Gambit Królowej
Dziś zamiast recenzji gry zapraszam na minirecenzję oraz garść przemyśleń na temat serialu – ale żeby nie było aż tak daleko od planszówek, to serialu o szachach. Przed Wami Gambit Królowej.
Gambit Królowej to krótki, siedmioodcinkowy miniserial produkcji Netflixa w reżyserii Scotta Franka na podstawie powieści Waltera Tevisa. Jego akcja ma miejsce w latach 50. i 60. XX w. i opowiada historię Beth Harmon – osieroconej dziewczynki, która okazuje się być urodzoną szachistką. Fabuła serialu rozgrywa się od momentu trafienia Beth do sierocińca i prowadzi przez całą jej szachową karierę, rozgrywając się na przestrzeni kilkunastu lat. W rolę Beth wciela się Anya Taylor-Joy (oraz Isla Johnston i Annabeth Kelly w jej młodszych wcieleniach).
Ten blog dotyczy przede wszystkim gier, a i ja nie jestem specjalistą od seriali, ale kilka słów na temat moich ogólnych wrażeń nie zaszkodzi. Serial ma bardzo dobre tempo: tak naprawdę tylko w pierwszym odcinku miałem lekki kryzys, potem byłem już całkowicie wciągnięty w historię Beth. Duża w tym zasługa Anyi Taylor-Joy – postać zagrana jest wprost rewelacyjnie i choć mogłoby się wydawać, że dość rzadko zmienia wyraz twarzy, to jej oczy wyrażają bardzo wiele. Jest to zdecydowanie „one-woman show” – jak rzadko w którym serialu właściwie wszystkie pozostałe postaci służą nawet nie za drugi, a za trzeci plan. Nie są oczywiście zagrane źle – na wyróżnienie zasługuje z pewnością Marianne Heller w roli Almy, przyszywanej matki Beth, ale i jej kolejni rywale, z których wielu zostaje także przyjaciółmi. Serial urzeka także świetnie oddanym klimatem i jest po prostu niezwykle estetyczny, a choć fabuła bywa nierzadko przewidywalna, to z pewnością nie jest nużący.
Ale my tu o Bohunie prawmy, nie o gruszkach. Co tu kryć, Gambit Królowej zwrócił moją uwagę nie tylko pozytywnymi opiniami, ale i oryginalną tematyką: w końcu szachy, jedna z najstarszych gier planszowych na świecie, są tu wiodącym tematem. Co ważne, nie trzeba być specjalnym znawcą, żeby naprawdę z zapartym tchem śledzić kolejne rozgrywki Beth – co bowiem najbardziej interesujące w serialu, to różnorodność, z jaką zostały pokazane partie szachowe. Główna bohaterka rozgrywa swoje kolejne pojedynki zarówno w swojej głowie, jak i na planszy; my jako widzowie nie śledzimy co prawda żadnej gry od deski do deski, jednak istotną część każdego odcinka zajmuje właśnie ukazywanie samej rozgrywki. Ponieważ większość zaprezentowanych partii ma miejsce podczas turniejów lub treningów z partnerami Beth, otrzymujemy też przeważnie komentarz na żywo – dzieli się nim albo turniejowy sprawozdawca, albo któryś z rywali. Interesujące pod tym kątem są zwłaszcza pojedynki z Harrym Beltikiem (w tej roli Harry Melling, znany powszechnie jako Dudley Dursley z sagi o Harrym Potterze) i Bennym Wattsem (wystylizowany na kowboja Thomas Brodie-Sangster, czyli Jojen Reed z Gry o Tron vel chłopiec z perkusją z Love Actually). Największe emocje jednak – zarówno u głównej bohaterki, jak u widza – rodzą pojedynki z zimnym, niemal nieludzkim mistrzem świata i arcynemesis bohaterki, Wasilijem Borgowem z ZSRR (w tej roli Marcin Dorociński).
