakładem polskiej gałęzi macierzystego wydawnictwa. Podtytuł polskiej edycji to „Dzielnica Cieni”; ja natomiast oczywiście do dyspozycji miałem angielską. Zapraszam zatem do sprawdzenia, czy warto się grą zainteresować.
Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę
Jak się rzekło, Severton to gra osadzona w realiach dawnej Pragi, prawdopodobnie jeszcze przedwojennej. Wcielimy się w niej w piątkę przyjaciół tworzących tzw. Szybkie Strzały (Rychlé šípy) i eksplorujących tytułową dzielnicę. Jest ona pod kontrolą niejakich Vontów, którzy niechętnym okiem patrzą na każdego intruza. Nasi bohaterowie muszą realizować różnorakie misje, unikając przy tym konfrontacji z patrolami Vontów i mając do dyspozycji ograniczony liczbą rund czas.

Severton jest grą czysto kooperacyjną, zeskalowaną w taki sposób, żeby zawsze używać wszystkich 5 postaci i ich pionków. Co jednak ciekawe, żeby ułatwić podział ról przy zabawie w mniejszym składzie, niektóre postaci mogą grać parami i zawsze chodzić wspólnie, co daje im pewne benefity, ale też mniejszą elastyczność. Cała piątka występuje też w dwóch wersjach – można grać zarówno chłopcami, jak i dziewczętami (pobieżny research na czeskiej wikipedii w połączeniu z google translate sugeruje, że w oryginale byli to sami chłopcy). Severton podzielony jest też na kilka scenariuszy. Pierwszy pełni funkcję tutorialu, drugi jest „pełną” wersją gry i może być rozgrywany wielokrotnie, natomiast scenariusze 3-5 wprowadzają nowe zasady i specyficzne wyzwania. Osobna, dwuczęściowa planszetka z torami Vontów i Szybkich Strzał pozwala natomiast ustawić jeden z aż 6 poziomów trudności.
W poszukiwaniu przygody
Każda runda w Severtonie składa się z kilku kroków, jednak w większości są one czysto administracyjne. Kluczowa jest faza akcji, w której przemieszczamy się po zaułkach tytułowej dzielnicy, starając się unikać patroli Vontów. W swojej istocie bowiem Severton to swego rodzaju skradanka z zarządzaniem ograniczoną liczbą akcji i koniecznością ryzykowania… od czasu do czasu. Jeśli graliście np. w Scotland Yard, Bestię, Listy z Whitechapel czy Wiek Złodziei, to są to najbliższe klimaty. Tym razem jednak mamy pełną kooperację, a za ruchy przeciwnika odpowiadają karty Vontów.
Naszymi postaciami sterujemy również za pomocą kart, które służą dwóm celom. Po pierwsze, każdą z nich można wykorzystać do poruszania się – zależnie od koloru – po jednej z dostępnych ścieżek. Po drugie, czasem spotkanie z wrogim patrolem jest nieuniknione. Gdy to nastąpi, oglądamy tzw. kartę grupy Vontów, która określa, w jaki sposób można sobie z nimi poradzić. Metody są trzy:
- walka
- negocjacje („Tamtędy pobiegli! Szybciej, zanim dojdzie do Was, że to bez sensu!”)
- ukrycie

Nie z każdą grupą można się np. bić czy rozmawiać – niektóre mają dostępną tylko jedną albo dwie z trzech opcji. Co więcej, każda metoda działa minimalnie inaczej. W przypadku walki, możemy użyć wszystkich kart z odpowiednim symbolem posiadanych przez graczy na danym polu. Negocjacje prowadzi tylko jedna osoba, za to w przypadku krycia się każdy pionek musi zagrać karty za siebie. Jeżeli starcie z Vontami nie przebiegnie po naszej myśli, znikamy z planszy do końca rundy, odrzucamy całą rękę i przesuwamy znacznik niepokojów, który przyspiesza koniec gry.
Wiedza to potęga
Dociąg kart jest mocno ograniczony (oraz, co ciekawe, zależny od tego, ile pozostawiamy sobie z poprzednich rund). Ponieważ używamy ich zarówno do przemieszczania się, jak i starć z Vontami, może ich szybko zabraknąć. Pod tym kątem Severton jest gra optymalizacyjną, w której staramy się minimalizować zużycie cennych zasobów. Potężnym narzędziem jest możliwość prowadzenia zwiadu, czyli podglądania kart Vontów. W ten sposób przewidujemy ich ruchy i dowiadujemy, jak w razie czego można sobie z nimi poradzić. Kluczowa jest też ścisła współpraca i wykorzystanie specjalnych zdolności naszych bohaterów. Choć na pierwszy rzut oka niepozorne, wraz z asymetrycznym dociągiem mocno różnicują możliwości każdej postaci. Przemieszczając się wspólnie w kilka postaci, mamy też większą elastyczność w używaniu kart, a czasem jest to niezbędne do wykonania misji. Z drugiej strony, im nas więcej, tym łatwiej ściągnąć na siebie uwagę Vontów…