W serialu pada mnóstwo haseł i pojęć związanych ze strategiami szachowymi: obrona sycylijska, obrona Alechina, kontrgambit Albina czy tytułowy gambit królowej (aczkolwiek w polskiej nomenklaturze spotkałem się z pojęciem gambit hetmański). Choć zapewne dla większości widzów (tak jak dla mnie) te pojęcia niewiele znaczą, to często ich sposób rozegrania i cel są od razu wytłumaczone (w innym wypadku polecam własny research – dla mnie to była super sprawa). Dzięki temu oglądając serial nie czułem się jak widz, który ogląda zawody sportowe bez jakiegokolwiek rozumienia zasad. Ciekawym motywem jest też podejrzenie od środka organizacji turniejów szachowych: Gambit Królowej pokazuje, w jaki sposób działają formaty open i zamknięte, jak wyglądają i zachowują się gracze oraz to, co sam zaobserwowałem na własnej skórze podczas turniejów w znacznie mniej sformalizowane gry niż szachy – podczas tychże poznaje się bardzo ciekawych ludzi, z którymi zawiązują się późniejsze relacje; większość najbliższych przyjaciół Beth to jej byli rywale, których poznała nad szachownicą.
Drugim elementem, który zwrócił moją uwagę w Gambicie Królowej – oprócz samych rozgrywek – jest fakt, że główną bohaterką serialu szachowego jest kobieta. Oczywiście być może brzmi to lekko przerażająco, ale fakty są takie, że przynajmniej w epoce Zimnej Wojny kobieta grająca z mężczyznami na wspólnych turniejach musiała uchodzić za ewenement. Wspomniany jest zresztą motyw, że np. w ZSRR kobiety grają wyłącznie ze sobą. Beth Harmon jest od początku swojej kariery traktowana z pewną wyższością przez większość swoich rywali (znamienna jest postawa Beltika, który całkowicie ją lekceważy), zarówno przez płeć, jak i przez młody wiek. Wiek jednak nie jest takim istotnym czynnikiem – w późniejszych odcinkach widać, ile dzieci gra na turniejach, również wysokiej rangi, a i większość bohaterów wspomina, że zaczynali bardzo wcześnie. Oprócz Beth szachowym światem rządzą jednak faceci. Charakterystyczna jest też scena, w której po raz pierwszy pojawia się Borgow w asyście innych graczy z ZSRR i zwraca im uwagę, żeby nie lekceważyli Harmon. Sam arcymistrz jest jednym z niewielu, którzy od początku zdają sobie sprawę, że płeć bohaterki wcale nie oznacza, że będzie ona łatwym przeciwnikiem.
Zastanawiając się, czy sytuacja z obecnością kobiet na turniejach szachowych zmieniła się przez ostatnie 60 lat, wykonałem pobieżny research i wynika z niego, że… nie do końca. Organizowane są osobne mistrzostwa świata kobiet (mężczyzn nie), natomiast w kategorii open niezmiennie finalistami i triumfatorami są mężczyźni. Nie mam bladego pojęcia, jak to się przekłada na sytuację w mniejszych turniejach, ale… wyniki mistrzostw są znamienne. O ile w „klasycznym” sporcie różnice w osiąganych przez kobiety i mężczyzn wynikach są dość naturalne, o tyle w przypadku szachów – czy też szerzej, planszówek w ogóle – mniejsza reprezentacja kobiet w czołówce wynika chyba wyłącznie z mniejszej reprezentacji na wszystkich szczeblach rozgrywkowych. Osobiście grywam sporo w planszówki z kobietami (pozdrawiam Karolinę, Martę i Pingi!), ale kiedy o tym pomyślę szerzej, to faktycznie choćby na turniejach Gry o Tron LCG kobiet jest skrajnie mało. A czy wynika to wyłącznie z niechęci lub braku dostępu do gry… to zostawiam na inną okazję. Tymczasem – jeśli jeszcze tego nie zrobiliście – gorąco zachęcam do obejrzenia Gambitu Królowej.
Gambit Królowej, prod. Netflix, reż. Scott Frank, USA 2020
Screeny własne.