Po fazie akcji przesuwamy patrole zgodnie z przypisanymi im kartami, sprawdzamy, czy zrealizowaliśmy misje (i ew. dobieramy nowe), uzupełniamy karty na ręku i przesuwamy znaczniki Szybkich Strzał (naszym celem jest dojście do końca toru…) oraz niepokojów (…zanim skończy się właśnie ów drugi tor). Poszczególne kroki dzieją się automatycznie i decyzje podejmujemy tylko w momencie, gdy zostaniemy nakryci przez patrol – tak samo jak w fazie akcji, próbując walczyć, rozmawiać lub się ukryć.
Krok po kroku do celu
Chociaż gra składa się z kilku scenariuszy stopniowo wprowadzających nowe zasady i utrudnienia, główny cel jest zawsze podobny. Musimy realizować misje, które fabularnie mogą być np. poszukiwawcze, ratunkowe czy po prostu eksploracyjne. W praktyce często jest to konieczność przeniesienia reprezentującej cel misji kosteczki z jednego pola na inne lub np. udane rozegranie konkretnego starcia z Vontami w danym miejscu. Severton to w teorii przygodówka, natomiast w swej istocie jest bardzo mechaniczny.

Ponieważ jednak mamy do dyspozycji 5 regrywalnych scenariuszy z losowo występującymi misjami, a do tego kilka poziomów trudności, wydawca dołączył do pudełka listę wyzwań do pokonania. Niekonieczny, acz bardzo mily dodatek – tym bardziej, że chęć bicia rekordów i pokonywania specyficznych utrudnień zwiększa regrywalność. Ta zaś i tak jest bardzo przyzwoita, co najmniej na poziomie np. Pandemica, a może nawet większa. Szkoda tylko, że zawsze musimy sterować całą drużyną o identycznych umiejętnościach i chociaż w kolejnych scenariuszach dochodzą pewne niespodzianki (bez spoilerów!), to pod tym względem mam poczucie, że gra wygląda minimalnie zbyt podobnie za każdym razem.
Stary, dobry Chvátil?
Skoro zatem przechodzę już do bezpośrednich wrażeń, to muszę zaznaczyć, że moje odczucia wobec Severtona były dość zmienne. Zagrawszy kilka partii z żoną jeszcze w 2025 roku, byłem całkiem zadowolony. Ba, uznałem go za najlepszą grę zeszłorocznego Essen, chociaż tu częściowo problemem był brak sensownej konkurencji, bo nic mnie wówczas nie zachwyciło. Severton jest w sumie „tylko” kolejnym lekkim koopem z pewną dozą losowości, jakich mam wiele – np. Pandemica, Paleo czy Pętlę. Jestem jednak fanem wszelkich tego typu „skradanek” i uważam, że jest w nim coś świeżego w tym gatunku. Po Chvátilu spodziewałem się czegoś w miarę unikalnego i to właśnie dostałem. Jest tu nieco mniej aspektu przygodowego, niż liczyłem po opisie, natomiast mechanicznie jest dość solidnie. Co więcej, gra jest naprawdę nieźle zbalansowana i praktycznie każda partia kończy się zwycięstwem lub porażką o włos. Z mojej perspektywy to bardzo dobrze świadczy o niemal każdym koopie.

To, co szczególnie zasługuje na pochwalenie, to system przemieszczania się Vontów. Za pomocą bardzo prostej mechaniki autor stawia przed graczami całkiem fajne wyzwanie. Podobnie jak np. w Robinsonie Cruzoe, nie mamy do dyspozycji wystarczającej liczby akcji, żeby wszystko robić „bezpiecznie”. Czasem trzeba zaryzykować, ale to od naszych decyzji zależy, jak dużo. Minimalizowanie niebezpieczeństwa jest kluczowe, a kiedy nam się powiedzie, realizowanie misji daje dużą ulgę i poczucie satysfakcji. Jakkolwiek same misje są niezbyt zapamiętywalne, tak konkretne momenty w grze – gdy prześlizgniemy się za linie wroga – wynagradzają niedostatki fabularne.
Wąskie zaułki i ślepe uliczki
Niestety muszę też przyznać, że zderzenie Severtona z inną grupą znajomych było dość brutalne. Jednoznacznie skrytykowali grę za nieciekawy temat, powtarzalne tury i brak głębszych emocji towarzyszących rozgrywce. Częściowo składam to na karb faktu, że była to już kolejna gra tego wieczoru i to w kiepskich warunkach lokalowych, ale ziarno niepewności zostało zasiane. Z perspektywy myślę, że Severton ma jednak kilka problemów, choć nie wszystkie muszą przeszkadzać każdemu.
Po pierwsze, jakkolwiek gra jest teoretycznie idealnie zeskalowana na 5 osób – bo zawsze w rozgrywce bierze udział 5 postaci – to wydaje mi się, że każdy gracz ma wówczas troszkę za mało do roboty. W dwie osoby grało mi się świetnie, solo działa nienajgorzej, ale od 3 osób wzwyż ktoś, kto steruje tylko jednym bohaterem, może się lekko nudzić. Ten sam problem miałem zresztą ze Scotland Yardem i Listami z Whitechapel. Teoretycznie powinny dzialać najfajniej w dużym składzie, który dyskutuje o możliwych ruchach, ale najbardziej lubię je na dwoje. Mimo nieidealnej instrukcji i pewnych niuansów, gra jest w sumie bardzo prosta, a jednocześnie trwa zazwyczaj ponad godzinę. Może nie jest to bardzo dużo, ale mam poczucie, że przez relatywnie sporo administracji czas rozgrywki jest nieco rozciągnięty.

Kolejnym potencjalnym minusem jest temat. Dla mnie przykładowo jest on odświeżający i unikalny, ale w pełni rozumiem, że młodzieżowa literatura czeska nie budzi specjalnej ekscytacji. Wreszcie – zdecydowanie nie jest to gra, która może obudzić w kimś miłość do koopów. Sam daleki byłbym od nazwania Severtona tytułem typu „miltiplayer solo”, ale lubię i staram się zawsze przedyskutowywać opcje z innymi graczami. W grze nie ma wcale wielu oczywistych decyzji, bo kart i akcji zawsze brakuje, ale gracz alfa i tak potrafi zdominować rozgrywkę.
Dzielnica cieni (ale i blasków)
Muszę przyznać, że niezależnie od bycia zmylonym na zeszłorocznych targach, nie spodziewałem się polskiej edycji Severtona. Jest to gra z dość trudną do określenia grupą docelową. Trochę za długa i za skomplikowana w założeniach dla casuali, a jednocześnie bardzo prosta, kiedy się już zacznie grać. IP raczej nie ma szans przyciągnąć nikogo poza Czechami, ale przez to właśnie jest dość oryginalne. Rozgrywki są niekrótkie i niby dość powtarzalne, ale ja wciąż bawię się przy nich dobrze. Oceniłem grę na BGG na 7,5/10, zdecydowanie powyżej przeciętnej… a jednocześnie nie mam w sobie tyle pewności, by polecić ją każdemu.

To powiedziawszy, z poprzednimi grami Vlaady Chvátila też miewałem różne relacje. Przykładowo w Tash-Kalar czy Ciężarówką przez Galaktykę nie planuję zagrać już nigdy, a Space Alert uwielbiam i do dziś stawiam za przykład gry wybitnej. Jego dzieła nie zawsze trafiają w mój gust, ale nigdy nie odmówię im pewnej oryginalności i mechanicznego dopracowania. Nie inaczej jest z Severtonem. To specyficzna gra dla fanów kooperacji, niebojących się nietypowych tematów i szukających przyjemnej, a zarazem nieco unikalnej skradanki na planszy.

Zalety:
- dobry balans między optymalizacją i szacowaniem ryzyka
- regrywalność
- sporo nowości w kolejnych scenariuszach
- lista osiągnięć
Trudno powiedzieć:
- nietypowy temat
- koop bez ukrytych informacji – trzeba to lubić
- większy nacisk na mechanikę niż fabułę
- dość mroczna, aczkolwiek pasująca oprawa graficzna
Wady:
- potrafi się nieco dłużyć
- sporo administracji
- zawsze trzeba grać wszystkimi 5 postaciami
- zasady na papierze są nieco zbyt skomplikowane (w praktyce wcale)
Końcowa ocena:
Severton zasługuje na większy rozgłos, niż otrzymał. To naprawdę niezła gra od autora, który nie lubi podążać utartymi schematami. Dostrzegam jej wady, choć w dużej mierze uważam je bardziej za cechy wynikające z mocno specyficznego tematu. Uważam jednak przewrotnie, że jeśli lubicie planszowe wynalazki i nie macie nic przeciwko koopom, to warto. Z drugiej jednak strony, jeśli tematyka i konieczność współpracy Was nie zachęcają, to lepiej jednak unikać. Aha – no i pamiętajcie, że pierwszy scenariusz to tak naprawdę tutorial i warto jednak chociaż raz zobaczyć drugi. Wtedy dopiero Severton można bardziej świadomie (d)ocenić.


